Święto wieprzowiny, czyli o granicach obciachu w show-biznesie

Autorzy największego oszustwa w dziejach muzyki będą gwiazdą… Ogólnopolskiego Festiwalu Wieprzowiny. Czy współczesny show-biznes musi wciąż przesuwać granice żenady?

Ten tytuł rozwalił system. „Milli Vanilli wystąpią w Polsce na Święcie Wieprzowiny” – doniósł niedawno jeden z portali. Od razu poczułem, że jest to wymarzony temat do tekstu poświęconego kondycji współczesnego show-biznesu, który systematycznie pogrąża się w coraz głębszym mule, a może już nawet bagnie.

Rozbierzmy powyższy tytuł na czynniki pierwsze. Podmiotem (w domyśle gwiazdą) jest niemiecki duet Milli Vanilli, którego piosenki na przełomie lat 80. i 90. biły rekordy popularności. Dwójka przystojnych, ciemnoskórych tancerzy i modeli: Fabrice „Fab” Morvan i Robert „Rob” Pilatus wylansowała kilka przebojów, z megahitem „Girl You Know It’s True” na czele. Ich debiutancki album cieszył się ogromnym powodzeniem na całym świecie, sprzedał się w oszałamiającym nakładzie 30 milionów egzemplarzy.

Chłopakom szybko odbiła woda sodowa. Pilatus w wywiadach przekonywał, że jest kolejnym wcieleniem Elvisa Presleya, a twórczość Milli Vanilli porównywał do dokonań Boba Dylana czy Rolling Stonesów. Niedługo później duet otrzymał nagrodę Grammy za najlepszy debiut. I wtedy balon pękł z wielkim hukiem, ponieważ prawdziwy twórca sukcesu zespołu, czyli producent Frank Farian przyznał się do mistyfikacji.

Jak się okazało Morvan i Pilatus mieli tylko ponętnie kręcić tyłkami w teledyskach, a podczas koncertów poruszać sprawnie ustami, bo w rzeczywistości nie potrafili śpiewać.

Podczas prac nad płytą nawet nie pojawili się w studiu nagraniowym, zastępowali ich profesjonalni wokaliści, zwłaszcza John Davis i Brad Howell.

Wybuchła wielka afera. Milli Vanilli, jako pierwszemu i – jak dotychczas – jedynemu zespołowi odebrano Grammy, a kariera duetu błyskawicznie legła w gruzach. Załamali się także członkowie zespołu, zwłaszcza „wcielenie Presleya”, czyli Pilatus, który regularnie popadał w konflikty z prawem, dał się uwieść narkotykom, a w 1998 r., w wieku 33 lat, zaaplikował sobie mieszankę alkoholu i leków. Znaleziono go martwego we frankfurckim hotelu.

Drugi członek oszukańczego duetu okazał się mocniejszy psychicznie. Fab Morvan  do dziś przekonuje, że zespół został „rzucony na pożarcie i ukrzyżowany”, tak naprawdę nie ma sobie nic do zarzucenia. „To nie chodzi o autentyczność, lecz o rozrywkę” – twierdzi bezczelnie, odnosząc się do zarzutów o występach z playbacku, które zresztą wciąż uskutecznia pod marką Milli Vanilli. Dziś obok niego pojawia się John Davis, czyli wokalista użyczający głosu na słynnej, pierwszej płycie niemieckiego zespołu.

To właśnie oni będą gwiazdami Ogólnopolskiego Festiwalu Wieprzowiny, który odbędzie się 5 sierpnia w Łasinie, niewielkiej miejscowości położonej w województwie kujawsko-pomorskim.

Nie chcę pójść na łatwiznę i naigrywać się z samego faktu, że autorzy największej mistyfikacji w dziejach muzyki mają śpiewać (lub udawać śpiewanie) podczas święta świńskiego mięcha, choć ta zbitka informacji aż prosi się o wyśmianie.

Jednak moim zdaniem to dobry punkt wyjścia do zastanowienia się, gdzie przebiegają granice obciachu we współczesnym show-biznesie.

Niestety wygląda na to, że prawdopodobnie one nie istnieją, bo jedynym i niepodważalnym argumentem stała się dziś wysokość honorarium, która pozwala skutecznie pokonać barierę wstydu czy zażenowania. Nic dziwnego, że przebieg tras koncertowych wciąż uważanej za gwiazdę (z niezrozumiałych dla mnie powodów) Dody przypomina kulinarne podróże Roberta Makłowicza. Plotkarskie media z lubością opisują występy piosenkarki na festynie pieroga czy dniach pyzy, gdzie „przeboje” (potraficie wymienić choć jeden?) Doroty Rabczewskiej stają się tłem dla rywalizacji w zjadaniu jak największej ilości ziemniaczanych kluchów.

Nasze rodzime gwiazdki generalnie kierują się zasadą „pieniądze nie śmierdzą” i bez większych refleksji zgadzają się występować gdziekolwiek czy reklamować cokolwiek. Najlepszym przykładem jest, sympatyczna skądinąd, aktorka Katarzyna Skrzynecka, która kilka lat temu zyskała przydomek „królowej pasztetów”, biorąc udział w reklamie produktów pewnej firmy z branży mięsnej. Na ulicach polskich miast pojawiały się wówczas ogromne billboardy z ubraną w elegancką kreację gwiazdą, z namiętnym uśmiechem zachęcającą do zakupu przetworów.

Sława „królowej pasztetów” ciągnie się za nią do dzisiaj.

„Kasia nie robi sobie nic z głupich docinek, ale ostatnio bardzo się zaniepokoiła, po tym jak ktoś wysłał jej w kopercie pasztet z dołączonym listem o treści: Oddawaj kasę, nie smakuje mi!” – opowiadał magazynowi „Takie jest życie” znajomy aktorki.

Na miano jednej z najbardziej żenujących reklam z udziałem polskiego celebryty zasługuje film promujący preparat do zwalczania stonki ziemniaczanej. Występuje w nim tancerka Edyta Herbuś, wykonująca zmysłowy taniec przed obleśnym mężczyzną przebranym w kostium szkodnika. Stwór w pewnym momencie dostaje ataku i pada martwy, wypluwając z ust niezidentyfikowany przedmiot. „Spełniliśmy ostatnie życzenie stonki, zanim została porażona” – tłumaczy lektor.  Dlaczego Herbuś wzięła udział w takim projekcie? „Nigdy nie miałam za dużo pieniędzy. Mam w sobie jednak dużo pokory i chęci działania. Dzięki temu, mimo młodego wieku, do wszystkiego doszłam sama” – tłumaczyła w „Fakcie”.

Takie przykłady można mnożyć, dla mnie najbardziej dołujący był chyba występ „pierwszego twardziela polskiego kina”, czyli Bogusława Lindy w reklamie suplementu diety dla… seniorów. Hasło kampanii brzmiało „w sile wieku, w pełni sił”, jednak mimo to słynny Franz Maurer z „Psów” stał się pośmiewiskiem dla internautów. Jakby tego było mało, w tym samym czasie „Super Express” poinformował, że Linda skorzystał z zabiegu inwazyjnego liftingu twarzy. Najwyraźniej 60-letni aktor naprawdę poczuł się seniorem i postanowił zatrzymać uciekającą młodość.

Powody do drwin dał również internautom Olaf Lubaszenko, który został ambasadorem firmy produkującej elektronicznie papierosy i cygara. Zapomnianego ostatnio aktora mogliśmy oglądać w kilku spotach reklamowych. Niestety, poziom filmów pozostawiał wiele do życzenia. W jednym z nich gwiazdor wykreowany na podstarzałego playboya siedział w hotelowym pokoju, popalając papierosa (oczywiście elektronicznego). Za Lubaszenką baraszkowały w łóżku dwie dziewczyny, wyglądające jak jego kochanki lub ewentualnie „kobiety lekkich obyczajów”. „Paliłeś już ciggery? Nie? To nic nie wiesz o paleniu” – mówi z tajemniczym uśmiechem aktor.

Czy naprawdę dla pieniędzy można zrobić wszystko?

Chciałbym wierzyć, że są jeszcze gwiazdy, które odmawiają propozycji występu przed podpitą widownią podczas święta smalcu ze skwarkami czy w reklamie środka zwalczającego pasożyty łonowe. Dla zasady, tylko po to, by udowodnić, iż wciąż nie wszystko jest na sprzedaż.

Może jednak za dużo wymagam?

Rafał

Fot. Pixabay

2
  • Co to za czasy, że karierę robią ci, którzy sobą nic nie reprezentują. Natomiast ludzie z talentem uwielbili sobie reklamy i żenujące seriale. 🙁
    https://pokazswepiekno.blogspot.com/

  • Wiktoria Muszalik

    Pieniądze to nie wszystko, a jednak ludzi tak do nich ciągnie. Ciekawe czy na palcach jednej ręki uda się policzyć gwiazdy, które zarobiły w sposób, który w pełni im się podobał. Propozycje z wpisu do najciekawszych nie należały.
    Genialny, mądrze napisany i ciekawy wpis. Wow, brawo!
    Pozdrawiam serdecznie.

  • Gosia Zaręba

    hha ! dobry tekst .
    W sumie tak jest, niestety, ale każdy chce zabłysnąć w świecie i to w tym czego nie potrafi robić, ale wie, że to może przynieść mu duży hajs .. cóż czasami lepiej żyć biedniej ale z dumą i honorem 😉