Pierwsza ciąża: co mi się przydało (a co mogłam sobie darować)

Taak… Polka mądra po szkodzie. I choć o żadnej szkodzie w kontekście rodziny nie może być mowy (no skąd!), to jako świeżo upieczona mama już wiem, jakie rzeczy okazały się strzałem w dziesiątkę, a co zupełnie się nie sprawdziło.

Podobno kobiety w pierwszej ciąży potrafią wydać fortunę na rzeczy dla dziecka, które ma się wkrótce narodzić. To zrozumiałe. Jest jednak jeden haczyk: dziś gadżetów i akcesoriów mamy zatrzęsienie. I jak tu nie zwariować? Ja też przewertowałam cały internet w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, co mi jest potrzebne. Dziś już wiem, bez czego nie wyobrażam sobie życia. Być może ktoś skorzysta z tych podpowiedzi. Ja też korzystałam z porad udzielanych w artykułach i na forach. Zatem – korzystajcie!

Nasze hity:

– Składana wanienka (Karibu) – niezastąpiona w małym mieszkaniu i w podróży. Uważam, że jest warta każdych pieniędzy. A swoje kosztowała – jakieś 150 zł. Nie żałuję, polecam, kupiłabym raz jeszcze. Składa się praktycznie na płasko, dzięki czemu można ją np. wsunąć za komodę albo wrzucić do bagażnika. Nie wyobrażam sobie zawalania małej łazienki wielką, plastikową wanną.

– Rożek – nasz absolutny hit. Do jego zakupu namawiano nas już w szkole rodzenia. Zatem kupiliśmy – i nasz synek go pokochał. W szpitalu owinięty rożkiem spał spokojnie, podczas gdy inne maluchy wyły bez końca. W pierwszych tygodniach rożek zastępował nam kołderkę. Lulanie, bujanie, noszenie, nawet karmienie dziecka w rożku jest naszym zdaniem dużo łatwiejsze niż robienie tego wyłącznie na własnych rękach.

– Laktator – często spotykam się z opinią, że to zbędny wydatek. Być może dla kobiety, która ma mało pokarmu i nie rozstaje się z dzieckiem nawet na chwilę. U mnie laktator w pierwszych miesiącach był jednym z częściej używanych gadżetów. Po pierwsze: pokarmu miałam (i mam) naprawdę dużo, daruję sobie szczegółowe opisy. Po drugie: gdy chciałam albo musiałam wyskoczyć bez synka, odciągałam pokarm i wiedziałam, że gdy przyjdzie pora karmienia, nasz Filo dostanie moje mleko, a nie modyfikowane. Teraz, gdy synek ma ponad pół roczku, sprawa wygląda już inaczej, bo zaczął wcinać stałe pokarmy.

Tutaj dwie ważne uwagi:

#1: Ręczny czy elektryczny? To zależy. Gdy laktacja ruszyła u mnie na dobre, żeby ułatwić sobie sprawę, od koleżanki pożyczyłam elektryczny, bo to spory wydatek. Przydawał się. Potem okazało się jednak, że równie szybko i sprawnie pokarm odciągam… ręcznym laktatorem z Canpola za 40 zł. Zatem lepiej kupić ręczny, a elektryczny pożyczyć i przekonać się na własnej skórze, co wam bardziej odpowiada.

#2: Czy podawanie dziecku butelki nie zaburzy laktacji? Tak mówią. Że z butelki łatwiej leci, więc dziecko przyzwyczajone do smoczka odrzuci pierś. U nas nic takiego nie miało miejsca – synek kocha pierś, z butelki też pił. Ale to pewnie dlatego, że butelki nie nadużywaliśmy i podawaliśmy ją w potrzebie. Na pewno kluczowy jest pierwszy miesiąc.

– Rogal do karmienia – gdy sobie pomyślę, jak męczyłam się na początku bez rogala… Ta kopa poduszek na kolanach, te kocyki, książka pod stopą, żeby noga była wyżej (o zgrozo!). Dopiero przyjaciółka zasugerowała mi, że rogal ułatwiłby mi życie. Pożyczyła. Powinnam postawić jej pomnik. Z rogalem karmiłam i karmię na luzie, a dostawianie dziecka nie trwa godzinami. Naprawdę polecam.

– Nasadki na piersi – koszmarem były dla mnie początki karmienia. Ból piersi był nie do wytrzymania. Zaciskałam zęby, ale karmiłam. Płakałam, ale karmiłam. Tylko co to właściwie było za karmienie? Są podobno kobiety, którym karmienie piersią od początku przychodzi z łatwością i nie czują bólu. Reszcie polecam nasadki (osłonki) na sutki. Po dwóch miesiącach mogłam wreszcie karmić bez nich.

Tutaj dwie ważne uwagi:

#1: Jakie nasadki wybrać? Ważna rzecz. Początkowo miałam z Canpola. L-ki i S-ki. Używałam raz jednych, raz drugich. Gdy jednak wezwałam położną laktacyjną, poleciła mi nasadki z Medeli – mają inny kształt i ten akurat w moim przypadku sprawdził się dużo lepiej. Wnioski? Każda pierś jest inna, dlatego warto sprawdzić, jakie osłonki są najlepsze dla was.

#2: Czy nasadki nie zaburzą laktacji? Tym również straszą. Nie wiem, z czego mogłoby to wynikać, ale nie widzę związku między ilością pokarmu a osłonkami. Mój maluch chętnie ssał pierś i z nasadką, i bez niej. Najadał się tak czy siak. Dowód: w pierwszym miesiącu życia przytył ok. 1300 g.

– Podkłady do przewijania – kupujemy w Rossmannie za 14 zł, a w promocji za 10 zł. Rozkładam je na przewijaku albo łóżku, gdy chcę, aby synek poleżał sobie trochę bez pieluszki. Podkłady są też niezbędne, kiedy przewijam dziecko u kogoś albo w samochodzie (co zdarzyło mi się już nieraz).

– Karuzela – pożyczona. Zawiesiliśmy ją Filipkowi, gdy skończył dwa miesiące. Polubił ją! Najwspanialsze jest to, że leży sobie pod nią i… się śmieje! A my mamy 15-20 minut dla siebie. Młodzi rodzice wiedzą, ile to jest 15-20 minut!

Warto mieć:

– Woreczki na brudne pieluszki (Paklanki) – latem, gdy brudne pieluszki zalegają w koszu na śmieci (choćby kilka godzin!), woreczki naprawdę się przydadzą. Jesienią i zimą zresztą też. No i są niezastąpione, gdy zmieniamy pieluszki poza domem.

– Maść do brodawek Purelan – w składzie ma czystą lanolinę. Mój hit. Droga to rzecz niemiłosiernie, ale naprawdę skuteczna. Moim zdaniem nie warto tracić kasy na tańsze preparaty.

– Podgrzewacz do pokarmu – o ile podajesz dziecku butelkę. Mamy prosty podgrzewacz Chicco (kosztował ok. 70 zł) na butelki i słoiczki. Szybko podgrzewa pokarm do optymalnej temperatury. Naprawdę ułatwia życie – nie tylko nam, ale również babciom, gdy zajmują się naszym berbeciem. Teraz podgrzewamy w nim stałe pokarmy.

– Wkładki laktacyjne do biustonosza – niezbędne, podobnie jak stanik do karmienia. Miałam już przygody z morką koszulką, gdy o wkładkach zapomniałam. Dziękuję, postoję.

– Przewijak – u nas w formie nakładki na łóżeczko. Jasne, można przewijać dziecko na sofie albo (serio?) na dywanie, ale jeśli nie chcesz wkrótce trafić na rehabilitację kręgosłupa, pomyśl o przewijaku.

Nie mam, nie miałam i nie widzę potrzeby, żeby kupować:

– Myjki i gąbki do kąpieli – dziecko myję dłonią, a myjki i gąbki to siedlisko bakterii

– Sterylizator do butelek – butelki wygotowałam, a teraz dokładnie myję ekopłynem, ciepłą wodą i wyparzam

– Monitor oddechu – tylko przez pierwsze 2-3 dni zastanawiałam się, czy dziecko oddycha, a pierwsza noc, którą Filo spędził sam w łóżeczku, była dla mnie bezsenna. Teraz już wiem: dziecko oddycha, a jeśli łóżeczko jest obok waszego łóżka, monitor wydaje mi się zbędny.

– Waga – po co i na co? Malucha ważymy przeciętnie raz na miesiąc w przychodni.

1

  • Dagna Osi

    To ja jeszcze dodam do wszystkiego Szumimisia. Wiem, że u niektórych działa, u niektórych nie ale dla mnie i mojej znajomej, której oddałam go w spadku gdy mój maluch wyrósł na tyle żeby dawać sobie radę bez niego, to był must have! Przez pierwsze parę miesięcy naprawdę ratował mi skórę gdy przebodźcowałam synka lub nie dałam mu zasnąć gdy tego potrzebował lub nawet gdy byłam na grillu i rodzinne rozmowy mogły małego wybudzać. Polecam każdemu!

  • No ja się zastanawiam czy faktycznie kupować podgrzewacz do pokarmu cy darować sobie ten wydatek. I prawdę mówiąc wciąż nie wiem. Na razie nie kupuję, jak będzie potrzebny to sobie sprawimy. Póki co młoda rodzi się za dwa miesiące i nam już głowa paruje od tego co kupić, a czego nie 😛

    • Ewa PN

      My podgrzewacz kupiliśmy i jest cały czas w użyciu, a Filipek ma już 9 miesięcy. Najpierw podgrzewaliśmy mleczko (choć karmiłam piersią, ale np. odciągnięte), a teraz słoiczki i obiadki „z wczoraj”. Tak więc polecam, a nawet mamy dwa – jeden u nas, drugi u dziadków, oba non-stop używane. Tylko trzeba kupić taki i na butelki, i na słoiki.