Smutny spektakl, czyli dzieciaki w szponach polityki

Już dawno nic nie przeraziło mnie tak, jak żenujący spektakl pod nazwą Sejm Dzieci i Młodzieży, który okazał się dobitnym aktem oskarżenia wobec dorosłych polityków. Szkoda tylko, że oni pewnie tego nie zrozumieli…

„Siedzimy w miejscu, gdzie siedzą ludzie, którzy wyprowadzili nas spod czerwonego sztandaru Związku Sowieckiego, a wprowadzili pod niebieski sztandar Unii Europejskiej, gdzie pod dyktaturą poprawności politycznej, setki ludzi giną rozjeżdżani ciężarówkami, rozsadzani ładunkami wybuchowymi czy rozstrzeliwani przez islamskich ekstremistów sprowadzonych przez lewicową hołotę z Brukseli. Dziś komuniści nie są czerwoni. Dziś komuniści są niebiescy. A poza tym sądzę, że Unia Europejska powinna zostać zniszczona” – krzyczał elegancko ubrany nastolatek w okularach, z muchą pod szyją, który na potwierdzenie swoich słów demonstracyjnie podarł na mównicy unijną flagę.

Inny młody parlamentarzysta tłumaczył natomiast, jak powinna wyglądać skuteczna dekomunizacja. „Aby przyniosła ona skutki, musi zostać przeprowadzona na wielu płaszczyznach: socjologicznej, psychologicznej i społecznej” – wyjaśniał.

Natomiast jego koleżanka z poselskich ław uderzyła w PiS. „Ulice będą nosiły najpierw nazwiska krewnych prezesa, a następnie jego samego. Kontrowersyjny i oburzający jest fakt, że jedna z ulic w Starachowicach nosi imię Jadwigi Kaczyńskiej, matki naszego prezesa. Znajduje się oczywiście obok ronda, imienia byłego prezydenta Lecha. Uważam, że ulice powinny być nazwane na cześć osób wybitnych, szczególnych, ponadprzeciętnych, które czymś ważnym zasłużyły się dla naszego państwa. Uważam, że – z całym szacunkiem dla pani Jadwigi – urodzenie dzieci i wychowanie ich w duchu poglądów prawicowych osiągnięciem wybitnym na pewno nie jest” – stwierdziła.

To tylko wybrane cytaty z brawurowych przemówień uczestników Sejmu Dzieci i Młodzieży, który tradycyjnie zwołano 1 czerwca z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka. W ławach „dorosłego” parlamentu zasiedli uczniowie gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych z całej Polski. „(…) Główny cel to kształtowanie postaw obywatelskich, a także szerzenie wśród młodzieży wiedzy na temat zasad funkcjonowania polskiego Sejmu i demokracji parlamentarnej. Ważnym zadaniem tej inicjatywy jest również aktywizacja młodych ludzi do działania na rzecz ich środowisk lokalnych” – czytamy na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej, które sprawuje pieczę nad organizowanym od kilku lat przedsięwzięciem.

I tu pojawia się pytanie, jak ta szczytna idea ma się do tematu narzuconego młodym parlamentarzystom: „Przestrzeń publiczna jako miejsce wolne od symboli propagujących systemy totalitarne. Lokalni bohaterowie w przestrzeni publicznej”?

Jestem wielkim zwolennikiem wychowywania młodzieży w duchu patriotyzmu i szacunku do historii, która – jak głosili już starożytni Rzymianie – jest nauczycielką życia, jednak mam poważne wątpliwości, czy prowokowanie dzieciaków do rozliczeń z systemami totalitarnymi na pewno pomaga w kształtowaniu ich postaw obywatelskich.

Sejmowy spektakl z 1 czerwca raczej temu zaprzeczył, czego symbolem stał nastolatek wzywający do dekomunizacji kraju, groteskowa karykatura dorosłych partyjniaków zasiadających na co dzień w fotelach na Wiejskiej.

Żeby było jasne, przeraziły mnie wszystkie strony tego sporu. Zszokował mnie małolat rozdzierający unijną flagę, który pewnie po zrzuceniu eleganckiej muchy i garniturka jeździ po ścieżkach rowerowych, pluska się w aquaparku albo szaleje na skateparku i jakoś nie przeszkadza mu, że nie byłoby tego bez milionów płynących do Polski z UE. W równym stopniu zaniepokoiła mnie jednak także nastolatka, która nawrzucała Kaczyńskiemu, pochodząca zresztą z mojego rodzinnego Radomia, czyli – co z ekscytacją akcentowały nieprzychylne rządzącym media – bastionu PiS-u. Po prostu uważam, że 15-, 16-letnia dziewczyna powinna zajmować się fajniejszymi i zabawniejszymi rzeczami niż uprawianie partyjnej agitacji. Oczywiście nie odbieram jej prawa do wyrażania własnych opinii, sprzeciwiam się bowiem popularnej zasadzie: „dzieci i ryby głosu nie mają”. Młodzi powinni go mieć, ale najlepiej własny, a nie powtarzany po dorosłych, nie zawsze mądrych…

Problem w tym, że w ostatnich latach polityczny spór sprowadzono do wojny, dzielącej kraj na dwa nienawidzące się plemiona. A parlamentarzyści z dziecięcego sejmu postanowili wpisać się w ten scenariusz, i niestety udało im się to znakomicie.

W dodatku otrzymali aplauz z różnych stron. Nastolatek niszczący unijną flagę i krzyczący o „hołocie z Brukseli” stał się bohaterem prawicowych portali, o dziewczynie atakującej Kaczyńskiego z wyraźnym entuzjazmem rozpisywały się „Gazeta Wyborcza” czy „Newsweek”.

„To dobrze, że wasze wystąpienia są emocjonalne, cechuje was młodzieńczy radykalizm” – chwaliła młodych posłów nawet wiceminister edukacji Marzena Machałek i te słowa zaniepokoiły mnie szczególnie, bo przecież od przedstawicielki resortu zajmującego się rzekomo EDUKACJĄ powinienem jednak oczekiwać głosu rozsądku. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…” – pisał przed wiekami hetman Jan Zamoyski. Jeśli władze oświatowe przyklaskują młodym ludziom uprawiającym polityczną nawalankę, to kiepsko widzę przyszłość naszej ojczyzny. „Wstyd – gdzie jest minister edukacji ta krowa?! Edukować a nie manipulować i nakazywać dzieciom robić rzeczy, o których nie mają pojęcia” – skomentował wydarzenia w sejmie Lech Wałęsa i – choć nie toleruję obrażania kobiet – muszę się z nim zgodzić, co nie zdarza się zbyt często.

Nie wiem, i chyba nawet nie chcę wiedzieć, czy uczestnicy Sejmu Dzieci i Młodzieży byli wybierani z klucza partyjnego, czy wstęp na salę mieli tylko ci, którzy przeszli selekcję ideologiczną, czy młodocianym posłom ktoś pomagał pisać ich bzdurne niekiedy wystąpienia. Nawet wolałbym taką opcję, bo to oznaczałoby, że dzieciaki po prostu zostały wmanewrowane w zabawę w polityczny rynsztok i jeszcze są do uratowania. Gorzej, gdyby okazało się, że to, co mówiły, wynika z ich najgłębszych przemyśleń i przekonań. Wówczas perspektywa, całkiem przecież nieodległa, objęcia przez to pokolenie sterów naszego kraju powinna napawać przerażeniem. Wtedy pozostanie nam tylko podziękowanie za stworzenie paskudnych wzorców dzisiejszej klasie politycznej, choć określenie klasa jest w tym wypadku zdecydowanie na wyrost.

Rafał

Fot. Paweł Kula

 

 

 

 

4