Jak utrzymać porządek przy małym dziecku?

Utrzymanie porządku przy małym dziecku jest trudne, ale możliwe. Potrzeba do tego dobrych chęci, zaangażowania i wyrobienia w sobie nawyku, że się sprzątania nie odkłada na jutro.

Nie oglądamy się na siebie

Bardzo współczuję kobietom, które mają za partnerów leni. Leni, którym wszystko trzeba pokazać palcem, a gdy mają zmyć jeden talerz, dostają szału. Nie napiszę, że mi się trafiło, bo mój mąż sprząta bez słowa. Nic się nie trafiło, takiego męża sobie po prostu wybrałam. Ja lubię porządek. Rafał też lubi porządek. I o to w tym chodzi – żeby się na siebie nie oglądać albo, co gorsza, kurczowo trzymać nadziei, że partner sam się domyśli…

U nas wszystko jest płynne i oczywiste. Chcemy mieć w domu porządek. Nie pedantyczny, ale jednak porządek. Źle się czujemy w bałaganie. Dzielimy się obowiązkami mniej więcej po połowie – i często bez słów. Nie wyobrażam sobie potykać się o zabawki dziecka, licząc, że sprzątnie je żona/mąż. Jeśli jest brudno, to sprzątam. Jeśli ja rano zmywam, to Rafał ścieli łóżko. Jeśli ja wiem, że czeka sterta do prasowania, a zbliża się pora usypiania Filipa, proszę Rafała, żeby w tym czasie zajął się prasowaniem. Gdy Filipek był mały i siedział przyklejony do cyca, Rafał ogarniał nieporządek. Nie usiadłby do komputera, gdyby tego nie rozbił.

Konkluzja jest taka: należy mówić wprost (można też poprosić, to zazwyczaj skuteczniejsze), nie wyręczać partnera, a obowiązkami dzielić się sprawiedliwie i po partnersku.

Sprzątamy na bieżąco

Myślę, że to jedna z najważniejszych zasad, jeśli chce się mieć w domu porządek przy małym dziecku. ZAWSZE SPRZĄTAĆ NA BIEŻĄCO. Sęk w tym, że z pozoru niewielki nieporządek może błyskawicznie wymknąć się spod kontroli. Z jednego niezmytego talerza zaraz robią się trzy, a z trzech cała sterta. Z kilku odłożonych do wyrzucenia gazet w moment robi się stos. Nie zdążysz się obejrzeć, a w kuchni, korytarzu, łazience, salonie, sypialni masz syf. Zasada „posprzątam to jutro” to pułapka!

Mam wrażenie, że przy małym dziecku szczególnie trudno zapanować nad dwiema rzeczami:
• kuchnią po śniadaniu,
• zabawkami.

Dlatego po skończonym śniadaniu nigdy nie zostawiamy brudów w zlewie, na blacie czy stole. Gdy jestem sama, wolę już na kwadrans włączyć Filipkowi „Świnkę Peppę”, żeby móc posprzątać. Gdy był młodszy, spał w godzinach porannych, więc poświęcałam 15 minut z wolnego czas na ogarnięcie bałaganu. Jeśli natomiast chodzi o zabawki, trudno nieustannie wrzucać je do pudełek, skoro dziecko i tak za chwilę wyciągnie wszystko z powrotem. Staramy się jednak nie doprowadzać do przesadnego namnożenia zabawek na dywanie, bo efekt jest taki, że nawet Filip traci nimi zainteresowanie. I zawsze sprzątamy pokój przed kąpielą, to część naszego wieczornego rytuału, a dla dziecka sygnał, że zbliża się pora spania.

Nie gromadzimy niepotrzebnych rzeczy

Nauczyło nas tego życie w małym mieszkaniu. Kiedy mieszkałam z rodzicami w domku, na wszystko było miejsce. Gdy czegoś nie potrzebowałam, zamiast to wyrzucić, odkładałam na pawlacz albo wynosiłam na strych. Dziś na strychu nie dałoby się wcisnąć nawet szpilki. Tymczasem na naszej niewielkiej przestrzeni jest porządek, bo nie uprawiamy zbieractwa. Przykład: jeśli wracamy do domu z nową parą butów, wkładamy je do szafki, a pudełko od razu wyrzucamy. Zostawiamy sobie tylko naprawdę niezbędne rzeczy, które trzymamy w pakamerze na 10. piętrze. Z resztą rozstajemy się bez żalu.

Szczególnie rzeczy Filipa podlegają systematycznej kontroli. Gdy przybywają ubranka, na które zaczyna brakować miejsca w szufladzie, robię przegląd: te, które zrobiły się ciasne i których Filip dawno nie miał na sobie, pakuję w siatki. Zabawki typu grzechotki i gryzaki, które kompletnie przestały Filipa interesować, są myte i również wywożone do dziadków (można je też oddać, jeśli wiadomo, że się na pewno nie przydadzą). To dotyczy również naszych ubrań: przynajmniej dwa razy do roku (lato/zima) robię przegląd szafy. Jeśli nie miałam na sobie czegoś dłużej niż rok, rozwodzę się bez żalu.

Myślę, że regularnie robienie przeglądu (rzeczy zarówno twoich, jak i twojej pociechy) to jedna z głównych zasad przy małym dziecku.

Zawsze sprzątamy na koniec dnia

Nie ma opcji, żebyśmy położyli się spać, jeśli:
• mamy w zlewie niepozmywane gary,
• na dywanie w pokoju leżą zabawki Filipa,
• wszędzie walają się niepochowane ubrania,
• w jakimś dziwnym miejscu (np. na parapecie) znienacka zrobił się bałagan,
• zabałaganiona jest łazienka i kuchnia.

Systematyczne sprzątanie wieczorem KAŻDEGO DNIA pozwala utrzymać ład, na porządki poświęcając zaledwie 15–20 minut! Zauważ, że jeśli raz sobie odpuścisz, to drugiego dnia musi to już być 30–40 minut. Przy małym dziecku to prawdziwa epoka. Jak już wspomniałam, duży pokój częściowo sprzątamy wspólnie z Filipkiem – to część rytuału. Nieporządek w łazience ogarniam, zanim po zaśnięciu dziecka zajmę się swoimi sprawami (albo robi to Rafał). Nie wysiedziałabym przed komputerem, wiedząc, że gdzieś na podłodze leżą moje spodnie, wanna jest pełna piany i gumowych kaczek, a z pralki nie wyjęłam prania. No way!

(Coś mi się właśnie przypomniało. Spotkałam się kiedyś z bliską osobą, dajmy jej na imię Ania. Było południe. Spacerujemy, rozmawiamy. Ania w pewnym momencie mówi, że niedługo musi wracać, bo musi posprzątać. Przyznała, że miała wczoraj gości i któryś z nich stłukł lustro. Wszyscy bawili się tak świetnie, że nie zawracali sobie głowy odłamkami szkła na podłodze. Po wyjściu gości gospodarze po prostu poszli spać, a następnego dnia Ania zgrabnie ominęła stłuczone lustro i poszła się ze mną spotkać ;-).

Nie mieści mi się to w głowie! Bo, jak napisałam wcześniej, sprzątamy na bieżąco.

Mamy dużo schowków

Trudno utrzymać porządek i w małym, i w dużym mieszkaniu przy małym dziecku, jeśli brakuje przestrzeni na drobiazgi. My dbamy o to, żeby każda rzecz miała swoje miejsce. Bardzo w tym pomaga racjonalne planowanie przestrzeni, ale nie tylko. Sprzymierzeńcem każdego marzącego o porządku rodzica są schowki, czyli:
• pojemne szuflady,
• łóżeczko z dodatkową szufladą na dole,
• kanapa z pojemnym schowkiem na pościel,
• pojemniki na drobne rzeczy (np. leki, śrubki, przybory do szycia, spinki, kolczyki, drobne rzeczy niemowlaka),
• kosze na zabawki,
• wszelkie pudła, koszyczki i kartony (najlepiej ozdobne), w których można wszystko sprytnie pochować.

Słowem: wszystko, co ładnie się prezentuje i pozwala zachować porządek. Ja wykorzystuję nawet niepotrzebne doniczki, w których przechowuję tzw. drobnicę.

Angażujemy dziecko do pomocy

Jak zaangażować do sprzątania półtoraroczne dziecko? Da się! Kiedy Filip podrósł, pojawił się mały problem: wściekał się na dźwięk odkurzacza. Nie było mowy, żeby go przy nim wyciągnąć, o włączeniu nie wspominając. Mały z miejsca zalewał się łzami. Trzeba go było w czasie odkurzania zabierać na spacer, ewentualnie na klatkę schodową albo balkon. Było to dość upierdliwe. Jak sobie z tym poradziliśmy? Metodą stopniowego oswajania. Najpierw zapytaliśmy go, czy lubi porządek. Potem zapytaliśmy, czy możemy wyjąć Pana Odkurzacza. Kiedy to zrobiliśmy, tłumaczyliśmy, że Pan Odkurzacz nie jest groźny, że bardzo nam pomaga itp. Ale gdy go włączyliśmy, Filip od razu uderzył w płacz… Rafał zapytał go wtedy, czy chce odkurzyć sam. Podał mu rurę i zadziałało! Filipek nie tylko się uspokoił, ale nawet zaczął się głośno śmiać. Dziś mamy problem, kiedy kończymy sprzątanie, bo Filip mógłby odkurzać bez końca ;-).

Podobnie jest z porządkowaniem pokoju. Staram się nie robić tego za plecami dziecka (chyba że bardzo się śpieszę albo nie ma go w domu) – mówię, wyjaśniam, pokazuję, proszę, zachęcam. Kiedy muszę posprzątać łazienkę, oczywiście zanim wyciągnę te wszystkie chemikalia (staram się używam ekologicznych), proszę Filipka, żeby odłożył na bok miseczki, pomógł mi włożyć kosmetyki do miski itp. Ewentualnie rozsypuję na podłodze spinacze do bielizny i on się bawi, a ja sprzątam, mając na niego oko.

Udało nam się również w zadziwiająco błyskawiczny sposób nauczyć naszego kilkumiesięcznego syna, żeby śmieci wyrzucał do kosza. Pokazałam mu kilka razy, gdzie jest kosz i teraz, gdy np. zje banana w pokoju, proszę go, żeby wyrzucił skórkę do śmieci – na co Filip bierze ją, idzie do kuchni, otwiera szafkę, podnosi klapę od kosza, wyrzuca, co ma do wyrzucenia, zamyka klapę, zamyka szafkę, zadowolony wraca do pokoju i jeszcze dostaje pochwałę.

Moim zdaniem z zachęcaniem dziecka do sprzątania jest jak z dbaniem o zęby – nigdy nie jest na to za wcześnie. Nieważne, czy to chłopiec, czy dziewczynka.

To chyba najważniejsze kwestie, o których trzeba pamiętać, gdy ma się małe dziecko i marzenia o schludnym mieszkaniu. Ciekawa jestem waszych patentów. A przy okazji: czy nie macie wrażenia, że wszyscy mamy za dużo rzeczy?

Ewa

fot. Pixabay

2

  • Świetne porady! Na pewno podzielę się nimi z koleżankami, które mają już dzieci. Pozdrawiam 🙂