W wielkiej filiżance pracuje się lepiej

Kiedy nasi pracodawcy zrozumieją, że im bardziej komfortowe biuro i im lepiej się w nim czujemy, tym lepszymi pracownikami jesteśmy? W Google’u warunki pracy są tak wypasione, że w głowie się nie mieści. W Polsce wciąż jesteśmy skazani na kulenie się przy maleńkich biurkach i popijanie sproszkowanej kawy z automatu.

Google to gigant pod każdym względem. Z aktualnego badania, o jakże wymownym tytule Great Place to Work, wynika, że to właśnie Google jest najlepszym pracodawcą na świecie. Zatrudnia 56 tys. 300 pracowników. Których, nie ma co ukrywać, warunki pracy są godne pozazdroszczenia. Googlersi mogą liczyć na świetną pensję i liczne dodatki do niej, elastyczny czas pracy (pracownik rozliczany jest z efektów, a nie z liczby godzin, które przesiedział na czterech literach), wsparcie dla rodzin, darmowe posiłki, niezliczone wyjazdy integracyjne. Ale największym atutem giganta są jego siedziby zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Z myślą o pracownikach, oczywiście.

Główna siedziba Google’a, Googleplex, znajduje się w Mountain View w Kalifornii. W Dolinie Krzemowej, gdzie ulokowali się także, między innymi, Facebook, eBay, Adobe, Nvidia, Oracle, HP, Yahoo!, Intel. Normalnie high-tech paradise.

Siedzibę Google’a zaprojektowano tak sprytnie, aby współgrała z okolicznymi parkami. A to, co w środku… To po prostu kosmos. Dotyczy to zresztą wszystkich siedzib Google’a rozsianych po świecie – jest ich ponad 70 w 40 krajach. Na pracowników czekają: baseny, siłownia, kolorowe dywany, minigolf, pianino, automaty do robienia zdjęć, gry wideo, stoły bilardowe. Na zewnątrz rozsiąść można się przy stoliku pod kolorowym parasolem. Jest boisko do siatkówki plażowej. Są kawiarnie. Restauracje. Punkty pełne zdrowego jedzenia. Darmowa pralnia. Pracować można pod gołym niebem, na trawie czy wygodnej kanapie, siedząc po turecku. Albo w łódce. Oko cieszą nowoczesne dekoracje i grafiki (farba odłażąca ze ścian czy tanie bohomazy to nie tu). Do dyspozycji Googlersów są łóżka piętrowe, huśtawki, dmuchane poduchy, gumowe piłeczki. Ogromne wrażenie robią kolorowe sale spotkań stworzone na podobieństwo biblioteki. Albo przyczepy kempingowej. Pubu. Czy… gigantycznych filiżanek. Disneyland na co dzień – i jeszcze ci za to wszystko płacą.

Powiedzmy sobie jasno: Google to ewenement na skalę światową, jednak siedzib dużych przedsiębiorstw stworzonych z myślą o pracownikach, a nie pracodawcach, znacząco przybywa. Łączy je jedno: znakomicie zagospodarowana przestrzeń. Łagodne światło. Kolory. Nowoczesność. Wygoda. Zieleń. Strefy relaksu. Udogodnienia dla zatrudnionych. Naprawdę aż miło popatrzeć, w jakich warunkach pracują ludzie.

A u nas? Coś zaczęło zmieniać się na korzyść, ale jeśli już, to w dużych miastach – i jednak u nielicznych. Większość z nas musi męczyć się w ciasnych biurach bez klimatyzacji. Albo w biurze typu open space, gdzie można dostać bólu głowy i uszu. Sama pracowałam kiedyś w pokoju przechodnim – biurka ustawiono w przejściu, jedno przy drugim. Ściśnięte jak sardynki w puszce. Wszędzie walały się jakieś stare, niewypakowane po przeprowadzce pudła. I to miała być wielka redakcja, grupa mediowa, synergia. Dobrze, że czytelnicy i słuchacze tej ciasnoty nie widzieli na własne oczy. Naprawdę ciężko się było tam skupić.

Są biura – wiem o nich z wiarygodnych źródeł, zresztą chyba każdy z nas zna takie miejsce – gdzie trzeba żebrać o własny kąt. Toaleta, wątpliwej czystości, jest na korytarzu, wspólna dla wszystkich. Jedna z moich bliskich koleżanek ciągle była przeziębiona, bo pracowała na tak zwanej wyspie prosto pod klimatyzacją. Nie no, naprawdę kiepsko. Słabo.

Badania firmy Steelcase przeprowadzone przez Ipsos wykazały, że większość pracowników – i jest to problem całego świata – skarży się przede wszystkim na brak prywatności w miejscu pracy.

Szczególnie krytykowane są biura typu open space, które powodują problemy z koncentracją i zabijają produktywność.

Sam fakt, że siedzibę Google’a projektowano z myślą o zachowaniu czy wręcz wyeksponowaniu okolicznej zieleni, pokazuje, że Stany Zjednoczone i Polskę dzielą pod tym względem lata świetlne. U nas lekką ręką wycina się drzewo za drzewem; żeby postawić budynek czy stworzyć kolejny parking pod topór idą zdrowe, kilkudziesięcioletnie okazy. Taak… Powycinać wszystko w pień, zabetonować miasta, namnożyć lokali dla pracowitych krasnoludków. Ot, miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego.

Istnieją oczywiście wyjątki. Szefowi przedsiębiorstwa Drutex, czołowego polskiego producenta okien, zależy na tym, by w jego firmie było miło, by pracownicy w pracy czuli się dobrze. Lubi czystość, dba o zieleń, posadził kwiaty. W jednym z wywiadów wyznał, że ludzie, których zatrudnia, przychodzą do pracy przed czasem. Z własnej woli.

Z własnej woli!

I tutaj zbliżamy się do sedna problemu: pracodawcy, którzy oferują swojej kadrze wymienione wcześniej udogodnienia, doskonale wiedzą, co robią. To nie jest z ich strony fanaberia, kaprys, akt łaski. Oni po prostu zdają sobie sprawę z tego, o czym polscy pracodawcy często zapominają: że komfortowe, świetnie wyposażone, nowoczesne biuro to wabik. Sposób na przyciągnięcie i zatrzymanie najlepszych. Z badań przeprowadzonych przez SWPS wynika, że nawet zapach może pomóc w zmotywowaniu pracowników do bardziej wytrwałego wykonywania zadań, które uważa się za nudne i żmudne. Mówiąc krótko, gdy w biurze przyjemnie pachnie, lepiej się pracuje.

To proste. Nowoczesne, komfortowe biuro:

– Przyciąga najlepszych, najbardziej wykwalifikowanych specjalistów. Każdy chce pracować w Google’u. Nikt nie chce pracować w zimnej klitce
– Sprawia, że z przyjemnością wstajemy z łóżka i idziemy do pracy. Zapomnij o syndromie poniedziałku!
– Podnosi naszą produktywność, kreatywność i zaangażowanie
– Obniża albo całkowicie niweluje stres odczuwany w pracy
– Powoduje, że dobrze się czujemy, lepiej nam się myśli
– Zatrzymuje pracowników na stałe. Mało kto rozważa wtedy zmianę pracy

Wspomniane badania firmy Steelcase wykazały, że istnieje silna zależność pomiędzy naszym zadowoleniem z warunków pracy a zaangażowaniem w wykonywanie zawodowych obowiązków. Tylko 11 proc. respondentów przyznało, że z miejsca, w którym pracują, są bardzo zadowoleni – i byli to pracownicy najbardziej zaangażowani. Ci respondenci wyznali, że: z łatwością się koncentrują, mają ciekawe pomysły, odnajdują się, pracując w grupie, czują się zrelaksowani i spokojni, mają poczucie przywiązania do firmy.

Proste? Niestety, większość polskich pracodawców ma węża w kieszeni – i w nosie prawa pracowników. Skutek taki, że polski pracownik, zamknięty w kiepskim biurze, gdzie płacą mu kiepskie pieniądze, czuje się sfrustrowany, zmęczony, brakuje mu zaangażowania i przywiązania. Myśli o zmianie pracy. Albo ucieka za granicę. Nie o to przecież chodzi, by na jak najmniejszej powierzchni upchnąć jak najwięcej osób, zapłacić im jak najmniej po to, by harowali jak najciężej. Czekam na ten przełom z utęsknieniem. I zdecydowanie wolę pracować na własny rachunek. W biurze, które wynajęłam i udekorowałam sama. Albo we własnym domu!

Ewa

Google Boston Cambridge
Google Boston Cambridge

Korzystałam m.in. z tych badań, przeglądałam również te strony Google’a

fot. officesnapshots.com

1