Tutaj ukatrupią… śmierć. To trzeba zobaczyć!

Egzekucja śmierci odbędzie się już niebawem w podradomskim Jedlińsku. Widowisko, które od kilkuset lat kończy karnawał, to zabawny i unikalny w skali kraju obrzęd ludowy.

Dziś nikt nie jest w stanie dokładnie określić, jak daleko w głąb dziejów sięgają tradycje „Ścięcia śmierci”. Pierwszy artykuł na temat tego niezwykłego widowiska ukazał w „Gazecie Codziennej” z 1860 r. Relację przesłał do redakcji ks. Jan Kloczkowski, proboszcz miejscowej parafii. Jednak nie ulega wątpliwości, że zwyczaj jest znacznie straszy. Narodził się prawdopodobnie na przełomie XVI i XVII wieku. Jedlińsk otrzymał wówczas prawa miejskie, a wraz z nimi własne sądy i prawo wykonywania wyroków, także śmierci.

Do wybuchu II wojny światowej widowisko organizowano co roku, w ostatni wtorek przed wielkim postem. Okupacja przerwała ciągłość tradycji, wznowionej na początku lat 50., ale na krótko, ponieważ zwyczaj nie podobał się także komunistycznym władzom. Z kolei w latach 80. obrzęd stał się ofiarą… panoszącego się kryzysu gospodarczego, o czym świadczy artykuł, który ukazał się w „Życiu Radomskim” w 1983 r.

„Organizator przedstawienia Gminny Ośrodek Kultury zrezygnował tym razem z jego przeprowadzenia, tłumacząc to barkiem funduszy na pokrycie niezbędnych kosztów związanych z przygotowaniem imprezy. Nikt z męskiej części mieszkańców miasteczka (bo tylko oni, jak nakazuje tradycja mogą uczestniczyć w widowisku) nie zgodził się bezpłatnie wystąpić w ludowym obrzędzie. „Śmierć”, której ścięcie symbolizowało wypędzenie z miasta wszelkiego zła i nieszczęścia, tym razem zagości w Jedlińsku na dłużej. Czyżby zatem mieszkańcom podradomskiej gminy żyło się tak dostatnio i szczęśliwie, że nie zwracają uwagi na to co głoszą ludowe przepowiednie?” – ironizował autor tekstu w gazecie.

Od 1988 roku widowisko odbywa się już bez przeszkód, tradycyjnie w „kusy wtorek”, który kończy okres karnawału. Przedstawienie odgrywane jest według XIX-wiecznego scenariusza autorstwa ks. Kloczkowskiego. Rozpoczyna je formułka: „Cisza pospólstwo, krzyk, hałas wielki w mieście! Oto śmierć prowadzą! Stoi już na Rynku, którą na gorącym złapano uczynku, jak się do miasta zakradała, by starych i młodych swą kosą ścinała!”.

Na scenę wkraczają wtedy przebierańcy: mieszczanie, policjanci, diabły z kołatkami, cyganka, anioł, państwo młodzi, kosiarz, niedźwiedź, burmistrz, ławnicy i kat.

Wreszcie pojawia się także śmierć, pojmana na Spalonej Grobli nad rzeką Tymianą, „bo się w kusaki upiła i swoją kosę zgubiła”.

Trybunał wydaje zawsze ten sam bezlitosny wyrok, który wykonuje jedna z głównych postaci widowiska, czyli kat. Od blisko trzydziestu lat wciela się w niego Witold Makulski, „w cywilu” kierownik biura terenowego Fundacji na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa, kontynuujący w ten sposób rodzinną tradycję, ponieważ Makulscy od pokoleń ścinają śmierć.

Nazwiska mężczyzny, który się w nią wciela nie można zdradzić, bo – jak głosi legenda – może przytrafić mu się coś złego. Grana przez niego postać też kiepsko kończy. Kat wygłasza bowiem formułkę „Pełnię wyrok prawa, które Bóg królom nadawał. Gdyby nie było kary, nie byłoby złego miary” i ścina śmierci głowę.

Po wykonaniu wyroku wśród wielkiej wrzawy składa się zwłoki do trumny z surowych desek i ustawia na wozie. W kondukcie, który przemierza całe miasto, jedzie kat z gromadą diabłów. Na posterunku policji kat składa meldunek o egzekucji, a na plebanii prosi księdza o wpisanie tego wydarzenia w księgi parafialne i wydanie aktu zgonu śmierci.

Wszystko odbywa się wśród iście szatańskiego hałasu, bo siedzące na trumnie diabły walą z całej siły w jej wieko pięściami lub drewnianymi pałkami, a prócz tego czynią wielki łoskot potrząsając drewnianymi kołatkami i terkotkami.

Na zakończenie zwłoki śmierci wywożone są poza granice Jedlińska, a wszyscy uczestnicy wydarzenia wracają na rynek, gdzie aż do nocy bawią się, piją, tańczą i śpiewają.

Długo można pisać o tym niezwykłym zwyczaju, ale najlepiej zobaczyć „Ścięcie śmierci” na własne oczy. W tym roku widowisko rozpocznie się na rynku w Jedlińsku 28 lutego o godz. 15.30.

Rafał

fot. Łukasz Wójcik Fabryka Studio

4