Siedzę i zgrzytam zębami. Media mają nową bohaterkę – dziewczynę, która oferuje bogatym facetom swoje towarzystwo i absolutnie nie zgadza się z tym, że jest prostytutką. Więc kim?

Długo nie mogłam się zdecydować, jak zacząć ten tekst, bo też żaden temat w ostatnim czasie tak bardzo mnie nie poruszył. Niedawno gościem w popularnej telewizji śniadaniowej była 24-letnia Oliwia Misiak. Dziewczyna jest zaangażowana w sugardating. Cóż to takiego? Oferowanie swojego towarzystwa dużo starszym, dobrze sytuowanym mężczyznom.

„W większości nie chodzimy do łóżka, ja jestem świetnym towarzystwem na kolację, żeby się pokazać wśród ich znajomych, lecz tylko w przypadkach, gdy mamy głęboką więź, wtedy pojawia się kwestia pójścia do łóżka. Nie interesuję się sponsoringiem, dla mnie liczą się doświadczenia z mężczyzną, który jest inteligentny, który może pokazać mi świat, którego normalnie bym nie zobaczyła” – wytłumaczyła.

Dziewczyna podobno ma chłopaka, który w pełni akceptuje jej sposób na życie. Najwyraźniej akceptuje go również stacja TVN, skoro polską sugarbabe nazwał „współczesną Pretty Woman” i postanowił wypromować ją o poranku w programie, w którym zwykle mówi się o tym, jak szybko nauczyć się języka, wyleczyć grypę czy odnowić stare meble.

Żeby nikt nie miał wątpliwości – Pretty Woman była prostytutką sensu stricto. Nie mam również wątpliwości, że współczesną formę prostytucji uprawia Oliwia Misiak. Choć oczywiście ona się od tego odcina. Gdy reporter TVN-u zapytał ją, czy czuje się prostytutką, odpowiedziała, że „nie oferuje się tym mężczyznom, tylko oferuje spędzanie z nią czasu i nigdy nie dostaje pieniędzy za bycie ich partnerem”.

Pieniędzy w gotówce albo w formie przelewu może i nie, ale już inne profity owszem. Jakie konkretnie, Misiak opowiedziała w tym wywiadzie. Dziewczyna wspomina w nim początki sugardatingu. Po ślubie z Duńczykiem jej matka wyprowadziła się z Polski. Ona studiowała neofilologię na UJ, ale „nie była zbyt zadowolona, bo wiedziała, że po studiach szybko pracy nie znajdzie”. Postanowiła więc wyjechać do matki. Opowiada, że była spłukana, nie znała tam ludzi ani języka. Wtedy poznała 53-letniego Duńczyka.

„Zaoferował, że mogę z nim zamieszkać, że będzie sponsorował moje życie. A w zamian będę jego partnerką, będę mu towarzyszyć podczas spotkań ze znajomymi. W tym czasie miałam też uczyć się języka, żeby stworzyć sobie lepsze podstawy do życia w Danii”.

Dziewczyna wspomina, że gdy już lepiej się poznali i przeprowadziła się do niego, miała po prostu miło spędzać czas. „Praktycznie siedziałam w domu. Oczywiście uczyłam się języka. Nie chcę powiedzieć, że siedziałam i czekałam na niego. Ale po prostu reprezentowałam go. Chodziłam z nim na kolacje, razem uprawialiśmy sport. Byłam partnerką do miłego spędzania czasu. On był rozwodnikiem”.

To, co dziewczyna mówi dalej, szokuje najbardziej. Twierdzi, że się zakochała i on chyba też. „Rozstaliśmy się z powodu mojego uzależnienia od niego. Po tych ośmiu miesiącach wcale nie chciałam iść do pracy, robić niczego innego, niż korzystać z jego życia. Uzależniłam się i wtedy nie wyobrażałam sobie, jak moje życie wyglądałoby bez niego i jego pieniędzy”.

I co, to nie jest prostytucja?

W zasadzie trzeba by zacytować całą rozmowę, bo każde kolejne zdanie sprawia, że włosy stają dęba.

„Wiedziałam, że mogę iść do pracy jako kelnerka, sprzątaczka, ale oczywiście tego nie chciałam. Kto chce iść do pracy jako sprzątaczka, jeżeli facet może płacić za wszystko?”.

„Mężczyźni od razu wymagali ode mnie aktywności seksualnej. Oferowali pieniądze. Jako kobieta, która się szanuje, odpowiadałam, że nie oczekuję pieniędzy. Ale chcę, żeby pokazali mi świat, do którego nigdy nie będę miała dostępu”.

„Podróżowanie, ciekawi ludzie z wyższych sfer. Chodziło mi o odkrywanie świata od strony, do której nigdy nie będę mieć dostępu. Powiem szczerze, że niewielu mężczyzn to rozumiało. Dla nich to było czysto seksualne, na zasadzie transakcji wiązanej. A ja zawsze powtarzałam, że nie robię tego dla seksu, ani dla pieniędzy, ale żeby zobaczyć inną stronę życia”.

„On miał 51 lat, ja 23. Jeżeli relacja otwiera się na zasadzie, że on jest sponsorem, to nigdy nie należy mówić: dobrze, to ja chcę 5 tysięcy na tydzień albo chcę z tobą jechać tu i tu. To musi wyjść od niego. Każda podróż, każde spotkanie, każda kolacja, każda impreza wychodzi od niego. Nie możesz mieć oczekiwań, wtedy mężczyzna się zamyka”.

„Facet, który wydaje na ciebie pieniądze, jeśli idziecie spotkać się z jego znajomymi, to on nie chce kobiety, która będzie marudna. Dlaczego wtedy ona miałaby tam być?”.

„Nigdy nie dostałam i nie chcę dostać czystej gotówki czy przelewu na konto. Oczywiście oni mi to proponowali, dawali swoje karty kredytowe. Ale zawsze mówiłam, że źle się z tym czuje. Powtarzałam, że nie chcę wydawać pieniędzy, kiedy jego nie ma obok. Znam osoby, które zrobiłoby wiele, żeby dostać kartę kredytową i pójść w miasto, prawda? Wiem, że na facetach większe wrażenie zrobi kobieta, która będzie miała świadomość, że te pieniądze nie są jej, że to on ciężko pracował, by je zarobić”.

„To strategia, ale ja też taka jestem. Zwykle tak jest, że dostajesz coś i chcesz więcej. Lepsze ciuchy, lepszy komputer, podróżowanie do droższych miejsc. A mnie się wydaje, że trzeba się zatrzymać i odciąć wszystkie swoje oczekiwania i zobaczyć, czego on chce dla ciebie. I nie mówić: o poszłabym dziś na zakupy, dasz mi swoją kartę kredytową. Nigdy nie zapytałam o coś takiego. Nigdy nie zasugerowałam polećmy gdzieś. To zawsze wychodziło od niego. I to jest bardzo ważne. To są jego pieniądze i trzeba to szanować”.

„Wiem, że małżeństwo zabija uczucia między ludźmi. Bardzo ciężko jest utrzymać świeżość. Nawet nie jestem pewna, czy chcę wyjść za mąż. Interesują mnie raczej otwarte związki”.

„Większość moich przyjaciół z Polski się ode mnie odwróciła. Uważają, że jestem prostytutką, że się sprzedałam, że się puszczam. Ale to byli ludzie, którzy nie rozumieli, na czym to polega. Nigdy nie powiem, że się sprzedałam czy zrobiłam coś za pieniądze”.

Jeszcze nie macie dosyć?

Dziewczyna uważa, że to „normalny styl życia”. Nie brak jej przy tym samokrytyki, skoro przyznaje, że „nie jest najpiękniejszą kobietą na świecie”. Ale twierdzi też, że „nie jest głupia”. Owszem, nie jest. Jest bardzo sprytna. Ekskluzywne prostytutki, które dostają kilka tysięcy za jeden numerek, też są sprytne. To jednak niczego nie zmienia.

Nie szanują się. Nie mają kręgosłupa moralnego i zasad. Są prostytutkami.

Karolina Korwin-Piotrowska ma 100-procentową rację, gdy pisze, że zapraszanie takich osób jak Misiak do telewizji to reklamowanie prostytucji. „Obejrzałam i zastanawiam się, kto w obecnej sytuacji podjął decyzję, by to pokazać. Dżizas, jakie to słabe”. W polemikę z Piotrowską weszła prezenterka „Dzień dobry TVN” Anna Kalczyńska. Zaczęła bronić materiału, twierdząc, że zaproszona do studia psycholingwistka jednoznacznie stwierdziła, że sugardating to prostytucja, żadne tam bycie „polską Pretty Woman”.

Problem w tym, że nikt, prócz tych, który obejrzeli ten odcinek, nie ma zielonego pojęcia, że w studiu była jakaś psycholingwistka i co powiedziała o sugardatingu. Internetowe media temat podchwyciły błyskawicznie – o Misiak piszą wszyscy. A teraz pomyślcie o tych zagubionych, niemających autorytetów, nierzadko gorzej sytuowanych nastolatkach. Jaki dociera do nich przekaz? Dowiadują się, że istnieje coś takiego jak sugardating. I co? Myślicie, że żadnej nie przyjdzie do głowy, żeby pójść tą drogą? Litości. Współczesne nastolatki rozbierają się przed kamerkami, a ich idolkami są dziewczyny z „Warsaw Shore”, więc komu próbujemy zamydlić oczy?

Boli mnie bardzo, że w XXI wieku coś takiego jak społeczna odpowiedzialność mediów nie istnieje. Psycholingwistka może sobie mówić co chce, ba, do studia można nawet zaprosić samego ojca świętego, nie zmieni to jednak przekazu, jaki idzie w świat i jaki dociera do pozbawionych wzorców nastolatek. W czasach, gdy każda treść, zwłaszcza kontrowersyjna, rozprzestrzenia się w tempie wirusowym.

Przypomnijcie sobie „Galerianki”. To nie był temat wyssany z palca.

Kiedyś taka osoba jak Misiak wystąpiłaby w telewizji po godzinie 22 i tyłem do kamery. Nie pokazałaby twarzy. Dziś zaprasza się ją do „Dzień dobry TVN” w porze, gdy matki bawią się ze swoimi dziećmi na dywanie, starsze osoby piją herbatę, a młodzi, którzy mają dzień wolny, siedzą przed telewizorem nad talerzem jajecznicy. O Oliwii Misiak piszą wszystkie portale plotkarskie. Ona sama we wspomnianym wywiadzie mówi, że pisze bloga i książkę. Najgorsze jest to, że książka nie tylko się ukaże, ale pewnie stanie się bestsellerem.

Dożyłam smutnych czasów (swoją drogą mieć takie refleksje w wieku 31 lat…), w których mniej niż intelekt liczy się cwaniactwo, wygodnictwo i goła dupa. Gwiazdami są tępe blogerki, w których wpisach aż roi się od błędów językowych. Celebrytki z reality shows tak zoperowane, że nie przypominają siebie, a które jednego zdania nie potrafią wypowiedzieć bez ku*, chu*, pier*. Żywe lalki Barbie. Smarkule, które opowiadają o tym, jak poszły się bzykać z Ronaldo w „każdym pokoju jego luksusowego apartamentu”, a potem dostały od niego kasę.

Strach myśleć, co będzie dalej. A będzie tylko gorzej – i piszę to, choć nie uważam się za pesymistkę – bo żyjemy w świecie clickbaitów, które nastawione są na zdobycie kliknięcia za sprawą sensacyjnego nagłówka czy kontrowersyjnego, intrygującego tytułu. Oliwia Misiak jest więc wspaniałym tematem dla współczesnych mediów, bo bardzo, bardzo klikalnym. Cudownie, nieprawda?

To mój pierwszy i ostatni tekst o tej dziewczynie, bo siłą rzeczy sama przysparzam jej popularności.

Na koniec z wielką przyjemnością i ulgą (!) zachęcam was do zapoznania się z przygotowaną przez „Wysokie Obcasy” listą „50 śmiałych 2017” – „to kobiety o lwich sercach, które zmieniają świat, Polskę na lepsze”.

Nie pytam, ile z nich znacie. I które znacie lepiej niż Deynn, polską Barbie czy Ewelinę z „Warsaw Shore”. To aktorki, pisarki, polityczki, aktywistki, reżyserki, nauczycielki. Z ich ust nigdy nie usłyszycie: „Wiedziałam, że mogę iść do pracy jako kelnerka, sprzątaczka, ale oczywiście tego nie chciałam. Kto chce iść do pracy jako sprzątaczka, jeżeli facet może płacić za wszystko?”.

Pani Misiak, jak pani, kuźwa, nie wstyd?

Ewa

Photo by Marvin Meyer on Unsplash

29