To nie jest kraj dla uczciwych ludzi?

„Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca” – przekonywał Władysław Bartoszewski. Piękne słowa, jednak coraz częściej zastanawiam się, czy w dzisiejszych czasach uczciwość nie jest po prostu frajerstwem…

„Doktor nauk medycznych, stomatolog, twórca i właściciel 99 proc. udziałów w holdingu medycznym Polskie Centrum Zdrowia na Dolnym Śląsku. Dziś PCZ, skonstruowane na bazie przejętych placówek publicznej służby zdrowia, obsługuje prawie pół miliona pacjentów” – tak Romualda Ś. opisywał niedawno tygodnik „Wprost”, przyznając biznesmenowi 84. miejsce na liście najbogatszych mieszkańców krainy rozpościerającej się między Odrą a Bugiem. Jego majątek oszacowano wówczas na 355 mln zł.

Dlaczego nie podaję nazwiska tego przedsiębiorczego mężczyzny? Kilka dni temu został bowiem aresztowany i oskarżony  o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, a także ogłoszenie upadłości ze szkodą dla wierzycieli i oszustwo na kwotę blisko 80 milionów złotych. Według śledczych pokrzywdzonych jest blisko 600 osób, w większości posiadaczy obligacji notowanego na NewConnect PCZ. Podejrzewam, że wśród nich nie brakuje takich drobnych ciułaczy, jak na przykład mój tata, który zaoszczędzone zaskórniaki lubi lokować w akcje dziwnych (przynajmniej dla mnie) firm, przekonując, że w ten sposób zarobi więcej niż na tradycyjnej lokacie bankowej. Z jakim efektem? Nie wiem, bo nie mam zwyczaju zaglądać mu do portfela, w każdym razie rodzice nie przeprowadzili się jeszcze do willi z basenem, a w ich garażu wciąż dumnie stoi skoda felicia, będąca już w wieku, w którym – gdyby ją spersonifikować – mogłaby legalnie kupować alkohol.

Tata ostatnio przyznał, że kilka lat temu rozważał przeniesienie wszystkich oszczędności pod skrzydła pewnego przedsiębiorstwa finansowego, obiecującego krociowe zyski dzięki lokacie w złoto, srebro i platynę. Logo firmy przedstawiało karawakę, czyli XVI-wieczny krzyż morowy, zabezpieczający rzekomo przed zarazą i innymi nieszczęściami. Jakimś cudem ochronił też tatę, który zrezygnował z planów zbicia fortuny, a niedługo później o Amber Gold mówiła już cała Polska. W 2012 r. twórca złodziejskiej piramidy, wcześniej opisywany jako genialny biznesmen, trafił do aresztu, natomiast w medialnych przekazach jego nazwisko skróciło się tylko do pierwszej litery. Za kratkami znalazła się także jego żona. Oboje usłyszeli kilkanaście zarzutów, przede wszystkim wyłudzenia od blisko 19 tys. osób oszałamiającej kwoty 850 mln zł!

Wspaniałe posiadłości zamieniło na więzienne cele także wielu innych biznesmenów.

Niektórzy natomiast skutecznie drwią z wymiaru sprawiedliwości, czego najlepszym przykładem jest Piotr Kaszubski, dzięki telewizjom śniadaniowym wykreowany na „najmłodszego polskiego milionera” i twórcę znanej kliniki medycyny estetycznej, który doszedł do majątku ciężką pracą, odmawiając sobie drożdżówek, pracując w stajni i hodując świerszcze. Spektakularną karierę popsuła trochę prokuratura, oskarżając 24-letniego dziś mężczyznę o liczne oszustwa. Kaszubskiego wciąż poszukuje policja (w tym specjalna grupa pościgowa powołana do tropienia najgroźniejszych przestępców), co jednak najwyraźniej nie spędza mu snu z powiek, skoro na internetowym profilu drwił, że do zilustrowania listu gończego wykorzystano jego niekorzystne zdjęcie i prosił o zmianę fotografii, a całkiem niedawno zamieścił ogłoszenie o sprzedaży luksusowego Lamborghini Gallardo, w okazyjnej cenie… 299 tys. zł.

Bezczelność? Raczej smutna polska norma i potwierdzenie dość powszechnej tezy, że w naszym kraju raczej nie opłaca się być nadmiernie uczciwym.

W badaniu przeprowadzonym kilka lat temu przez CBOS, co drugi ankietowany podzielił pogląd, że sumienną i solidną pracą człowiek nie jest w stanie się dorobić, choć jednocześnie 95 proc. uznało, iż warto być pracowitym i swoje obowiązki zawodowe należy wykonywać z sercem, nawet jeśli nie są specjalnie znaczące.

Choć jako niepoprawny optymista nie powinienem tracić wiary w sukces, także finansowy, ale i ja, w obliczu wszechogarniającego cwaniactwa, coraz częściej skłaniam się do myśli, że w dzisiejszym świecie uczciwość nie należy do artykułów pierwszej potrzeby, a niekiedy wręcz staje się balastem utrudniającym wzbicie się na wyższy poziom materialny.

Oczywiście takie rozważania kończą się na narzekaniach przy piwie czy podczas rodzinnych posiadówek oraz konstatacji, że w Polsce do dużych pieniędzy można dojść tylko krętactwem. Trudno bowiem nagle zmienić mentalność oraz wpajany od dzieciństwa system wartości, a czasami może zwyczajnie przełamać strach, i pójść drogą wspomnianych powyżej biznesmenów, którzy do perfekcji opanowali lawirowanie między przepisami, oszukiwanie czy – nie bójmy się słów – zwyczajne „rżnięcie” państwa i okradanie mniej sprytnych współobywateli.

Dlatego pewnie wciąż będę należał do grona tych polskich mikroprzedsiębiorców, którzy rzetelnie i terminowo płacą wszelkie zobowiązania, a i tak z dużym niepokojem otwierają listy ze skarbówki, naliczającej kary nawet za kilkugodzinne opóźnienie w dostarczeniu kolejnego pisma, czy innej deklaracji, a dziwnym trafem przymykającej czujne oko na wielomilionowe machloje szemranych biznesmenów.

I pozostanie mi tylko wkurzenie, w czym nie będę odosobniony, ponieważ taki stan emocjonalny staje się poważnym problem społecznym, o czym pisałem niedawno w artykule dla Wirtualnej Polski. Z niedawnego badania CBOS-u wynika bowiem, że blisko połowa Polaków jest zdenerwowana i rozdrażniona, a co czwarty nawet wściekły. Według psychologów to przede wszystkim „zasługa” nieustannej frustracji wywołanej niezrealizowanymi potrzebami oraz „euforii supermarketu” –  tak psychologia nazywa zjawisko, w którym wytwarza się w nas silną potrzebę posiadania coraz to nowych dóbr, pomimo tego, że nie mamy wystarczających środków, by zdobyć choć cześć z nich. I to wkurza, czasami zachęcając też do zejścia ze ścieżki uczciwości.

A może jednak w dłuższej perspektywie warto być uczciwym? Przecież malwersanci, o których napisałem we wstępie, wylądowali w końcu za kratkami. Nawet jeśli dzięki sowicie opłacanym adwokatom i kruczkom prawnym opuszczą więzienie szybciej niż sugerowałoby to elementarne poczucie sprawiedliwości, to jednak nawet krótki pobyt w tak ponurym miejscu odosobnienia nie należy do przyjemności. Zakładam też, że po spotkaniu z policją i prokuratorem ich interesy nie są już tak kwitnące jak wcześniej, choć z tym akurat bywa różnie, o czym świadczą historie wielokrotnie skazywanych pseudobiznesmenów, którzy po wyjściu na wolność dorabiali się jeszcze większych pieniędzy.

W takich sytuacjach przypominają mi się słowa kasiarza Henryka Kwinto z kultowego „Vabanku”, który przekonuje Moksa i Nutę: „Zamiast kraść jako dyrektor, fabrykant, sekretarz czy inny prezes lepiej już kraść par excellence jako złodziej. Tak jest chyba uczciwiej”. Coś w tym jest…

Rafał

fot. Riley Briggs

4