Terrorysto, nie spieprzysz mi urlopu

To nie piękne plaże, pyszna kuchnia czy wspaniałe zabytki decydują dziś o wyborze miejsca wypoczynku, ale prawdopodobieństwo pojawienia się w okolicy obładowanego materiałami wybuchowymi kretyna, który wyciera sobie gębę Allahem. Mnie on nie zastraszy!

W „Alternatywach 4”, jednym z moich ukochanych seriali, pojawia się scena, w której fajtłapowaty docent Zenobiusz Furman (absolutnie genialny Wojciech Pokora) składa wizytę w gabinecie prezesa spółdzielni mieszkaniowej. Popijający koniak Furman coraz bardziej bełkotliwym głosem opowiada o trapiącym go pechu związanym z przydziałem mieszkania, oczywiście w barejowskim stylu wplatając aluzje do ważnych wydarzeń ze współczesnej historii Polski.

W 1968 r. poczciwina miał dostać lokum po „jednym syjoniście”, ale niestety klucze otrzymał „jeden taki, co przyjechał z Katowic”. Potem z kolegą z instytutu opracował pewien wynalazek naukowy. „No rewelacja, to rewelacja mogła być. Nagroda państwowa murowana. I w siedemdziesiątym szóstym on wyjechał do Radomia i… nieważne, napijmy się” – wzdycha Furman. Później starał się wkupić w łaski nowego szefa, zapalonego myśliwego. Wydał majątek na ekwipunek, wstawał w nocy, by łazić po lesie i już wniosek o przydział mieszkania był gotowy do podpisania, gdy nastał czas „Solidarności” i przełożonego wywieziono na taczkach, a biedny docent Furman pozostał z marzeniami o własnych czterech kątach.

Dlaczego o tym piszę?

Opowieść docenta Furmana niepokojąco przypomina pasmo moich ostatnich porażek związanych z planami turystycznych wojaży. Już wydaje się, że do ich realizacji jest całkiem blisko, a jednak zawsze coś, w tym wypadku ktoś, staje na przeszkodzie.

Zaczęło się w 2015 roku. Wymarzyłem sobie, że chciałbym spędzić urlop na tunezyjskiej wyspie Dżerba. Kołysane lekkim wiatrem palmy, niekończące się plaże z delikatnym piaskiem, turkusowe i zawsze ciepłe morze. Tego właśnie wówczas szukaliśmy. Zakupiłem przewodnik i co wieczór pochłaniałem kolejne rozdziały, dzięki czemu po kilku dniach miałem wrażenie, że znam okolicę jak własną kieszeń. Zacząłem szukać już odpowiedniej kwatery, a nawet wypożyczalni samochodów, gdyż zrodziła się we mnie śmiała koncepcja jednodniowej wyprawy na Saharę.

Pewnego dnia na żółtych niczym tunezyjska plaża paskach kanałów informacyjnych zaczęły płynąć dramatyczne doniesienia z tunezyjskiego kurortu Susa, gdzie 23-letni student inżynierii postanowił zademonstrować, czym jest radykalny islamizm i za pomocą kałasznikowa wykonał egzekucję na 39 turystach, którzy akurat zażywali relaksu na plaży oraz przy hotelowych basenach.

Choć Susa położona jest setki kilometrów od wyspy Dżerba, pomysł tunezyjskiej przygody legł w gruzach. Ewa stanowczo odmówiła wyjazdu do kraju, gdzie „strzela się na plaży do turystów”, otrzymała też wsparcie najbliższego otoczenia, zwłaszcza mojej mamy, wspaniałej i kochanej kobiety, ale jednocześnie największej panikary, jaką znam, permanentnie przyjmującej domniemanie nieszczęśliwego biegu wydarzeń. Idziecie do lasu? Przecież tam są kleszcze. Jedziecie samochodem? Boję się, bo tyle jest wypadków na drogach. Lecicie samolotem? A jak nastąpi awaria? I tak dalej, i tak dalej…

Nietrudno sobie wyobrazić reakcję rodzicielki na informacje o zamachu w Tunezji.

Oczami wyobraźni widziała już pewnie nasze ciała poszatkowane pociskami z kałacha.

Moja mama nie jest zresztą odosobnionym przypadkiem, doskonale zrozumiałby mnie pewnie Mariusz Szczygieł, który niedawno w „Dużym Formacie” opisał, jak rodzice zareagowali na jego wyjazd do Paryża. „Jedź i nas zabij! Ciągle musimy się o ciebie martwić” – stwierdziła mama znakomitego reportażysty, zaniepokojona medialnymi doniesieniami o strzałach pod katedrą Notre Dame i uwięzionymi w świątyni turystami.

Ostatecznie urlop 2015 spędziliśmy w Grecji, odwiedziliśmy Ateny oraz magiczną wyspę Santorini, gdzie przejawem terroryzmu są co najwyżej ceny hotelowych apartamentów i potraw serwowanych w restauracjach, zwłaszcza w pocztówkowej Firze – uroczym miasteczku na klifie, przyciągającym największe gwiazdy show-biznesu, w którym ponoć nawet Angelina Jolie kupiła biały domek z błękitnym dachem i olśniewającym widokiem na Morze Egejskie.

Kilka miesięcy później zaczęliśmy marzyć o kolejnym wyjeździe, na czele listy znalazł się sylwestrowy wypad do Paryża.

Gdy tylko rozpocząłem logistyczne przygotowania do realizacji śmiałego projektu, paski kanałów informacyjnych znów się zażółciły.

13 listopada 2015 r. doszło do najkrwawszych wydarzeń w stolicy Francji od czasu zakończenia II wojny światowej. Terroryści uderzyli jednocześnie w kilku miejscach. Wysadzili się pod stadionem Saint Denis, gdzie trwał mecz Francja-Niemcy, strzelali do osób siedzących w kawiarniach, a trzech napastników wtargnęło do sali Le Bataclan, w której odbywał się koncert kalifornijskiej grupy Eagles of Death Metal. W sumie zginęło 130 osób, obywateli 26 krajów świata.

Marzenia o sylwestrze pod wieżą Eiffla prysły niczym bańka mydlana. W następnych miesiącach lista potencjalnie niebezpiecznych miejsc zapełniała się coraz szybciej. Gdy podnieciłem się atrakcyjnymi cenami wypoczynku w tureckich kurortach, państwem leżącym na pograniczu Europy i Azji zaczęły wstrząsać krwawe zamachy, organizowane przez fanatyków z Państwa Islamskiego na przemian z bojownikami separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu. Kiedy znalazłem tanie loty do Brukseli, na tamtejszym lotnisku i przy stacji metra wysadzili się islamiści okutani w materiały wybuchowe, zabijając 32 osoby.

„Lepiej siedźcie w domu” – apeluje moja mama, u której poziom poczucia zagrożenia jeszcze bardziej wzrósł (choć wcześniej wydawało mi się to nieprawdopodobne) po narodzinach Filipa.

Przewrażliwionych mam (i nie tylko) przybywa w błyskawicznym tempie, co potwierdzają statystyki wskazujące na to, że zaczęliśmy panicznie bać się miejsc, w których dochodzi do zamachów. W Egipcie i Tunezji wiele kurortów świeci pustakami. Turystyczne straty, jakie poniósł Paryż w 2016 roku, szacuje się na 750 mln euro, na Lazurowym Wybrzeżu (rok temu islamista rozjechał ciężarówką 87 osób na nicejskiej promenadzie) jest jeszcze gorzej. O jedną czwartą spadła liczba osób podziwiających Brukselę, choć – co ciekawe – równocześnie wzrosło grono odwiedzających tamtejszą dzielnicę Molenbeek, wylęgarnię dżihadystów dokonujący zamachów w Europie.

Ostatnie lata to bezprecedensowy triumf terroryzmu, który w XIX czy XX wieku był zwykle wymierzony w konkretne cele – polityków, przywódców państw, przedsiębiorców, żołnierzy czy dowódców wojskowych. Przeciętny obywatel zwykle dowiadywał się o zamachach z gazet. Dziś może w każdej chwili sam stać się ofiarą podłej i niczym niewytłumaczalnej nienawiści, którą tylko debile z wypranymi mózgami usiłują uzasadniać wyrwanymi z kontekstu urywkami z Koranu.

„Śmierć ma dla nas większe znaczenie niż życie dla ludzi Zachodu” – wyznał kiedyś jeden z przywódców Państwa Islamskiego i w tych słowach kryje się przerażająca prognoza.

Przyznajmy to otwarcie, zakochany w śmierci i napakowany pseudoreligijnymi ideami terrorysta zawsze będzie miał fizyczną przewagę nad przeciętnym przedstawicielem zachodniej cywilizacji, sytym i zadowolonym z siebie, dla którego sensem istnienia staje się wkręcenie w korporacyjną maszynkę zapewniającą kasę na bardziej wypasiony dom, nowszy model hybrydowego wehikułu czy chociażby mebelki z aktualnego katalogu IKEA. Pierwszemu strasznie zależy, by umrzeć w imię Allaha, przy okazji likwidując jak najwięcej niewiernych. Drugi cholernie chce żyć i cieszyć luksusową doczesnością. Terrorysta ma do osiągnięcia celu znacznie prostszą drogę, a w dodatku boskie wsparcie, przynajmniej w swoim mniemaniu.

Najskuteczniejszą i najpotężniejszą bronią dżihadystów nie jest sztylet, kałasznikow, pas szahida czy nawet ciężarówka wyładowana materiałami wybuchowymi, ale strach. Strach, który czai się i niepokoi, gdy stoimy w kolejce do lotniskowej odprawy, gdy wsiadamy do samolotu, gdy schodzimy do stacji metra, gdy zwiedzamy popularne atrakcje turystyczne, gdy jemy obiad w restauracji. Strach może jeszcze nieodczuwany tak silnie w naszej sielskiej krainie nad Wisłą, ale atakujący ze zdwojoną siłą, kiedy tylko przekroczymy granice Polski. Strach skutecznie zniechęcający do planowania urlopu w trochę bardziej odległych zakątkach świata niż Ustka czy Ustrzyki Górne.

Chyba zbyt łatwo mu się poddaliśmy, potwierdzając tylko tezę o słabowitości współczesnych Europejczyków.

A ponieważ – jak głosi popularne porzekadło – „trzeba być twardym, a nie miętkim”, postanowiłem, że w tym roku nic i nikt nie powstrzyma mnie przed spędzeniem urlopu w miejscu, gdzie morze jest zawsze ciepłe, a rano nie trzeba z niepokojem rzucać się do okna, by sprawdzić, czy nie pada deszcz. Gdzie można spacerować wśród gajów oliwnych i szpalerów kwitnących oleandrów, wdychając pachnące ziołami powietrze.

Nawet tabun terrorystów, ciągnące się bez końca żółte paski kanałów informacyjnych oraz lamenty mamy nie skłonią mnie do zmiany decyzji. Zamierzam leniuchować, opalać się, kąpać, popijać drinki, zwiedzać, kosztować obłędnie pysznych miejscowych smakołyków i cieszyć się życiem. Bo głęboko wierzę, że zarówno ich Allah, jak i nasz Bóg (zakładając, że są to odrębne istoty) mocniej wspierają faceta, który zamierza spędzić szczęśliwy czas w gronie rodzinnym niż gościa wysadzającego się wśród niewinnych ludzi bawiących się na koncercie.

Rafał

Grafika: Pixabay

3
  • Natalia Paszkowska

    Mnie to nie tyle przeraża co skrajnie denerwuje. Ludzie boją się wyjechać już gdziekolwiek, nieważne czy to sąsiednie Niemcy czy egzotyczny Egipt. Wszędzie obecny jest strach przez co coraz trudniej o udany wypoczynek w sprzyjających warunkach (nie to co nasz kochany deszczowy lipiec ). Osobiście uważam że nie możemy dać siebie zastraszyć bo dokładnie o to chodzi wszystkim terrorystom, ich cieszy sianie strachu.

  • Irmina Garaj

    Ja nie odważę się na zagraniczne wakacje. Na bezpieczne kraje nas nie stać, a do Egiptu czy Turcji za żadne skarby nie pojadę! Wyjeżdżamy nad nasze Polskie morze

  • W moim przypadku większość państw, które chciałabym zobaczyć są nękane przez terrorystów. Więc tak samo będę musiała wybierać między strachem a pragnieniem przebywania tam 🙂 Świetny, prawdziwy post. Pozdrawiam.

  • Córka Kosmetyczki Bloggerka

    Dlatego nasze Polskie morze stało się tak atrakcyjne dla zagranicznych turystów. U nas nie ma jeszcze tej chołoty w postaci uchodźców i możemy czuć się bezpiecznie. Dla mnie poczucie bezpieczeństwa jest ważniejsze niż chęć przygody i będę trzymać się z dala o miejsc zagrożonych zamachami.

  • Ja podchodzę do tego tak: skoro państwo, do którego mam jechać nie potrafi zapewnić mi bezpieczeństwa to olewam je i jadę leżakować/zwiedzać gdzie indziej. Tym sposobem w zeszłym roku „cywilizowaną” Francję zamieniliśmy na „zacofaną i brudną” Rumunię. W rzeczywistości okazało się odwrotnie i Rumunia jeszcze nie raz nas zobaczy 🙂

  • Osobiście nie zdecydowałabym się na wakacje w kraju zagrożonym. Oczywiście nie przesadzajmy, metrem jeżdżę normalnie, bo to najszybsza metoda transportu, ale chyba nie zdecydowałabym się na takie wakacje. Dla mnie to stresm chociaż jak pora na mnie nadejdzie to i konar z drzewa na mnie spadnie i będzie koniec 😀

  • Kasia Basara

    Uwielbiam wasze wpisy, są takie codzienne (w dobrym tego słowa znaczeniu). Sama nie wybrałabym się na wakacje, do krajów zagrożonych, jednak moja znajoma ostatnio była w Egipcie (po całych incydentach słyszanych w TV) i nic złego na szczęście jej się nie stało. Jednak nigdy nie wiadomo.

    • conatonatorscy.pl

      Dziękujemy bardzo! 🙂

  • agnesssja

    Do kraju zagrożonego nie miałabym odwagi pojechać. Kocham polskie morze i to by mi w zupełności wystraczyło 🙂
    agnesssja.blogspot.com

  • Gabriela Jaworska

    Na szczęście u nas jeszcze nie ma uchodźców i Polska jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc dla turystów 🙂
    Mój blog

  • Jarek Cieśla

    Na pewno ci się uda wyszukać alternatywę dla tych niebezpiecznych miejsc. Może nie warto ryzykować bo widzę lubisz ryzyko.

  • Jeśli miałabym wybrać miejsce, w miarę bezpieczne (bo nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć), gdzie zawsze jest ładna pogoda i można poczuć klimat „tropików” to poleciłabym Chorwację. Przepiękne krajobrazy, świetny klimat. Może tu?