Gdzie zniknęła granica obciachu

We współczesnym show-biznesie pojęcie obciachu przestało istnieć. Teraz lans uprawia się nawet w lesie.

Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że widziałam już wszystko, show-biznes potrafi mnie zaskoczyć. A widziałam dużo. Wyuzdaną aktorkę porno, która została pisarką. Skazańca, który został wziętym modelem. Amerykańską celebrytkę z popularnego klanu, która jako nastolatka przeszła szereg operacji plastycznych, założyła firmę kosmetyczną i zarobiła miliard dolarów. Widziałam też – choć to wykracza poza show-biznes – fatalnie napisane powieści (?) pełne błędów językowych i ortograficznych (!), bez fabuły i bez polotu, które z niewiadomego powodu stały się bestsellerami.

Dawno już przekonałam się, że pojęcie takie jak „obciach” w show-biznesie – i bynajmniej nie tylko tam – przestało istnieć.

Ostatnio wybałuszyłam oczy niczym kot w kuwecie na widok zdjęcia Małgosi i Radosława Majdanów. Na Instagramie Perfekcyjnej pojawiła się fotka z grzybobrania. Popularne małżeństwo pozuje w lesie; ona trzyma koszyczek, on tuli ją do siebie. A wystylizowani są na maksa. Małgorzata ma na sobie jeansowe szorty, długi sweterek i koszulkę z napisem VOGUE, ale to Radosław bije wszystko i wszystkich na głowę: białe kaloszki (u pani Gosi to samo), jeansowe bermudy, okularki, ciemna kamizelka.

Ludzie! Doprawdy przecierałam oczy ze zdumienia. Do tej pory myślałam, że na grzyby idzie się w starych adidasach, dresach i wygodnej bluzie. Totalnie na luzie. Ale nie. Lans na grzybach, tego jeszcze nie było. Powiedzieć, że zdjęcie Majdanów jest obciachowe, to nic nie powiedzieć, że posłużę się frazą Jerzego Pilcha. Fotka z grzybobrania to Himalaje obciachu i dziwi mnie, że można być aż tak pozbawionym autorefleksji. Z drugiej strony Małgorzata Rozenek-Majdan podobno za jeden wpis na Instagramie zgarnia… 80 tys. zł. Ważne, że pieniądz się zgadza.

Pojęcie obciachu zniknęło już dawno temu, o czym przekonuję się na każdym kroku, a konkretnie za każdym razem, gdy wchodzę do internetu.

Reprezentant Polski w piłce nożnej Grzegorz Krychowiak nosi futro i damskie torebki, ale to jego partnerka Francuzka Célia Jaunat przechodzi samą siebie, pozując w wartych krocie stylizacjach w takich wnętrzach, jakby fotografowała się w zamku Windsor. Jedna z jej fotek to hit, którego nie zapomnę: Célia wygina się na marmurowym blacie, a kuchnia jest tak sterylnie czysta, że nie można mieć najmniejszych wątpliwości, że się w niej robi wszystko, tylko nie gotuje. Francuzka podobnie jak nasz „Krycha” jest miłośniczką prawdziwych futer. To jest, kuźwa, dopiero obciach.

Obciach zniknął, odkąd media zaczęły promować dziwadła pokroju pewnych sióstr (nazwiska nie podam, żeby nie reklamować), z których jedna spowodowała wypadek samochodowy, jadąc po pijaku. O programach typu Warsaw Shore nie powinnam nawet wspominać, bo uczestnicy tego typu reality show nie mają żadnych granic i hamulców, a przede wszystkim wstydu za grosz.

Bez przerwy widzimy gołe cyce i gołe tyłki, intelekt przestał się liczyć, a słowo erudycja młodym ludziom pewnie nierzadko myli się z ekstradycją – jednego i drugiego będą szukać w słowniku wyrazów obcych.

Obciachem są wokalistki i wokaliści, którzy śpiewają o duperelach i których zwyczajnie nie można zrozumieć, bo tak wspaniałą mają dykcję.

Obciachem jest książka „365 dni” niejakiej Blanki Lipińskiej, która wylądowała na szczycie listy bestsellerów Empiku, a przy której publikujący trylion powieści rocznie Remigiusz Mróz powinien dostać Nobla. Mario Puzo przewraca się w grobie, skoro na okładce „365 dni” piszą: „Ojciec chrzestny i Pięćdziesiąt twarzy Greya w jednym”. Opisy scen seksu są tutaj ordynarne i tak prostackie (czytałam), że publikowane w sieci za darmo opowiadania erotyczne mają więcej polotu. Podziwiam, że autorka się pod tym cudem podpisała. Ale jej książkę wypromowały m.in. Natalia Siwiec i Doda, więc wow! Dobrze przynajmniej, że Blanka Lipińska ma świadomość swojej grafomanii. Tutaj wyznała: „Ja nie jestem pisarką. Ja jestem po prostu osobą, która usiadła i napisała książkę. Myślę, że każdy może coś takiego zrobić”.

Wraz z sukcesem „365 dni” z bólem rozdzierającym serce ogłaszam upadek powieści i prawdziwej literatury. Swoją drogą, drodzy wydawcy, jak wam nie wstyd?!

Ja pierd***, że się wyrażę.

Gdzie okiem nie sięgnąć, widzimy degrengoladę. Show-biznes stał się kumulacją totalnej chały. Promowane są beztalencia. Ciało stało się ważniejsze od mózgu. Celebryci robią z siebie idiotów i jeszcze na tym zarabiają.

A Stephen King sprzedał ponad 350 milionów książek i podobno wciąż jeździ swoim ulubionym starym samochodem.

Steve Jobs najlepiej czuł się w czarnym golfie, jeansach i najzwyczajniejszych w świecie białych adidasach.

Olga Tokarczuk dostała Bookera. Wow! Czytajcie Tokarczuk, nie Lipińską.

Mark Zuckerberg, twórca Facebooka i jeden z najbogatszych ludzi świata, najchętniej pokazuje się w szarej koszulce. Sprawdźcie na jego Instagramie. Fotki z grzybobrania tam nie znalazłam.

Ewa

Baking hamentashen. Chag sameach!

Post udostępniony przez Mark Zuckerberg (@zuck)

4

  • Wiktor Janus

    Niestety liczy się kliknięcie. Zarówno fani rodzynkowej jak i osoby zniesmaczone klikną. Już dawno Janusz Korwin-Mikke powiedział, że demokracja nie jest dobrym ustrojem, bo to rządy większości, a więcej jest głupich niż mądrych. Analogicznie Internet jest najbardziej demokratycznym medium i wszystko staje się jasne.

  • Maryna Abramava

    Kurcze, coś w tym jest. Ja ogólnie nie śledzę ludzi show-biznesu , bo wiem co promują. Sprzedają siebie, wstawiają na pokaz, ośmieszają się za pieniądze. Tylko nieliczna grupa osób szanuje swoją prywatność i nie podaje jej milionom ludzi „na talerzu”. Ci co powinni być docenienie zazwyczaj nie są, a Ci co są, niestety na to nie zasługują.

  • Pięknie napisane! Krychowiak, choć wywodzi siė z mojej gminy ogromnie stracił przez te futra.

  • Ja się zastanawiam, co on ma na nogach? 😀 strój na grzybobranie idealny, stara kamizelka, sprany biały tiszert, dziurawe dżinsy – wszystko co można po grzybobraniu wywalić, jak się ubłocimy 😉