Sekret udanego związku (na naszym przykładzie)

Powiedzmy to sobie szczerze: dobrać się z drugim człowiekiem nie jest łatwo. Wydaje mi się jednak, że nam udała się ta trudna sztuka. Podzielę się z wami naszym sekretem.

Tutaj napisaliśmy, jak jest. Poznaliśmy się w 2009 roku i od tego czasu jesteśmy nierozłączni. Na początku była przyjaźń, zaręczyny w 2010, ślub w 2011. Malkontenci pewnie powiedzą: „Łee, wielkie osiągnięcie. Przeżyjcie razem 20-30 lat, to pogadamy”. Może i tak. Uważam jednak, że nie sztuką jest po prostu ze sobą być. Bo kto by się rozwodził, bo dom, dzieci, kredyt. Nie przekonują mnie takie argumenty. Dla mnie zawsze nadrzędną sprawą była i pozostaje jakość związku.

Jesteśmy razem od siedmiu lat, od paru miesięcy mamy synka. Po jego narodzinach nasz związek się zmienił. Jest inaczej, ale na pewno nie gorzej. Tworzymy z Rafałem fajną, dobraną parę. Świetnie się ze sobą dogadujemy, uzupełniamy, rozumiemy bez słów. Mam poczucie, że znalazłam swoją drugą połowę. Czy to tylko kwestia szczęścia, aby spotkać w życiu kogoś takiego? Być może. Zdradzę wam jednak, co moim zdaniem ma kluczowe znaczenie, gdy chodzi o satysfakcję ze związku.

Wspólne pasje

Bliska mi osoba w swoim poprzednim związku często narzekała, że ona i jej partner mają odmienne zainteresowania. Ona kocha sztukę, muzykę, książki. Jego w ogóle to nie kręci – woli gry komputerowe. Jak wspomniałam w pierwszym zdaniu, był to POPRZEDNI związek. Nie przetrwali próby czasu. Myślę, że los tej relacji mógłby potoczyć się inaczej, gdyby łączyły ich wspólne zainteresowania. Gdy patrzę na pary szczęśliwe (i te znacznie mniej), widzę, jak duże znaczenie ma fakt, by dzielić ze sobą pasje.

My z Rafałem mamy wiele punktów stycznych. Nasze życie kręci się wokół pisania. Oboje uwielbiamy książki. Filmy. Podróże. Czas spędzany w otoczeniu przyrody. Sport. Zanim urodził się Filip (teraz niestety trochę brakuje na to czasu), potrafiliśmy prowadzić niekończące się rozmowy na tematy, które nas kręcą. Myślę, że to naprawdę bardzo ważne. Mam koleżanki, które bardzo ubolewają nad tym, że partnerzy nie rozumieją i nie podzielają ich zainteresowań. Znam związki, w których brakuje rozmów – bo w zasadzie nie ma o czym gadać: nic ich nie łączy, prócz codziennych, przyziemnych spraw. Przykre, prawda?

Jeśli nie łączą was pasje, nic straconego: zawsze jest dobry moment, by zacząć robić coś fajnego. W duecie. (I nie mówcie, że nie macie czasu).

Dopasowanie

Pamiętam taką sytuację: siedzimy w redakcji tygodnika, w którym się poznaliśmy. Ja, Rafał, reszta ekipy. Gadamy o miłości, uczuciach, sprawach damsko-męskich. Nasza szefowa rzuca pytanie, co naszym zdaniem jest podstawą udanego związku. Padają odpowiedzi: zaufanie, dobra komunikacja, wzajemny szacunek itp. Odzywa się Rafał: dopasowanie. Wszyscy zgodnie przyznają, że to słowo-klucz, które jest niczym matrioszka: zawiera w sobie wiele innych elementarnych spraw.

Z Rafałem świetnie się dopasowaliśmy – i nie chodzi wyłącznie o wspomniane wcześniej wspólne pasje. Lubimy ład i porządek. Wystrój skandynawski. Wyznajemy zasadę: najpierw praca, potem odpoczynek. Wolny czas zazwyczaj spędzamy aktywnie. Od czasu do czasu chętnie wpadamy do fajnego lokalu na dobre jedzenie. Ja ogarniam firmowe płatności, a Rafał domowe. Nikt się na nikogo nie ogląda. Bez problemu (i w zasadzie bez słowa) dzielimy się obowiązkami: oboje hołdujemy partnerstwu, nie jest więc tak, że ja wykończona latam z mopem, a Rafał w tym czasie ogląda telewizję. Czy na odwrót. Gdy ja zmywam, a stół jest brudny, Rafał łapie ścierkę. Gdy on odkurza, ja sprzątam łazienkę itd.

Znam pary, u których:

– Ona chętnie chodziłaby po kawiarniach i restauracjach, podczas gdy jemu szkoda kasy;
– Ona nie jest i nigdy nie będzie typem kury domowej, podczas gdy on wyznaje konserwatywne zasady i najchętniej widziałby ją w domu z wianuszkiem dzieci;
– Ona ma skromne wymagania i nie potrzebuje luksusów, podczas gdy on haruje, aby się dorobić.

To nie są najszczęśliwsze pary. My dopasowaliśmy się pod tym względem, że Rafał rozumie, że ja – jako młoda matka – potrzebuję chwili dla siebie. Sam więc proponuje, że zostanie z małym, a ja mogę w tym czasie gdzieś wyskoczyć. Prowadzimy podobny tryb życia, mamy zbieżne poglądy (oboje uważamy np., że sportowców na dopingu powinno się wsadzać za kratki), podobne pochodzenie, jesteśmy lokalnymi patriotami, których ciągnie w wielki świat. I, co bardzo ważne, mówimy jednym głosem, gdy chodzi o wychowanie naszego synka.

Spokojnie. Nie, żebyśmy byli niczym bliźnięta syjamskie. Są sprawy, które nas dzielą. Np.:

– Ja lubię wylegiwać się w łóżku, Rafał kocha wstawać skoro świt
– Ja lubię być zawsze na plusie, Rafał chętnie korzysta z dobrodziejstw debetu i karty kredytowej
– Ja lubię makaron z rybą, Rafał nie

I to chyba by było na tyle. W pozostałych kwestiach się dogadujemy.

Dobre słowo dla partnera

Byłam ostatnio świadkiem uroczej scenki. Niedziela, jesteśmy u teściów, szykujemy się do obiadu. Minęła piętnasta. Teść, który nie usiedzi w miejscu pięciu minut, wraca do domu po spacerze.
Teściowa: – Jurek, czy ty zawsze musisz się spóźniać? Wiesz, że czekamy z obiadem na ciebie…
Teść: – Basiu, stęskniłem się za tobą.
I całuje ją w rękę.
Epickie! Nawet jeśli była to próba rozładowania chwilowego napięcia, teść zrobił to perfekcyjnie. A mojej teściowej z pewnością zrobiło się bardzo miło.

Z rozczarowaniem stwierdzam, że wiele par nie ma sobie do powiedzenia niczego przyjemnego. Są tylko wieczne pretensje, żale, niesnaski. Czy naprawdę tak trudno powiedzieć: „Kochanie, ten makaron jest pyszny?”. Rafałowi smakuje praktycznie wszystko, co zrobię. To szalenie miłe, a jak motywujące! Podejrzewam, że czasem trochę przesadza – wystarczy, że spojrzę na jego minę i wiem, czy nie ściemnia. Ale jego postawa napędza mnie do działania.

Znam kogoś, kto krytykuje absolutnie wszystko, co żona mu podtyka pod nos – a, uwierzcie, ta kobieta nigdy nie idzie na łatwiznę. Ten człowiek rzadko mówi, że coś jest smaczne. Chyba nigdy nie słyszałam, żeby powiedział: „Kochanie, napracowałaś się, obiad jest przepyszny, dziękuję”. Wolne żarty. O tym, że obiad ma być zawsze na czas, nie wspomnę. Praktycznie zawsze jest coś nie tak. Za dużo soli, za mało soli, za dużo pieprzu, za mało pieprzu, za gorące, za zimne, za tłuste, za chude, takie, siakie, owakie. I teraz zgadnijcie, jak w małżeństwie czuje się ta kobieta.

Ja też dbam o to, żeby Rafał czuł się doceniany, kochany. Często mówię mu: „Dziękuję, że wstajesz tak wcześnie, żeby pisać teksty, wiem, że robisz to dla nas”. Chwalę go też w obecności jego mamy – żeby oboje wiedzieli, jakim wartościowym jest człowiekiem. Profesor Zbigniew Lew-Starowicz zwany „Panem od seksu” twierdzi, że na każde jedno krytyczne zdanie musi być pięć pochwał.

Pochwały i komplementy są nie po to, by nasza druga połowa obrastała w piórka, tylko po to, żeby wiedziała, że to, co robi, jest dobre. I żeby robiła tak dalej.

Podział obowiązków

Napisałam już, że trzymamy się zasad partnerstwa, co oznacza, że sprawiedliwie dzielimy się obowiązkami. Ci, co mnie znają, wiedzą, że wyznaję zasadę równouprawnienia płci. Czasy się zmieniły. Kiedyś kobiety prowadziły dom, wychowywały dzieci i zazwyczaj nie podejmowały pracy zawodowej. Średnio im to pasowało, wyzwoliły się. Sęk w tym, że wielu mężczyzn wciąż myśli stereotypowo, robienie zakupów, sprzątanie, gotowanie, pranie, prasowanie czy przewijanie dziecka uznając za „babskie” zadania, do których się nie dotykają. A biedne kobiety podpierają się nosem, bo mają silnie rozwinięte poczucie obowiązków i tolerują partnerów-nierobów.

No błagam. Ja nigdy bym sobie na coś takiego nie pozwoliła. Wolałabym być sama, niż hodować pod dachem pasożyta, który ma gdzieś fakt, że wszystko jest na mojej głowie. Jakimi partnerami są faceci, którzy przychodzą do domu z pracy i rozkładają się na kanapie, podczas gdy ich partnerki przychodzą do domu z pracy i… biorą się do kolejnej roboty. W domu. Kobiety, proszę, protestujcie, jeśli tak jest u was!

A u nas? U nas nie ma prac „babskich” i „męskich”. Gdy trzeba, wymienię żarówkę. Gdy trzeba, Rafał ugotuje obiad. Tak jakoś jest, że ja prasuję ubrania, a Rafał myje okna (nienawidzę myć okien). Nikt na nikim nie żeruje. Zmywa ten, kto nie robił śniadania. Wiecie, jaka to pomoc, gdy po obiedzie, przy którym się napracowałam jak diabli, Rafał mówi: „Ty robiłaś obiad, ja pozmywam”?

Mam koleżanki, które w domu robią wszystko. I we wszystkim wyręczają swoich partnerów. Rzadko się do tego przyznają, ale jest im ciężko. Nie można do tego dopuścić. Dzielenie się obowiązkami powinno być naturalne i OCZYWISTE.

Pozytywne podejście do życia

Optymizm Rafała podnosi mnie na duchu i dodaje skrzydeł. Mój optymizm pozwala mi wierzyć, że zawsze będziemy szczęśliwi. Polska to kraj malkontentów, a ja tego nie trawię. Na szczęście mam u swojego boku człowieka, który praktycznie nie narzeka. Nie ma złych dni – a nawet jeśli ma, to nie daje tego po sobie poznać. Pozytywne podejście do życia i do codzienności jest bardzo budujące, bo pozwala łatwiej przejść przez problemy.

Szybkie rozwiązywanie sporów

Nie kłócimy się często. Praktycznie wcale. Gdy jednak zdarza się jakieś niedomówienie, nie potrafimy długo się na siebie gniewać. Staramy się jak najszybciej wyciągnąć rękę na zgodę. To prawda, że nierozwiązane spory, nawet te, które wzięły się z drobiazgów, z czasem urastają do rangi ultraproblemu. Ja nie potrafię z Rafałem nie rozmawiać. Nasz najdłuższy „cichy dzień” trwał właśnie dzień i dla mnie to była katorga, zwłaszcza że pod koniec już nawet nie pamiętałam, o co poszło. Dlatego nie chowajcie urazy. No chyba że sprawa jest poważna i nie dotyczy zwykłej wymiany zdań, ale to już temat na oddzielny artykuł.

Potrzeba bycia z partnerem w stałym kontakcie

Prawda jest taka, że ja i Rafał praktycznie cały czas jesteśmy razem. Razem pracujemy, razem spędzamy wolny czasy, mamy wspólne pasje. Tak było od początku, tak jest i teraz. Zanim urodził się Filip, nawet razem biegaliśmy. Mam koleżanki, których mężowie ciągle są w rozjazdach – i one dostają szału, gdy ich partnerzy zbyt długo siedzą w domu. To kwestia przyzwyczajenia, tak jak ja jestem przyzwyczajona do tego, że razem z Rafałem kroczymy przez życie. Nasza więź jest tak silna, że mam nieustanną potrzebę bycia z Rafałem w kontakcie. Gdy się rozstajemy, wysyłamy do siebie wiadomości, dzwonimy. Opowiadamy sobie, jak minął dzień. Gadamy na tematy ważne i błahe.

Ostatnio bliska mi osoba powiedziała o swoich związku: – Wiesz, nam to się już nawet nie chce ze sobą rozmawiać.

Moim zdaniem brak tej potrzeby to gwóźdź do trumny. Chodzi o to, żeby chciało się chcieć. Dobra komunikacja jest w związku niezbędna.

PS Przestrzeń dla siebie i niezależność też są bardzo ważne.

Czułości

Oczywiste? Nie, to wcale nie jest oczywiste, zwłaszcza po wiele wspólnie spędzonych latach. Zabiegani, zapracowani, przytłoczeni obowiązkami i problemami bardzo często nawet nie myślimy o tym, żeby objąć partnera. I tutaj nie chodzi tylko o seks, ale o zwykłą ludzką serdeczność.

Gdy świetny aktor Pierce Brosnan przyleciał do Polski na galę wręczenia Europejskich Nagród Filmowych, fotoreporterzy zrobili mu zdjęcia, jak obejmuje i całuje swoją żonę. To wcale nie wyglądało jak ustawka pod paparazzi, Brosnan to nie Kardashianowie, którzy cały czas muszą podsycać zainteresowanie mediów swoim życiem. Żona Pierce’a Keely Shaye Smith wcale nie wygląda jak typowa celebrytka z pierwszych stron gazet. No i co to Brosnana obchodzi? Poznali się w 1994 roku, ślub wzięli w 2001. Nie wymienił jej na znacznie młodszy, nadmuchany model. Widać, że są razem szczęśliwi. Ze sceny powiedział, że bez niej nie osiągnąłby tyle i że jej miłość daje mu siłę.

Nie może być mowy o udanym związku, jeśli nie mamy ochoty dotykać partnera. Takie drobne gesty jak szybkie buziaki, tulenie się na sofie czy spanie na łyżeczkę budują relację. Albo wiadomość pisana codziennie ma maśle rozsmarowanym na kromce chleba. Albo „Kocham cię” rzucone z kuchni. Albo ulubione bułeczki, które mąż kupuje ci na jutro, bo wie, jak bardzo je lubisz. Pocałunek na dobranoc, otarcie ukochanej osobie potu z czoła, czułe słówka, potrzymanie za rękę – to naprawdę ma znaczenie.

W naszym związku:
– Umiemy pójść na kompromis
– Wzajemnie się szanujemy
– Doceniamy swoje osiągnięcia
– Mamy podobne poczucie humoru
– Wspieramy się (!)
– Rozmawiamy NA KAŻDY TEMAT

Uprzedzając pytania o wiek: PESEL nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Jestem o trzynaście lat młodsza od Rafała. I co? I jest nam razem ekstra. Żona Pierce’a Brosnana jest od niego młodsza o dziesięć.

Myślę, że to bardzo ważne, aby dobrze czuć się w towarzystwie własnego partnera, nie bać się rozmawiać z nim na każdy temat i po prostu się ze sobą dogadywać. A co źle rokuje na przyszłość? Czytaj dalej.

10 kategorii nieudanych związków

Trenerka i autorka poradników dotyczących związków dr Barbara De Angelis napisała książkę „Czy będzie z nas dobrana para?”, w której podaje dziesięć kategorii nieudanych związków. Uważam, że warto przy tej okazji się nad nimi zastanowić.

Zdaniem dr De Angelis związek nie będzie udany, jeśli:

1. Bardziej zależy ci na partnerze niż jemu na tobie
Zgoda. Wydaje mi się, że moje i Rafała zaangażowanie w związek jest na tym samym poziomie.

2. Partnerowi bardziej zależy na tobie niż odwrotnie.
Patrz wyżej.

3. Przedmiotem uczuć są potencjalne możliwości partnera.
No właśnie. Po tym, jak poznałam Rafała, spędzaliśmy razem dużo czasu. Wiedziałam, jakim jest facetem, jakie ma poglądy na różne sprawy, na życie. Oczywiście mówią, że zjesz z kimś beczkę soli i go nie poznasz. Zgoda. Bywa jednak, że niektóre kobiety widzą wady w partnerze, ale wierzą/liczą, że ten się zmieni. A potem są rozczarowane. Moim zdaniem ogromnym błędem jest przymykanie oka na rażące wady – z nadzieją, że nad partnerem będzie można popracować (albo, co gorsza, że zmieni się po ślubie. Nie, nie zmieni się). Wtedy zakochujemy się nie w człowieku, a w naszym wyobrażeniu o nim.

4. Związek ma charakter misji ratunkowej.
W naszym związku nikt nikogo nie ratował i nie ratuje. Chodzi o szacunek do partnera, a nie o litość. O zgrozo!

5. Jeden z partnerów jest dla drugiego niedościgłym wzorem.
Wynoszenie obiektu uczuć na piedestał, idealizowanie go, sakralizowanie nie wróży niczego dobrego. W związku powinna zostać zachowana równowaga sił.

6. Powody oczarowania partnerem są czysto zewnętrzne.
No cóż. To też jest ważne, ale sam wygląd to za mało. Tak, Anastasio Steele.

7. Między partnerami istnieje ograniczona zgodność.
Pisałam już o dopasowaniu, które moim zdaniem jest podstawą udanego związku. Ograniczona zgodność – dotycząca pracy, życia we dwoje, wychowywania dzieci czy priorytetów – nie może pozytywnie rokować na przyszłość. Kobieta i mężczyzna, którzy tworzą związek, powinni mówić jednym głosem. A przynajmniej w najważniejszych kwestiach.

8. Wybór partnera jest aktem buntu.
Oj, to już nie te lata.

9. Wybór obecnego partnera jest reakcją na poprzedniego.
Ileż kobiet ma to na sumieniu! A ilu mężczyzn! Na szczęście nie my.

10. Partner jest osobą nieosiągalną.
Dr De Angelis tłumaczy, że nieosiągalny jest każdy, kto ma już partnera, nawet jeśli przyrzeka, że wkrótce go opuści. Wtedy zostają ci „resztki z pańskiego stołu”. A my wolimy cały posiłek.

Ewa

fot. Unsplash.com

5

  • Magdalena Stołtny

    Świetny tekst i czyta się rewelacyjnie. Dziękuje za to 🙂

  • agnesssja

    Uwielbiam czytać Wasze posty :)!

    agnesssja.blogspot.com

  • Marta Kowalczuk

    Świetny wpis… Uświadomił mi przez co być może w moim związku coś nie gra. Postaram się o tym porozmawiać 🙂 Dzięki! Będę zaglądać częściej, bo czytało się świetnie! Jeszcze więcej miłości i zrozumienia Wam życzę! 🙂

  • Pingback: Związek: 6 błędów, które popełniasz w miłości()