Stypendium imienia Ferdka Kiepskiego

Nie możesz znaleźć pracy? A może tylko udajesz, że jej szukasz? Nieważne. Weź przykład z Mateusza Kijowskiego, wtedy kasa sama zacznie wpływać na twoje konto.

Mateusz Kijowski, lat 49. Jeszcze całkiem niedawno charyzmatyczny twórca Komitetu Obrony Demokracji, lider opozycji i ludowy trybun, który wyprowadzał na ulice polskich miast tysiące rodaków zbulwersowanych poczynaniami partii rządzącej. Dziś zmęczony życiem i przytłoczony codziennymi problemami bezrobotny facet, który w głośnym wywiadzie dla portalu naTemat.pl skarży się na trudy codziennej egzystencji. „Żyję dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół. Czasami ktoś mi przywozi zakupy spożywcze. Dziś spotykam się ze znajomymi, zapraszają mnie na obiad” – narzeka Kijowski i w dramatycznym przesłaniu ogłasza plan emigracji zarobkowej.

Dlaczego po prostu nie pójdzie do roboty? – zastanawiacie się pewnie w tym momencie. Otóż jest problem.

Dzielny bojownik o demokrację zadarł bowiem z władzami totalitarnego państwa, zaś jego aparat wszystkie siły skierował teraz na utrudnienie Kijowskiemu znalezienia zatrudnienia.

Każda firma, która ośmieliłaby się podjąć z nim współpracę, musi się liczyć z nękaniem i szykanami ze strony urzędu skarbowego. „W PRL-u mówiono, że ktoś ma wilczy bilet. To dzisiaj znowu funkcjonuje. Inaczej, mniej oficjalnie. Ja się nawet nie dziwię, że przedsiębiorcy nie chcą się narażać władzy. W końcu nie zajmują się działalnością charytatywną” – wyjawia były lider KOD-u.

Niewykluczone, że Kijowski zaczął już pakować walizki i szukać tanich lotów na Wyspy Brytyjskie, gdy nieoczekiwanie w mrocznym tunelu rozbłysło światełko. Znalazł pracę? Bez przesady. Na szczęście są inne sposoby na załatanie dziur w domowym budżecie, i to bez konieczności wychodzenia rano do roboty.

Kilka dni temu na platformie crowdfundingowej zrzutka.pl rozpoczęła się zbiórka pieniędzy pod hasłem „Stypendium Wolności – Mateusz, zostań w Polsce!”. Akcję organizuje Elżbieta Pawłowicz-Opara, na ironię zakrawa fakt, że jest to siostra Krystyny Pawłowicz, TEJ Pawłowicz, czyli jednej z PiS-owskich ikon, która prawdopodobnie nie miałaby nic przeciwko wyjazdowi byłego lidera KOD-u nie tylko do Londynu, ale i na Madagaskar czy gdzieś jeszcze dalej.

„Dwa lata temu Mateusz Kijowski pomógł nam się zorganizować do walki o praworządność w Polsce. Na jego zawołanie wyszliśmy na ulice, organizowaliśmy się w całej Polsce i nie tylko tutaj. Zaczęliśmy się uczyć, więcej rozumieć, widzieć dalej i reagować mądrzej. Mateusz zawsze był z nami. Niestety, zapłacił za to spokojem swoim i swojej rodziny oraz dramatycznym obniżeniem standardów życia. Z dnia na dzień stracił najważniejsze źródła utrzymania. Padł ofiarą nagonki medialnej, a wszyscy, z którymi współpracował w 2016 rokiem, są poddani licznym kontrolom skarbowym, wzywani na komendy policji czy do prokuratur” – tłumaczy organizatorka akcji. „Pamiętajmy, że Mateusz zaangażował się bez reszty w ruch sprzeciwu wobec niszczenia demokracji i praworządności w Polsce, poświęcając dobrobyt swój i swojej rodziny” – dodaje.

Jej argumenty niewątpliwie przemówiły do internautów, bo w chwili pisania tego tekstu na liczniku było już ponad 20 tys. zł.

Dla porównania inne równolegle prowadzone zrzutki nie są już tak owocne. Na przykład 3-letni Adrian zmagający się z ostrą białaczką limfoblastyczną uciułał zaledwie 3 tys. zł, zaś 32-letnia Agata, matka dwójki dzieci, u której kilka miesięcy temu zdiagnozowano glejaka IV stopnia, wciąż czeka na choćby złotówkę. Ale oni przecież nie walczą o demokrację, przynajmniej nie tak demonstracyjnie jak pan Mateusz.

Nic dziwnego, że Kijowski nie ukrywa entuzjazmu. „Już dawno nie miałem tak ściśniętego gardła. I jak bardzo infantylnie by to zabrzmiało – jestem wzruszony” – napisał na portalu społecznościowym, dodając, że traktuje to wsparcie jak kontrakt. „Tak, jakbyście mnie zatrudnili do pracy. Do konkretnych działań i aktywności” – zapowiedział.

I tutaj zaczynam czuć lekkie zaniepokojenie, bo dotychczasowe działania i aktywności Kijowskiego w kwestiach finansowych były, łagodnie mówiąc, niezbyt transparentne. Tygodnik „Wprost” wyliczył, że jego łączne zaległości z tytuł niepłaconych alimentów wynoszą ponad 200 tys. zł, a śledztwo w sprawie uporczywego uchylania się od zobowiązań prowadzi nawet prokuratura. Oczywiście zdaniem byłego lidera KOD to także przejaw gnębienia go przez opresyjne państwo, ale moim zdaniem facet, który przez lata robi co może, by tylko uniknąć płacenia na dzieci jest zwykłym gnojkiem, nawet jeśli walczy o demokrację.

Alimenty to zresztą nie jedyny powód, dla którego bohaterem tego tekstu interesuje się wymiar sprawiedliwości. Trwa bowiem postępowanie prokuratorskie w sprawie dziwnych faktur wystawianych KOD-owi przez firmę Kijowskiego i jego żony – obrotna para zainkasowała blisko 90 tys. zł za usługi informatyczne, których jakoś nikt poza nią nie zauważył, co zresztą potwierdził raport komisji rewizyjnej stowarzyszenia. Przypomnijmy, że pieniądze pochodziły ze składek członków i sympatyków ruchu, więc Kijowski już wtedy stał się w pewnym sensie beneficjentem publicznej zbiórki. Gdy wybuchła afera i zarzucono my przywłaszczenie kasy, próbował się dość mętnie tłumaczyć, ale ostatecznie zrezygnował z kandydowania na szefa KOD.

Dziś twierdzi, że jest krystalicznie uczciwym gościem, a afery finansowe z jego udziałem to efekt działania służb specjalnych, które otrzymały zadanie skompromitowania lidera wielkiego ruchu społecznego. A może jednak do osiągnięcia tego celu wcale nie trzeba było angażować rzeszy agentów i wystarczyło po prostu poczekać, aż Kijowski sam się podłoży?

Jego narzekania i użalanie się nad sobą są trochę żałosne.

Nie wierzę bowiem, że człowiek, który – jak sam kiedyś twierdził – ma bogate doświadczenie zawodowe (pełnił między innymi funkcję doradcy zarządu PZU ds. informatyki) nie potrafi znaleźć pracy w branży IT, w której termin bezrobocie praktycznie nie istnieje.

Choć fascynują mnie rozmaite teorie spiskowe, nie dam się również uwieść ściemie o rzekomym molestowaniu każdego współpracującego z nim przedsiębiorcy przez skarbówkę.

Mam za to graniczące z pewnością przypuszczenie, że Mateuszowi Kijowskiemu po prostu niezbyt chce się pracować. We wspomnianym już wywiadzie w naTemat.pl twierdzi, że w zasadzie umie robić wszystko. „Murować, układać kafelki, w grę wchodzi też elektryka i hydraulika, ale też szyję, kroję, mam doświadczenia w prowadzeniu szklarni i wiele innych” – wyliczał, odpowiadając na pytanie, co będzie robił na emigracji.

Rozmowę przeczytał Jarosław Papis, który wzruszył się losem byłego lidera KOD-u i postanowił mu pomóc, tak po ludzku. „Pan Mateusz opowiadał, że kiedyś pracował w gastronomii, a moja córka prowadzi restaurację w Łodzi, więc zaproponowałem mu pracę w niej” – poinformował na Twitterze. Odpowiedzi się jednak nie doczekał.

Porównanie z Ferdkiem Kiepskim nasuwa się samo. Bohater kultowego serialu też bez przerwy skarży się, że w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z jego wykształceniem, a rzekomo podejmowane próby znalezienie zatrudnienia zwykle są torpedowe przez rozmaite mroczne siły, z tego co pamiętam w kilku odcinkach pojawiały się nawet służby specjalne, choć przecież lokator domu przy ul. Ćwiartki 3/4 nie broni demokracji z takim zaangażowaniem, co Kijowski.

Takich Ferdków Kijowskich, przepraszam Kiepskich, znam wielu.

Dlaczego tylko jeden ma korzystać ze szczodrości internautów? Przecież wystarczy pożalić się publicznie, jak to wredne państwo znęca nad tobą, wydziera ci ostatni grosz i jeszcze nie daje zarobić, następnie zorganizować publiczną zrzutkę, a potem tylko czekać spokojnie na przelew. Proste?

Rafał

3

  • No dobrze, ale w czym problem? Ja pamiętam nawet blogerkę, której mąż wyleciał z roboty, a ona sama pracy znaleźć nie umiała. Poprosiła czytelników o pieniądze i wysyłali jej, aż huczało. Jedni dają na Rydzyka, inni na Kijowskiego. Jedni na Owsiaka, inni na pomnik Kaczyńskiego. Jedni na małego Kubusia z nowotworem, inni na projekt aplikacji do usuwania ciąży. Wolno zbierać, wolno dawać. PRL się skończył, nakazów pracy już nie ma, więc jeśli Kijowski nie chce pracować, to wolno mu nie pracować.
    A na emigrację pewnie wyruszy, bo tu go kiedyś niechybnie posadzą.

    • Rafał Natorski

      Nie posadzą, bo PiS ma zdecydowanie więcej pożytku z Kijowskiego na wolności, czego dowodem jest chyba dość powszechna krytyka pomysłu tej zbiórki. Bo chyba nie chodzi o to, żeby komuś zabraniać zbierania czy dawania kasy, ale o absurd tej sytuacji

  • Szaman Shamansky

    Czej, ja znalazłem coś jeszcze śmieszniejszego:
    http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-11-29/8437-zl-brutto-kijowski-wyliczyl-ile-musialby-zarabiac-by-placic-alimenty-i-wyjsc-z-dlugow-zwiekszono-limit-zbiorki-dla-niego/

    POTRZEBUJEMY NOWEGO BAREI ŻEBY OGARNĄĆ TE WSZYSTKIE ABSURDY OBECNEJ RP 😀

  • Pawel Komosa

    pomijając już postać Kijowskiego, całe te odniesienia do polityki czy moralności to ja, ja osobiście, bardzo chętnie przyjąłbym takie wsparcie w postaci stypendium na które zrzuciło by się społeczeństwo 🙂 więc jakby ktoś coś… to ja bardzo chętnie

  • Dzisiaj widziałam nawet materiał na temat tej zbiórki w TVPiS. Był zatytułowany „Lekcja obłudy”.

    Osobiście uważam, że Kijowski bardzo dużo zbudował, ale chyba jeszcze więcej zniszczył, bo rząd mógł wyśmiać oddolny ruch społeczny. Wielu ludzi uważa też, że zwyczajnie nie warto walczyć, bo wszyscy to tacy sami złodzieje.

  • Karolina Weber

    Wooow jaki świetny blog! Będę tu częście zaglądała <3
    uwielbiam 😉

    • Rafał Natorski

      Bardzo dziękujemy i zapraszamy do jak najczęstszych odwiedzin 🙂