Jak pokochałam czytnik książek

Choć książki papierowe zawsze będą numerem jeden w moim sercu, to okazało się, że czytanie e-booków może być równie fantastyczne.

Zawsze byłam na nie. Nie lubiłam czytać książek na komputerze. Przez jakiś czas próbowałam w smartfonie, ale ten mały ekran i to niebieskie światło… Choć moja przyjaciółka zauważyła kiedyś – i chyba całkiem słusznie – że książkę czyta się raz, po czym odkłada na półkę, gdzie staje się bibelotem zbierającym kurz, to ja jednak zawsze lubiłam otaczać się książkami. Lubię je kupować, mieć własne egzemplarze, wracać do nich, pożyczać je innym. Dlatego koncepcja czytników e-booków do mnie nie przemawiała.

Jak dotąd.

W ciągu dnia nie mam zbyt wiele czasu dla siebie. Na czytanie zostają wieczory, a najczęściej chwila przed snem. Sęk w tym, że do naszego łóżka wprowadził się pewien mały chłopczyk ;-). Jak więc czytać, gdy śpi obok? Palić mu nad głową lampkę? To nie jest dobry pomysł, bo Filipek najlepiej śpi w półmroku. Próbowałam świecić sobie latarką albo specjalną bezprzewodową lampką, ale uwierzcie, to był cyrk. Zainteresowałam się więc tematem czytników – zachwalano, że te nowoczesne nie męczą oczu, są lekkie, poręczne i czyta się je jak prawdziwą książkę.

W końcu mój mąż odczytał to z moich myśli i podarował mi pod choinkę czytnik e-booków. Choć to oczywiście nie wszystko – trzeba też mieć do e-booków legalny dostęp. O to Rafał także się zatroszczył, wykupując dla mnie pakiet bez limitu w dużym serwisie z książkami elektronicznymi.

Początki do najprostszych nie należały – trzeba było wszystko skonfigurować i choć oceniam, że raczej nie było to trudne, to ja jako humanistka robię takie rzeczy dwa razy wolniej ;-). Przyznaję, że byłam pełna obaw, czy czytnik skradnie moje serce. I wiecie co? Owszem, skradł.

Błyskawicznie okazało się, że e-czytanie jest bardzo korzystne:

• Znowu czytam przed snem! Mój inkbook został tak skonstruowany, że troszkę przypomina papier (no dobrze, troszkę ;-). Oświetlenie jest łagodne dla oczu. Nie ma tutaj żadnego agresywnego niebieskiego światła, bardzo szkodliwego dla wzroku.
• Czytam też nad ranem (w luźniejsze dni) i gdy mogę sobie na to pozwolić. Ostatnio zaczęłam sięgać po czytnik podczas usypiania dziecka (najpierw czytamy jego książeczki, a gdy mały zaczyna odpływać, czytam sobie).
• Faktycznie jest lekki i poręczny. Dzięki temu mam go zawsze przy sobie. Np. kiedy wybieram się na badania albo do fryzjera, czytnik wrzucam do torebki.
• Oszczędzam. Pakiet bez limitu kosztuje miesięcznie ok. 50 zł, czyli mniej więcej tyle, ile dwie przecenione albo cienkie powieści bądź jedna długa, porządna, w grubej oprawie.
• Mogę czytać, co chcę. W tej chwili mam pobranych kilkanaście książek. Raczej nie przeczytam wszystkich, ale do wszystkich w najbliższym czasie zajrzę. Czasem chcę tylko nieco posmakować stylu autora albo przeczytać scenę otwarcia. Pogodziłam się z tym, że nie jestem w stanie przeczytać wszystkiego, co bym chciała. Ale dzięki czytnikowi przynajmniej mogę do wszystkiego zajrzeć.
• Po prostu pobieram i otwieram. Nie muszę iść do księgarni, szukać wybranego tytułu itp. Chyba że dla przyjemności!
• Gdy wyjeżdżam, nie muszę taszczyć ze sobą grubaśnych książek, co jest niewątpliwym atutem w podróży, a zwłaszcza na lotnisku, gdzie liczy się każdy kilogram.

Czytnik tak się jakoś do mnie przykleił, że zawsze mam go w zasięgu wzroku i ręki. Nadrobiłam dzięki niemu spore zaległości w czytaniu. Od początku roku przeczytałam już:
• Anna Cieplak, Ma być czysto (5/10)
• Paulina Świst, Prokurator (5/10)
• Natalia Fiedorczuk, Jak pokochać centra handlowe (7/10)
• Katarzyna Bonda, Maszyna do pisania (6/10)
• David Vann, Legenda o samobójstwie (5/10)

Czytanie jest bardzo ważną czynnością w moim życiu, choć słowo czynność to duże uproszczenie. Czytam i jako czytelniczka, i jako pisarka. Przyjemne (zazwyczaj) łączę z pożytecznym. W moim czytniku bateria ładuje się błyskawicznie i starcza na bardzo długo. Przyznaję, że trochę brakuje mi w naszej domowej biblioteczce nowych książek, co nie znaczy, że przestałam je kupować. Od pewnego czasu praktykuję coś, co wcześniej nie mieściło mi się w głowie, to znaczy czytam dwie książki naraz. Jedną na czytniku (szybciej, częściej), a drugą w wersji papierowej (wolniej, rzadziej).

Właśnie w wersji papierowej skończyłam czytać Opowieść podręcznej Margaret Atwood (8/10).

Teraz czytam:
• Izabela M. Krasińska, Pod skrzydłami miłości (czytnik)
• Grzegorz Bartos, Nigdzie teraz, teraz tutaj (papier)

Lokalny patriotyzm wziął mnie w swoje władanie, bo oba tytuły wyszły spod pióra radomskich autorów ;-).

Jestem bardzo zadowolona z czytnika e-booków i nigdy bym siebie o to nie podejrzewała, ale zachęcam, aby z nich korzystać. To produkt adresowany zwłaszcza do osób zabieganych. Poczytajcie przed snem, w kolejce u lekarza, podczas karmienia dziecka piersią, w korku albo nawet, hm… tam, gdzie król chadza piechotą. Nie żartuję. Zostawcie te smartfony w cholerę i przerzućcie się na książki, choćby elektroniczne. W końcu treść pozostaje niezmienna.

Ewa

To nie jest artykuł sponsorowany ani nie zawiera płatnego lokowania produktu. Korzystam z tego czytnika. Jeśli klikniecie w ten link i zdecydujecie się na zakup, na moje konto powędrują grosiki. Dziękuję. A tutaj możecie kupić moje książki (w wersji papierowej).

1