Natorscy przeżywają

„Dobry wygląd i dzikie pożądanie to za mało, by stworzyć piękny związek”. Refleksje psychoterapeutki Katarzyny Kucewicz z czasów pandemii

Psycholożka, pedagożka i terapeutka par Katarzyna Kucewicz zdradza, w jakim momencie życia zastała ją pandemia, co epidemia koronawirusa zmieniła w jej życiu i z czym boryka się większość współczesnych par.

Jak wspomina pani początki pandemii?

O tym, że sytuacja robi się bardzo poważna, zaalarmowało mnie początkowo kilkoro moich pacjentów z diagnozą choroby dwubiegunowej i schizofrenii paranoidalnej. Choć pracuję od ponad dekady, stereotypowo uznałam, że narracja moich pacjentów jest efektem stresu, lęku, ksobności, czyli brania do siebie wszystkich doniesień medialnych. Czemu ta chińska choroba miałaby dopaść nas po drugiej stronie kuli ziemskiej? Tak naiwnie myślałam.

Nie chciałam przyjąć informacji o zagrożeniu, bo miałam tak piękne plany na wiosnę i wakacje! Szykowałam się do otworzenia drugiej filii mojego Ośrodka Inner Garden, która miała być ośrodkiem SPA. Dzisiaj te plany są schowane do szuflady, wszystko się zmieniło. Miałam też plan pojechać późną wiosną do Kalifornii z grupą kilku koleżanek. Szykowałam się na długą, prawie miesięczną podróż od San Diego do San Francisco, gdy więc pojawiły się informacje o pandemii koronawirusa, poczułam ścisk przerażenia i złości. Ale ja już tak mam, że kiedy czuję zagrożenie, to się zamrażam. Nie płaczę, nie tupię nogami, nie wpadam w popłoch, tylko przełączam się na myślenie zadaniowe.

Teraz też tak było?

Tak. Wiedziałam, że stoją przede mną nowe wyzwania, że będę musiała wziąć się w garść i nauczyć pracy zdalnej z pacjentami, co zawsze było dla mnie katorgą. Najbardziej jednak martwiłam się o swojego tatę, który mieszka w Anglii i pracuje w międzynarodowym środowisku. Nawet nie chcę sobie przypominać, ile nocy przeleżałam w łóżku, patrząc w ścianę i wyobrażając sobie najgorsze rzeczy…. Ale z dzisiejszej perspektywy widzę, że pandemia pomogła naszej relacji; teraz rozmawiamy prawie codziennie. A katorga rozmowy na Skypie skończyła się tak, że dzisiaj… nie chcę już pracować inaczej. Uwielbiam ten kontakt, terapia nic na tym nie traci, a ja mogę pomagać nie tylko warszawiakom, ale i osobom z całego świata. Dzwonią do mnie osoby ze Szwajcarii, z Islandii, a nawet z Tajlandii. To niesamowite!

Wiele osób przyznaje, że w pandemii otworzyło się na rzeczy, które dotąd były im zupełnie obce albo do których nie mieli przekonania.

Na początku lockdownu zadzwoniła do mnie pani Agata Młynarska i zaprosiła na live na Instagramie. I tak zaczęła się moja przygoda z tym social medium. Zaczęłam prowadzić swój profil, rozmawiać z ludźmi, pytać, czego potrzebują w tych trudnych czasach. Stworzyłam cykl rozmów „Nocne Rozmowy Terapeutów”, gdzie na żywo łączyłam się z koleżankami i kolegami po fachu. Byli u mnie m.in. dr Agata Loewe, Marysia Rotkiel, Gosia Ohme, Tatiana Mindewicz-Puacz, Andrzej Gryżewski i inni równie znani i lubiani specjaliści. Ze wszystkimi rozmawiałam o tym, jak przetrwać ten ciężki czas. Ludzie mi nawet dzisiaj piszą, że te cotygodniowe rozmowy pomogły im przetrwać w zamknięciu. Dla mnie samej było to terapeutyczne, bo pozwalało odciąć się od przykrych myśli i lęków, gdy chorych przybywało. Był to rodzaj misji, że pomogę innym trzymać się emocjonalnie w ryzach.

Pandemia zweryfikowała pani podejście do życia i priorytety?

Hegel uważał, że takie doświadczenia wbrew pozorom niczego ludzi nie uczą, jednak w moim życiu zaszło sporo zmian i jest to bez wątpienia zasługa pandemii. Zaczęłam mniej pracować, nauczyłam się oszczędzania pieniędzy. Kiedyś nie było dla mnie problemem wydanie dużej kwoty na ładna torebkę. Dzisiaj mówię STOP. Kupuję to, czego potrzebuję. Znalazłam czas, żeby wreszcie zacząć zdrowo się odżywiać. Zrezygnowałam z cukru i jedzenia na mieście. Stałam się też ogrodniczką – moje wakacje 2020 to balkon. Za to udekorowany i urządzony tak, że wygląda jak małe rosarium.

Pandemia stała się dla mnie okazją, by zatrzymać się i zastanowić nad sobą, swoim życiem, miejscem, w którym jestem. Dosięga mnie czasem taka nostalgiczna refleksja, czy na pewno żyję tak, jakbym tego chciała, czy bardziej tak, jak powinnam? Więcej czytam, więcej się uczę, nadrabiam różne zaległości, które nazbierały się w czasach, w których ciągle było się w biegu i na spotkaniach. Na przykład mam czas na czytanie książek filozoficznych, kulturoznawczych, a nie tylko psychologicznych. To jest dla mnie cudowne.

To właśnie w pandemii ukazała się pani książka napisana wspólnie z Moniką Janiszewską „Pięknie odmienieni. Jak uwolnić związek od codziennych sprzeczek i nieporozumień”. Propozycja doskonała na współczesne czasy!

Tak, ta książka ukazała się akurat tuż po ostrym lockdownie w momencie, w którym większość z nas nie dawała rady żyć w zamknięciu z partnerami. Pisząc ją prawie rok temu, nie zdawałyśmy sobie sprawy, że ten poradnik pomoże ludziom przetrwać ciężkie czasy epidemii wirusa. Jakby mi ktoś wtedy powiedział, że piszę instrukcję, jak przeprowadzić małżeństwo przez jakiś lockdown, to bym się roześmiała. Nie znałam nawet takiego słowa! Okazało się jednak, że dla wielu moich czytelników ta książka stała się wskazówką, by zacząć pracować nad związkiem, a nie tylko żałować albo się odgrażać, że po pandemii składamy papiery rozwodowe. Niektórzy piszą mi maile, że nasza książka była dla nich takim przyjemnym „obuszkiem” w głowę – żeby się zastanowić nad sobą. Bo ona taka jest. Bardzo prosta, bardzo lekka, ale niektórym daje do myślenia.

Co czuje psycholożka i terapeutka, która widzi, że pary nie są w stanie przetrwać lockdownu albo nowego trybu funkcjonowania? Współczesne pary chcą walczyć o związek czy się poddają?

Zgłasza się do mnie więcej par. Nie przeszkadza im opcja wyłącznie Skype’a, chcą porozmawiać, bo czują, że ich relacja zaraz wybuchnie, że tak się kłócą, że są na granicy. Ci, którzy przychodzą, nie maja najgorzej, najbardziej bowiem martwią mnie ci, którzy nie przychodzą i duszą się w swoich pretensjach oraz konfliktach. W moim poczuciu największym problemem naszych relacji w pandemii jest to, że wybudowaliśmy je w oparciu o powierzchowność, a nie o przyjaźń, wspólne pasje czy poglądy. Zawsze powtarzam, że dobry wygląd, chemia, dzikie pożądanie to trochę za mało, by stworzyć mocne przymierze między ludźmi i piękny związek. Najlepiej jest się ze sobą przyjaźnić. Śmiać ze wspólnych żartów, lubić ze sobą dyskutować i podziwiać siebie nawzajem. A także dopingować, nie zazdrościć sukcesów i nie wypominać porażek. Może to truizmy, ale na nich większość z nas się wykłada.

Sama patrzę często na swoją wieloletnią relację i zastanawiam się, co sprawia, że tak długo udaje się nam wytrwać szczęśliwie. Myślę, że to kwestia poczucia humoru, żartowania, opowiadania sobie ciągle jakichś zabawnych historii oraz podziwiania siebie. Dumy z sukcesów. I trwania, gdy pojawiają się porażki, rozczarowania albo lęki. Myślę, że to, co jest też ważne, to umiejętność bycia samemu. Bardzo lubię w sobie poczucie niezależności. Nie potrzebuję kogoś, żeby być szczęśliwa i dzięki temu, tak sądzę, mogę szczęśliwie być z drugim człowiekiem.

Co dalej? Jakie ma pani plany, a jakie marzenia?

Wiele się zmieniło. Marzę o tym, by móc polecieć do Nowego Jorku, bo wcześniej miałam taki rytuał latania tam co jakiś czas, choćby na tydzień. To miasto mnie ładuje i daje mi ogromna energię, jest moim miejscem na Ziemi, tam czuję, że przynależę, tam czuję się jak u siebie. Ale nie wiem, kiedy to będzie możliwe. W tym roku nigdzie nie pojechałam na wakacje, kończyłam swoją kolejną książkę o wysokiej wrażliwości. To była dla mnie samej autoterapia, mam nadzieję, że zostanie przyjęta ciepło przez czytelników – to moje marzenie i priorytet zarazem. A jeśli chodzi o planowanie, to kilka lat temu doświadczyłam ciężkiej choroby. Przez dwa lata żyłam od biopsji do biopsji. To mnie nauczyło planowania maks. na pół roku do przodu. Teraz nie myślę o tym, co będzie za rok, staram się codziennie żyć tak, żeby zasypiać zadowolona i spełniona.

Cieszę się z małych rzeczy, dostrzegam, ile piękna jest dookoła mnie. Nie boję się tego, że jutra nie będzie, ale czasem drażni mnie, że nie będzie wczoraj, więc staram się żyć tak, żeby się nie denerwować tym, co za mną. Psycholog Ewa Woydyłło-Osiatyńska powiedziała kiedyś, że trzeba patrzeć do przodu, a nie do tyłu na swoją przeszłość. To moja dewiza na te koronawirusowe czasy.

Katarzyna Kucewicz – psycholożka, psychoterapeutka, pedagożka, terapeutka zaburzeń seksualnych. Ekspertka i autorka artykułów o tematyce psychologicznej. Wielokrotnie gościła na łamach popularnych gazet i magazynów. Ekspertka w telewizyjnych programach śniadaniowych. Autorka pierwszego w Polsce poradnika na temat zakupoholizmu. Współautorka poradników „O lęku bez strachu” oraz „Rodzina po ludzku”.

Katarzyna Kucewicz na Instagramie