Zajumanie przez roztargnienie, czyli o wymiarze (nie)sprawiedliwości

Włożyłeś kiedyś do kieszeni cudzy banknot? Wrzuciłeś do plecaka baton i wyszedłeś ze sklepu bez płacenia? Nie martw się, sąd może uznać, że po prostu charakteryzujesz się dużym stopniem roztargnienia. Oczywiście jest jeden warunek. Musisz być… sędzią.

Akcja dzieje się na stacji paliw pod Sochaczewem. Na filmie z monitoringu widać stojącego przy kasie mężczyznę, który grzebie w portfelu, po czym wyciąga drobniaki i płaci za butelkę wody mineralnej. Równocześnie stojąca obok starsza pani kładzie na ladzie banknot 50-złotowy, a następnie odwraca się. Wtedy facet spokojnie zgarnia jej pieniądze, wkłada do kieszeni kurtki (choć ma przecież portfel), zabiera wodę i odchodzi.

Bohaterem tego nagrania okazuje się Mirosław Topyła, ówczesny (działo się to w marcu 2017 r.) wiceprezes Sądu Rejonowego w Żyrardowie. Dzięki monitoringowi policja nie ma problemów z namierzeniem złodzieja. Po ujawnieniu sprawy minister sprawiedliwości decyduje o odsunięciu sędziego od obowiązków służbowych i żąda podjęcia wobec niego czynności dyscyplinarnych, choć Topyła przekonuje, iż całe zajście było fatalną pomyłką, a banknot zabrał zupełnie nieświadomie.

Mimo to w lipcu 2017 r. zostaje usunięty ze stanu sędziowskiego, a łódzki Sąd Apelacyjny argumentuje, że sędzia dokonujący zaboru cudzych pieniędzy traci nieodwołalnie i na zawsze moralne prawo osądzania uczynków innych współobywateli. Trudno się z tym nie zgodzić.

Oburzony Topyła odwołał się jednak do Sądu Najwyższego. Kilka dni temu SN wydał wyrok… uniewinniający.

„Z dopuszczonej opinii biegłego wynika, że obwiniony jest osobą odpowiedzialną, której zależy na opinii otoczenia, nieskłonną do ryzyka, introwertyczną, natomiast charakteryzującą się dużym stopniem roztargnienia” – uzasadniała orzeczenie sędzia Agnieszka Piotrowska.

Sędziowie SN uznali, że gdyby Topyła działał celowo, musiałby być świadom istnienia systemu monitoringu, gdyż wielokrotnie orzekał w sprawach karnych, także dotyczących przestępstw popełnianych na stacjach benzynowych. „Dokonanie więc w tych warunkach i w tym kontekście kradzieży, którą można byłoby określić jako zuchwałą i bezczelną, na szkodę osoby starszej, stanowiącą wręcz przykład rażącego lekceważenia porządku prawnego mogłoby oznaczać, że sędzia jest osobą całkowicie zdemoralizowaną, co stoi jednak w sprzeczności z całą dotychczasową nienaganną karierą zawodową sędziego, jego profilem psychologicznym i materiałem dowodowym w postaci np. zeznań świadków” – tłumaczyła sędzia.

Dlatego uznano, że do zabrania 50-złotowego banknotu doszło w wyniku fatalnej pomyłki roztargnionego i – jak podkreślał w mediach Topyła – bardzo przemęczonego pracą sędziego. Koniec sprawy.

A może jednak wcale nie koniec?

Wyrok Sądu Najwyższego to dla mnie daleko posunięte kuriozum i choć nie jestem prawnikiem, potrafię sobie bez trudu wyobrazić adwokatów, którzy zaczną go wykorzystywać jako precedens, by skutecznie bronić klientów oskarżonych o drobne kradzieże.

Wysoki sądzie, przecież mój klient zabrał ten portfel przypadkowo, bo jest bardzo roztrzepany.

Wysoki sądzie, mój klient faktycznie miał w plecaku zdjętego z półki iPhone’a, ale zrobił to nieświadomie, jest rozkojarzony z powodu problemów w pracy.

Wysoki sądzie, mój klient ściągnął ten łańcuszek z wystawy, bo myślał, że już za niego zapłacił. On przecież jest taki roztargniony.

I tak dalej…

Nie jestem w stanie ocenić, jak było naprawdę. Być może Topyła faktycznie zgarnął banknot przez przypadek, choć nie mieści mi się w głowie, jak można uznać, że należy mi się 50 zł, skoro kupuję tylko butelkę wody (chyba że na stacji pod Sochaczewem sprzedają najdroższą mineralną w Polsce). I dlaczego nie włożył banknotu do portfela, tylko szybko wsunął do kieszeni?

Ok, mamy do czynienia z wyjątkowo roztargnionym facetem. Czy zatem ktoś taki powinien być sędzią?

Szczerze mówiąc, chyba nie chciałbym trafić na wokandę do tego pana, bo nagle okazałoby się, że pomylił moje akta z dokumentacją jakiegoś bandziora i zostałbym skazany na parę lat za kratkami. Na rozprawie apelacyjnej usłyszałbym pewnie, że sędzia jest po prostu przemęczony pracą. No i oczywiście roztargniony.

Wyrok Sądu Najwyższego stanie się pewnie kolejnym mocnym argumentem dla PiS-u, który od ponad dwóch lat prowadzi krucjatę przeciwko „sędziowskiej kaście”. Argumentem trudnym do obalenia, bo przecież nietrudno sobie wyobrazić, jakie zostałby wydane orzeczenie, gdyby na miejscu Topyły zasiadł zwykły Iksiński, który zgarnął cudzy banknot z lady. Czy jego roztargnienie przekonałby sędziów? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie…

Rafał

fot. Pixabay

11

  • Magdalena Kostyra

    Przyznam że nie słyszałam o tym wcześniej. Jest to śmiech na sali. Jak widać są równi i równiejsi :/
    Pozdrawiam serdecznie!