Przestań żyć w poczuciu winy

Jest coś, co zdecydowanie odróżnia nas od mężczyzn – my, kobiety często (za często) żyjemy w poczuciu winy. Widać to szczególnie u młodych matek, które upuściłyby sobie krwi, żeby spełnić oczekiwania innych.

Ty też? Tak? Naprawdę? Cóż. Nie jesteś sama. Podobnie jak inne kobiety, a zwłaszcza matki dzieciom, żyjesz w poczuciu winy. Nie wierzysz? Porozmawiaj z pierwszą lepszą koleżanką – i dobrze wsłuchaj się w to, co mówi.

Jedna z moich dobrych znajomych wyznała ostatnio, że ma wyrzuty sumienia, że nie karmiła syna piersią (z konieczności, nie z wyboru). „Wiesz, dziwnie żyje się ze świadomością, że nie można wykarmić własnego dziecka”. Inna koleżanka, której nie układa się w związku, nie przestaje bombardować się pytaniami typu: Może za mało się starałam? Nie dałam mu tego, czego potrzebował, oczekiwał? Zaniedbałam się? Niepotrzebnie tak bardzo skoncentrowałam się na dziecku? Źle prowadziłam dom? Co zrobiłam nie tak? Jeszcze inna znajoma wciąż wyrzuca sobie, że blisko po roku urlopu macierzyńskiego wróciła do pracy, bo przecież dziecko jej potrzebuje, a ona nie daje mu siebie. Mogę się założyć, że jej mąż, a ojciec wspomnianego dziecka nie pomyślał o sobie w ten sposób nawet przez sekundę.

Znam kobiety – i daję sobie uciąc rękę, że ty również – które o wszelkie związkowo-rodzicielskie porażki obwianiają wyłącznie siebie. Że dziecko choruje, to na pewno ich wina, bo nie dopilnowały, przedwcześnie wysłały je do żłobka, nie karmiły piersią etc. Nadpobudliwe dziecko – ich wina. Niejadek – ich wina. Mały grubasek – tym bardziej ich wina. Mało mówi – ich wina. Dużo płacze – ich wina. Maminsynek – ich wina. Odludek – ich wina. Ich, ich, zawsze ich wina.

O ewentualnych komplikacjach w ciąży nie wspominając: niech tylko cię to spotka (choć oczywiście módlmy się, żeby nigdy tak się nie stało), a nie przestaniesz się zadręczać. Czy to twój – z pewnością niewłaściwy – styl życia na tym zaważył? Niedostatecznie o siebie dbałaś? To na pewno przez tamto małe piwo, które wypiłaś w upalne, sierpniowe popołudnie, jeszcze zanim dowiedziałaś się, że spodziewasz się dziecka. Albo przez aspirynę, którą łyknęłaś, gdy bolała cię głowa. Lub przez nerwy; gdybyś nie była tak wrażliwa i nie wkurzała się o byle co… To wszystko, absolutnie wszystko przez ciebie.

Mea culpa, mea maxima culpa!

Skąd w nas to cholerne poczucie winy? Po części z konstrukcji naszego świata.

Dziewczynki rosną w przekonaniu, że muszą być skromne, że nie powinny się wychylać.

Kolanka mają trzymać razem. Nie można mówić zbyt głośno. Obowiązki trzeba wykonywać bez mrugnięcia okiem – i najlepiej we wszystkim wyręczać młodszego brata, szkolnego kolegę, niezdarnego kuzyna. To sprawia, że w dorosłym życiu kobietom brakuje pewności siebie. Jednocześnie oczekiwania względem nas są olbrzymie. Fajnie napisała o tym Sylwia Kubryńska w książce „Kobieta (dość) doskonała”: „To zaczyna się od niespełnionych oczekiwań. Tak jak my nie spełniałyśmy w dzieciństwie oczekiwań ciotek i pań z przedszkola. (…) To niekończące się dążenie do perfekcji, która wcale nie jest żadną perfekcją, tylko zaciskająją się na szyi pętlą spełniania czyichś niemożliwych do spełnienia oczekiwań. Oczekiwań, których do dziś nie możemy spełnić, choć tak się staramy, tak się sznurujemy, tak się napinamy. I to wieczne niespełnienie oczekiwań wciąż nas wpędza w poczucie winy.”

Zrób rachunek sumienia: ty też się sznurujesz, prawda? Chcesz, bo czujesz, że powinnaś być najlepszą żoną, matką, córką, siostrą, przyjaciółką, pracownicą, szefową… Bo wiesz, że gdy coś pójdzie nie tak, wyrzuty sumienia zeżrą cię od środka. Przecież za bałagan w domu przy kilkumiesięcznym niemowlęciu odpowiadasz wyłącznie ty. Za wszystko inne zresztą też. My, kobiety mamy w sobie gen nieustannego umartwiania się. Szukania dziury w całym. Czytaj: w sobie. Też mam to na sumieniu. Synka rozbolał brzuszek? Na pewno coś zjadłam, na pewno coś zjadłam. Popłakuje? Dlaczego ja, jego matka, nie wiem, co mu jest, nie potrafię mu pomóc? Próbuję jedną ręką coś napisać, podczas gdy drugą ręką macham grzechotką nad dzieckiem? W głowie zapala mi się lampka kontrolna. Co ja wyprawiam? Dziecko mnie potrzebuje, powinnam zaangażować się w to, co z nim robię, na sto procent. Powinnam dawać z siebie wszystko, wciąż wymyślać coś nowego, kreatywnego…

A teraz, droga młoda mamo. Spróbuj zmienić swój punkt widzenia.

Nie karmiłaś piersią? To nie karmiłaś, widocznie miałaś dobry powód. Twoje dziecko będzie zdrowe i pogodne, jak miliony dzieci karmionych mieszanką.

Nie rodziłaś siłami natury? No i co z tego? Ważne, że dałaś życie, że dzięki tobie na świecie jest człowiek.

Myślisz, że jesteś złą matką, bo nie chcesz mieć więcej dzieci? A gdyby twój partner przejął na siebie połowę obowiązków, to byłoby inaczej?

Twoje dziecko ma wysypkę? Niekoniecznie dlatego, że coś zjadłaś (o ile karmisz piersią) albo je przegrzałaś. A nawet jeśli, to do diabła! Przebierasz dziecko 365 dni w roku, często po kilka razy dziennie. Jak często robi to ojciec malucha? No właśnie. I kto tutaj powinien mieć wyrzuty sumienia? Poza tym dziecko mogło zareagować alergicznie na nowy kosmetyk, niekoniecznie ten, który TY kupiłaś.

Poczucie winy po części, jak wnioskuję z obserwacji, bierze się też z osamotnienia. Z tego, że kobiety nie dostają wystarczającego wsparcia od swoich partnerów, rodziców. Zaharowują się, tyrają, a często nie usłyszą nawet jednego dobrego słowa. A ponieważ np. w wychowaniu dzieci nie mają nikogo do pomocy, trudno się dziwić, że (raz) ewentualnych przyczyn niepowodzeń szukają w sobie (no bo w kim innym, skoro wychowują same?) i (dwa) czasem potrzebują chwili odpoczynku, dziesięciu minut dla siebie. Trudno się więc im dziwić, że kładą dziecko pod karuzelą i nie lecą z wywieszonym językiem, gdy królewicz zaczyna marudzić, bo po trzydziestu sekundach poczuł się znudzony. Tak, sama mam karuzelę – i nie zawaham się jej użyć.

Zresztą, nie chodzi tylko o macierzyństwo. Agnieszka* (imiona dziewczyn w tym akapicie zmieniłam) ma nienormalną pracę, z której praktycznie nie wychodzi kosztem wolnego czasu. Ale gdy szef chce, aby została dłużej, nie potrafi odmówić – nie chce go zawieść, źle wypaść w jego oczach, zawalić obowiązków, choć ma pracodawcę krwiopijcę i psychopatę w jednym. Maja nigdy nie odmówi rodzicom i stanie na rzęsach, by zrobić, o co ją poproszą (jest żoną, matką, prowadzi firmę). Nie umie inaczej. Bo gdyby powiedziała, że tym razem nie może, to miałaby wyrzuty sumienia. Syn Karoliny ma dwa i pół roku i jeszcze nie korzysta z nocnika. Karolina ciągle czuje się winna, że wciąż zakłada mu pieluszki – bo inne dzieci, młodsze od jej pociechy, dawno z nocnika korzystają. Bo rodzina, znajomi pouczają ją, że to już, że czas najwyższy; komuś „przypadkiem” wymsknęło się, że za dziecko nieumiejące korzystać z nocnika odpowiada leniwa matka. A gdzie w tym wszystkim jest ojciec? Myślicie, że on też zmaga się z poczuciem winy, gdy widzi w domu Pampersy zamiast nocnika na honorowym miejscu?

Katowanie się poczuciem winy to nasza domena. Cecha, której nie znajduję w mężczyznach. I powiedz: czy tak się da żyć? Nie. Nie da się. Dlatego odpuść. Po prostu.

Nie musisz być we wszystkim najlepsza. Zrozumiałam to, gdy urodziłam syna.

Teraz wreszcie pozwalam sobie na zdania typu „nie mogę”, „nie dam rady”, „nie tym razem”. Choć jestem feministką, tym razem z pełnym przekonaniem mówię: Bierz przykład z mężczyzn. Po prostu, kurczę, odpuść!

Ewa

7

  • Trafiłaś w sedno sprawy. My kobiety jesteśmy własnie wychowywane w taki sposób. Wymaga się od nas perfekcji. Sam obecnie jestem w ciąży i jak powiem otwarcie że zamierzam iść tylko na urlop macierzyński – 6 miesięcy to czuje jak spojrzenia innych matek mnie zabijają. Widzę w ich oczach przerażenie że jak to tak można.
    Tak , masz rację. To nie nasza wina 🙂

    • conatonatorscy.pl

      To prawda. Mam wrażenie, że poczucie winy towarzyszy matkom absolutnie na każdym etapie. Ostatnio znajoma powiedziała mi, że ma poczucie winy, bo podaje dziecku jedzenie w słoiczkach, zamiast gotować… I skąd ja to znam… 😉

      • Bo matki powinny wszystko same robić, opiekować się dzieckiem, domem, mężem, chodzić do pracy a przy tym wszystkim zawsze wyglądać perfekcyjnie 🙂
        Kiedyś przyjdzie taki czas że ludzie inaczej będą patrzeć na te sprawy. Czekam na to.

  • Rzeczywiście bardzo często niepotrzebnie się obwiniamy, a przecież to nie zawsze my jesteśmy winne! Tak jak już ktoś pode mną napisał- trafiłaś w sedno.

  • Agata Gliwa

    w samo sedno! Myślę, że duże znaczenie ma tu otoczenie (co za rym) 😀
    Jestem młodą mamą, ale przeżyłam dokładnie to co opisujesz i czuje to każdego dnia. Zosia miała rewolucje brzuszkowe – moja wina, bo napiłam się soku albo coś zjadłam. Ma katarek ? pewnie źle ją ubieram. itd, itp. Myślę, że dodałaś mi skrzydeł i muszę pozytywniej zacząć myśleć. 😉

    http://rodzina2plus1.blogspot.com/

  • Heavenly Gorgeous

    Jakie to prawdziwe..Zawsze się obwiniamy, bierzemy na barki często niż jesteśmy w stanie unieść… Otoczenie w którym funkcjonujemy na co dzień na pewno w ogromnym stopniu na to wpływa.. choćby to, jak zachowują czy zachowywali się nasi rodzice po kłótniach… dla nas kobiet szczególnie ważna jest wtedy matka.. Genialny post, naprawdę. Oby tak dalej. H&G