Przestańcie hejtować Annę Lewandowską

„Ona chyba nie jest lubiana” – powiedziała bliska mi osoba o Ani Lewandowskiej odbierającej statuetkę za Roberta na Gali Mistrzów Sportu. To prawda. Nie jest. A mnie to wkurza.

Ludzie jej nie lubią, to fakt, z którym trudno dyskutować, gdy czyta się komentarze internautów. Hejt, owszem, rządzi się swoimi prawami, ale jeżeli pięć osób mówi ci, że jesteś pijany, to na wszelki wypadek się połóż: jeżeli więc pod każdą wzmianką o żonie najlepszego polskiego piłkarza na jeden pozytywny komentarz przypada dziesięć negatywnych, to cudów nie ma. Anna Lewandowska budzi mieszane uczucia. Generalnie raczej nie jest lubiana.

Dlaczego? Odpowiedź nasuwa się sama: bo ludzie jej zazdroszczą, innej możliwości nie widzę. Wielu zresztą nawet tego nie kryje. Piszą, że wygląda na niesympatyczną, że jest pusta, próżna, nadęta, fałszywa, zarozumiała, wyniosła, że sławę i pieniądze zdobyła wyłącznie dzięki Robertowi, że bez niego byłaby nikim. Że żyje w innej rzeczywistości, promuje śniadania „40 złotych za miseczkę”.

Po Gali Mistrzów Sportu 2016 – gdy Robert zajął pierwsze miejsce i w tym roku Ania przemawiała w jego imieniu, sieć kipiała od porad w stylu: „Naucz się mówić” czy „Popracuj nad dykcją”. Albo od tekstów prosto z mostu: „Nie potrafisz się wysławiać, dziewczyno”. Proponuję, żeby każdy z hejterów stanął na scenie Teatru Polskiego, ze świadomością, że transmisja jest na żywo w Telewizji Publicznej, w sobotę wieczorem, i spróbował wyrecytować piękne, mądre przemówienie bez zająknięcia. Nie każdy w takiej sytuacji czuje się komfortowo. Ale Ani wpadek się nie wybacza.

Media brukowe i hejterzy mają teraz nie lada używanie, bo Anna zaczyna już kompletować wyprawkę.

W tym celu, jak donosi Pudelek, odwiedziła sklep dziecięcy, gdzie „wkład do kosza na zużyte pieluchy kosztuje 120 złotych, a ceny wózków wahają się od 4 do 5 tysięcy złotych”. W przypadku Anny Lewandowskiej znakomicie widać, jaka jest natura ludzka:

– Kupuje w drogim sklepie = snobuje
– Kupuje w tanim sklepie = jest sknerą

Generalnie ta dziewczyna nie może nawet kichnąć, żeby nie wyłapali tego paparazzi, a internauci we właściwy sobie sposób skomentowali. Każdy powód jest dobry, żeby jej dołożyć. Gdy poprosiła o wparcie leczenia chorej przyjaciółki, ludzie o mało Lewandowskiej nie rozszarpali – że jak ona może?! Ma tyle pieniędzy, a wyciąga kasę od ludzi! Ludzie piszą takie rzeczy, choć nie wiedzą, co tak naprawdę dla tej przyjaciółki zrobiła – mogła przecież przekazać jej setki tysięcy, miliony złotych! Ale co tam, znowu można się nad Lewandowską poznęcać. Nie dalej jak wczoraj czytam komentarz na jej Facebooku: „Pani Aniu, jest WOŚP, nic Pani nie przekazała”. Oj, ludzie.

Przed świętami Anna odwaliła kawał dobrej roboty i opublikowała na swoim blogu PDF-a ze świątecznymi przepisami do pobrania za darmo. Supersprawa, naprawdę! Ale zaczęły się lamenty: A po co, a na co, a to już nie można zjeść po ludzku? Wkurzyłam się i choć rzadko publikuję komentarze w internecie, to napisałam, że podobno Anna Lewandowska prowadzi blog „Healthy Plan by Ann”, a nie „Fatty Plan by Ann” i że z pewnością znajdą się tacy, którzy z jej przepisów skorzystają. Na przykład ja i wiele innych osób. Dbających o zdrowie, linię czy choćby alergików. Być może trudno w to uwierzyć, ale nie każdy w Boże Narodzenie może sobie pozwolić na bezkarne objadanie się bigosem ugotowanym na kilku kilogramach mięcha.

Obserwuję tę dziewczynę od dawna i muszę przyznać, że na tle innych polskich tzw. WAGs zdecydowanie się wyróżnia. Robi dużo więcej od lansowania się na stadionie podczas meczów polskiej reprezentacji czy publikowania na Instagramie zdjęć z torebką za pięćdziesiąt patyków (czytaj: 50.000 zł, liczba zer się zgadza). Ta dziewczyna ma wiedzę i wykształcenie, o czym można poczytać tutaj. A przecież mogłaby do końca życia tylko leżeć i pachnieć. Jest maksymalnie zaangażowana w to, co robi. W prowadzenie bloga, szkolenia, treningi, książki, płyty wkłada masę energii.

A przecież nie musiałaby!

Ja Annie Lewandowskiej po prostu ufam. Wiem, że jej treningi, wpisy na blogu czy przepisy to nie lipa. Bardzo spodobał mi się jej post o tym, jak poradzić sobie ze świątecznym obżarstwem (link poniżej). Ten wpis to maksimum wiedzy, konkretu, nawet jeśli od rad typu: „Zacznij kolację od deseru” oczy robią się wielkie jak pięciozłotówki. Anna Lewandowska nie leje wody i dlatego chętnie czytam to, co publikuje. Może brakuje jej charyzmy, ale z nią się trzeba urodzić. Przyznaję też, że pierwsza książka Lewandowskiej była trochę pomieszaniem z poplątaniem, lecz nie można zaprzeczyć, że nie przygotował jej laik.

Jak poradzić sobie ze świątecznym obżarstwem? Poznaj moje metody 🙂

Od początku roku stosuję dietę ułożoną przez „Healthy Team”, jak Anna nazywa swój zespół, i mogę powiedzieć tylko tyle, że jestem zachwycona. Dania są wspaniałe. No naprawdę, przy każdym kolejnym posiłku mówię Rafałowi, że Lewandowska powinna dostać za nie Nobla. Gdy czytam listę składników, wydaje się, że to nie ma prawa dobrze smakować. A gdy już zaczynam jeść, okazuje się, że smakuje świetnie. Do tego zasyca na długo i sprawia, że chudnę. Czego chcieć więcej?

Ktoś może mi zarzucić, że robię Lewandowskiej reklamę, a ja dobrze wiem, że robię – i to zupełnie za darmo oraz z własnej nieprzymuszonej woli ;-). Czy jej dieta jest droga? Nie, nie jest. Czy jest wydziwiona? Nie jest. Chyba że olej kokosowy czy awokado to dla was dziwactwo. Dla mnie nie. Inna sprawa, że coraz więcej ludzi chce jeść dobre, zdrowe produkty, a nie tylko białe buły i margarynę. To też wskazówka dla rodziców. Jest 500+, więc nie mogą już ściemniać, że nie stać ich na zdrowe odżywianie. Awokado w Carrefour kosztuje 2,99 zł. Ryż basmati w Biedronce jakieś 2 zł. Kasza gryczana w Lidlu była ostatnio po 1,49 zł.

W Lewandowskiej podoba mi się to, że bez przerwy podnosi sobie poprzeczkę – uczy się, uczestniczy w zjazdach, szkoleniach. Śmieszą mnie ci, co piszą, że jak wrzuci fotkę na Instagram, to się lansuje. Albo „chwali się brzuchem”, gdy publikuje zdjęcia z treningów (jest w ciąży, brzucha w domu nie zostawi).

Ja rozumiem, że większość Polaków musi się urobić po pachy za dwa tysiące miesięcznie, a o Robercie Lewandowskim piszą, że ma szansę zostać pierwszym polskim sportowcem, którzy przekroczy barierę miliarda (!!!) złotych. Ale, do diaska, to powinno motywować, a nie dołować! Niektórzy z zazdrości mają taki ból zębów, że głowa mała. W moich oczach Lewandowscy budzą podziw i szacunek, no ale chyba jestem w mniejszości, bo jak stwierdził Rafał, pod tym względem nie mam natury typowego Polaka. To prawda, nie mam.

A tak na zakończenie odnośnie wielkiej kasy Lewandowskich i bajki, w jakiej podobno żyją: nie sądzę, żeby byli szczęśliwsi od nas. Amen.

Ewa

Artykuł nie jest sponsorowany, choć nie obraziłabym się, gdyby pani Lewandowska zlecała mi kampanie reklamowe 😉

PS KONIECZNIE ZRÓBCIE TO CIASTO:

Ciasto marchewkowe w świątecznej odsłonie

fot. hpba.pl

7

  • W końcu, ktoś napisał na jej temat sensowny artykuł:) Szczerze? Kompletnie nie rozumiem tej fali hejtu. Ale taka już chyba jest nasza polska mentalność- jeśli komuś powodzi się lepiej niż nam to trzeba go zmieszać z błotem…
    Też często korzystam z przepisów z bloga i moim zdaniem są świetne, a ci, którzy twierdzą, że nie stać ich na takie jedzenie, chyba nigdy nie przeliczyli porzadnie ile wydają na nafaszerowaną chemią żywność, którą jedzą codziennie, bo w rzeczywistości koszty wyjdą bardzo zbliżone:)

  • agnesssja

    Super blog! Bardzo mi się podoba 🙂 taki inny, wyjątkowy. Świetnie napisane. Pozdrawiam 🙂

    agnesssja.blogspot.com

  • Ja ogólnie nie rozumiem hejtu na ludzi sławnych, którzy dobrze poradzili sobie w życiu i z tego korzystają. Skoro ma się możliwości to się z nich korzysta, A. Lewandowska jest świetnym tego przykładem 🙂
    Pozdrawiam!

  • Malwina

    Gratulacje! Jestem pełna podziwu i zgadzam się w 1000%. Świetny artykuł, rewelacyjny wpis. MĄDRY i PRAWDZIWY. Mam takie samo zdanie. Kiedy czytam hejty na Anię, zawsze przychodzi mi na myśl ta historyjka z tym osłem na rysynku – dokładnie mam takie skojarzenie. Dzis wchodzę, czytam ten artykuł i widzę tę historyjkę z osłem. PERFEKCYJNE. Tacy właśnie są Polacy. Tak źle, tak niedobrze. Nienawiść, zazdrość, chamstwo. Mega fajna i miła, pracowita osoba. Zachęca do sportu i zdrowego żywienia, kiedy autentycznie grozi nam epidemia otyłości. Tak jak piszesz, czasem w stresie nie wypowie się mega charyzmatycznie i za to od razu hejt. Jezu… żal mi tych ludzi. W ogóle Ania i Robert to taka fajna para Polaków, powód do dumy!!! Kochamy Was!!!