W kryzysie laktacyjnym nie podawaj dziecku butelki

Dopadł i mnie! Owiany złą sławą postrach młodych matek kryzys laktacyjny dał mi się we znaki w trzecim miesiącu. Nie było łatwo, przyznaję. Ale wyszłam z tego obronną ręką!

Słyszałam o nim, jeszcze zanim wyśniło mi się dziecko. Ba! Nawet napisałam na ten temat artykuł do portalu Papilot.pl, z którym współpracuję od 2009 roku. Wtedy wbiła mi się do głowy rada, że gdy mleka w piersiach zacznie brakować, trzeba jak najczęściej przystawiać do nich malucha. A jednak kiedy naprawdę mnie to spotkało, myślałam nie bez przesady, że oszaleję!

O co chodzi?

Na początek garść teorii. Kryzys laktacyjny to fachowe określenie na przejściowy brak pokarmu. Nie dołuj się, proszę, stwierdzeniem „brak pokarmu”, tylko skup się na słowie „przejściowy”, bo to ono jest tutaj kluczowe. Wrócę jednak do tego za chwilę.

Pierwszy kryzys laktacyjny może mieć miejsce już w 6 tygodniu. Potem – w 3, 6 i 9 miesiącu życia dziecka.

Po czym go rozpoznasz?

Jako karmiąca mama na pewno zauważyłaś, że twoja pociecha nie zawsze podczas posiłku zachowuje się jak uroczy bobasek przytulony do maminej piersi i słodko chłepczący mleczko. Bywa, że chwyta pierś i ją wypuszcza. Popłakuje, krzyczy. Rozgląda się wokół. Denerwuje się niemiłosiernie. Tak, wiem, ty denerwujesz się razem z nim. Wiele kobiet – a wiem to, bo sama tak miałam i przeszukując internet, uświadomiłam sobie, że mają tak również inne matki – martwi się wtedy, że to przez brak pokarmu. Niekoniecznie tak musi być. Dziecko może się wiercić, bo świat wokół jest ciekawszy, coś go rozprasza, akurat dana pierś mu nie pasuje, zjadłaś coś, co zmieniło smak mleka itp.

Gdy jednak naprawdę dopadnie cię kryzys laktacyjny, będziesz o tym wiedziała. Piersi z dnia na dzień przestaną być pełne i twarde, tylko miękkie, podobnie jak tuż po karmieniu. Jeżeli zdarza się, że między karmieniami z twoich piersi kapie mleko, w „tych” dniach prawdopodobnie nie zauważysz plam na bluzce czy… podłodze. Będziesz mieć za to nieodparte wrażenie, że w twoich piersiach jest pusto.

Poza tym pamiętaj o newralgicznych momentach: 6 tydzień, 3, 6 i 9 miesiąc.

U mnie kryzys szóstego tygodnia przeszedł zupełnie niepostrzeżenie. Nawet nie wiem, czy go miałam. Za to w trzecim miesiącu… Pojechałam akurat na działkę. Z przyjaciółką. Bez męża, który przy mnie i synku jest praktycznie cały czas, bo pracuje w domu. Gdy wypadała pora karmienia, moje dziecko bardzo szybko zaczynało się przy piersi ostro wkurzać. Krzyczało, chwytało pierś i puszczało, popłakiwało. Zastanawiałam się, co jest grane. W końcu skojarzyłam fakty. Trzeci miesiąc – miękkie piersi – wrażenie braku pokarmu – zdenerwowane dziecko. O, matko! Kryzys laktacyjny.

Najważniejsza zasada: trzymaj się z daleka od butelki

Przyznaję, gdy po paru minutach karmienia mój synek zaczynał się wściekać, ogarniało mnie poczucie bezradności. Chciało mi się płakać! Wydawało mi się, że jest głodny, a ja nie potrafię zaspokoić jego podstawowej potrzeby. Co więc zrobiłam? Bardzo długo trzymałam syna przy piersi. Dotąd wystarczała mu jedna pieś, żeby się najeść – w kryzysie dostawał i jedną, i drugą. A samo karmienie trwało 30-40 minut.

Bo z jednego musisz zdawać sobie sprawę: natura jest wspaniała, a jeśli chodzi o produkcję mleka w piersiach, działa tutaj prawo popytu i podaży. To znaczy, że im częściej przystawiasz malucha i im więcej mleka on wypija, tym w piersiach więcej się go produkuje (mleka, nie malucha ;-). Proste. A jakie genialne! Jeśli więc naprawdę chcesz wyjść z kryzysu laktacyjnego obronną ręką, przystawiaj, przystawiaj i jeszcze raz przystawiaj dziecko do piersi, nawet jeśli wydaje ci się, że są puste. Teraz tak, ale chodzi nam przecież o to, żeby pobudzić laktację, prawda? W pewnym momencie organizm załapie, że trzeba wznowić produkcję i wszystko wróci do normy.

Dlatego najważniejsza sprawa, którą musisz wziąć sobie do serca, jest taka: w kryzysie laktacyjnym zapomnij o dokarmianiu butelką. Nie piszę tego jako ekspertka, bo nią nie jestem. Piszę jako mama, która podczas kryzysu przedarła się przez internetową otchłań w poszukianiu informacji i pomocy. Jako mama, która karmi, która miała kryzys i która z nim wygrała.

Wszyskie specjalistki od laktacji alarmują: jeśli w kryzysie sięgniesz po butelkę ze sztucznym mlekiem, twój mózg nie otrzyma sygnału, że musi zacząć produkować więcej pokarmu. Po prostu. A przecież właśnie o to nam chodzi, prawda? O to, żeby laktacja ruszyła pełną parą. Uwierz, że twoje dziecko się najada. Podaj mu jedną pierś, podaj drugą, wróć do pierwszej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Podobno w kryzysie laktacyjnym nie jest żadną przesadą karmić dziecko co godzinę! U mnie nie było to konieczne: wystarczyło długie, sumienne karmienie synka co 2-3 godziny. Myślisz, że nie miałam ochoty sięgnąć po butelkę? Pewnie, że tak. Ale za namową innych mam, ekspertek i blogerek tego nie zrobiłam. Natura naprawdę wie, co robi. Poza tym chodzi też o to, że mleko modyfikowane zasyca na dłużej, a przecież mamy teraz karmić dziecko jak najczęściej.

No właśnie: po co właściwie ten kryzys?

Musimy uwierzyć, że natura wie, co robi – i wcale nie chce zrobić nam na złość. Kryzys laktacyjny jest odpowiedzą organizmu na zmieniające się potrzeby żywieniowe twojego dziecka. Organizm pracuje nad tym, by skład i ilość pokarmu dostosowały się do potrzeb malucha. Zwróć uwagę, że kryzysy laktacyjne pokrywają się ze skokami rozwojowymi dziecka. To oznacza jedno: teraz pocierpicie, a już wkrótce zauważysz piękną zmianę w twoim maluchu.

Jak jeszcze sobie pomóc?

Jak najczęstsze przystawianie pociechy do piersi jest konieczne. Lecz są również inne sposoby, żeby pobudzić laktację. Napiszę, co sprawdziło się w moim przypadku:

– Picie wody – wodę należy pić codziennie, w dużych ilościach, nawet gdy nie jest się mamą. Ale już matka karmiąca – zwłaszcza w kryzysie! – powinna wypijać minimum 2 l niegazowanej wody dziennie.

– Picie herbatek na laktację – zawierają specjalnie dobrane zioła, które pobudzają laktację i pomagają się wyciszyć. To ważne, bo stres, który wtedy przeżywamy, z pewnością laktacji nie pomaga.

– Femaltiker – nie lokuję produktu – po prostu nie znam lepszego preparatu pobudzającego laktację od niego. Ma formę proszku, który dodaje się do jogurtu albo mleka. Dostałam go od koleżanki. Pomógł mi tuż po porodzie, w szpitalu i w trzecim miesiącu, właśnie podczas kryzysu. Magiczny jest w nim ekstrak słodu jęczmiennego – już w szkole rodzenia mówiono nam, że słód jęczmienny jest świetny na laktację. Sprawdzone, potwierdzone. Bardzo polecam! A przy tym fajnie smakuje.

W jednym z artykułów przeczytałam poradę, żeby w czasie kryzysu zwolnić tempo. Stres to najgorsze, co może cię teraz spotkać, choć wiadomo, że łatwo się mówi. Weź się tu, kobieto, nie stresuj, gdy twój maluch pręży się z głodu! Zrozumiałam jednak, że moje nerwy i łzy napływające do oczu nie pomagają ani dziecku, ani walczącemu z kryzysem organizmowi. Dlatego spróbuj zrobić tak: pij dużo płynów, przystawiaj dziecko na żądanie i… niczym innym się teraz nie przejmuj. Jeśli zajdzie taka potrzeba, niech w obowiązkach odciąży cię ktoś bliski. Spróbuj inne sprawy przesunąć na potem. Teraz liczysz się ty i twoje dziecko. To nie banał – tutaj naprawdę ważny jest spokój i pozytywne myślenie. Kobieto, dasz radę. Ja dałam!

We wspomnianym artykule dali również taką radę: jeśli naprawdę zajdzie taka potrzeba, warto się z dzieckiem położyć do łóżka na parę godzin, a nawet na cały dzień. Odpoczywać, tulić się do siebie, częstować pociechę piersią. Ktoś się w komentarzu oburzył: „A kto ma czas leżeć przez cały dzień w łóżku?! Kobieta jest nie tylko matką, ale też żoną, ma inne obowiązki! Po to jest butelka i sztuczne mleko, żeby korzystać z nich w takich momentach”. Być może popierasz takie podejście do tematu. Ale pamiętasz, że walczymy o laktację, prawda? No właśnie.

Jeśli na co dzień nie śpisz z dzieckiem, może warto teraz nie przejmować się radami, że dziecko przyzwyczai się do waszego łóżka? Rób to, co podpowiada ci intuicja. Kto by wstawał w nocy do malucha co godzinę? Daj spokój, weź synka lub córę do was, śpijcie razem, niech maluch ssie, ile potrzebuje, a po kryzysie wkrótce nie będzie śladu. Sprawdzone. Uwierz, że twój organizm naprawdę działa, jak natura chciała.

Dobra wiadomość!

Pamiętasz słowo „przejściowy” z początku artykułu? I to jest właśnie najważniejsze. Kryzys laktacyjny minie! Zniknie bez śladu w ciągu paru dni. Czasem może trwać tydzień. Ale w końcu odejdzie, zostawi was w spokoju, a ty znowu odzyskasz radość z karmienia.

1