Pięć powodów, dla których warto pokochać jajecznicę

Nie wyobrażam sobie bez niej niedzielnego śniadania, choć znam też bardziej fanatycznych smakoszy, którzy przyrządzają jajecznicę niemal codziennie. W sumie nie powinno mnie to dziwić, bo to jedna z niewielu potraw, które za każdym razem smakują trochę inaczej. Ale zawsze wspaniale…

Po pierwsze, dla zdrowia

W przyrodzie trudno znaleźć bardziej doskonały produkt niż jajko. Jego białko zostało nawet uznane przez FAO, czyli ONZ-owską organizację do spraw wyżywienia i rolnictwa, za międzynarodowy wzorzec przyswajalności składników odżywczych. Ten żywieniowy skarb produkowany przez bohaterskie kury trudno czymkolwiek zastąpić. Nawet amerykańscy naukowcy wciąż nie zaleźli sposobu, jak zrobić jajecznicę bez jajek.

Mimo to na przełomie XX i XXI wieku poczciwe jajo stało się ofiarą „czarnego PR-u” na bezprecedensową skalę. Byliśmy bez przerwy atakowani informacjami o cholesterolowej bombie, która rzekomo miała tykać w żółtkach, skąd zresztą wzięło się powielanie do dziś przekonanie, że nie powinniśmy jeść więcej niż trzy jaja na tydzień. Wyniki najnowszych badań zdecydowanie obaliły te mity.

Możemy pochłaniać tyle jajek, na ile mamy ochotę. Bez uszczerbku na zdrowiu, a nawet z korzyścią dla niego.

Zawartość białek czyni bowiem jajecznicę posiłkiem o potężnych wartościach odżywczych. Znajdziemy w niej m.in. aminokwasy egzogenne, których nasz organizm nie wytwarza, a są dla niego niezbędne. Jajko to skarbnica witamin E, A, D i B5, czyli kwasu pantotenowego chroniącego serce i wzmacniającego system odpornościowy. Nie brakuje w nim innych ważnych mikroelementów: wapnia, żelaza, fosforu czy magnezu.

Bez względu na to, jakich jaj użyjemy do przygotowania jajecznicy: kurzych, strusich, kaczych czy przepiórczych, najważniejsze, by były świeże. Jak to sprawdzić? Wkładamy jajko do naczynia z wodą i obserwujemy, jak się zachowuje. Bardzo świeże leży poziomo na dnie, stare, którego nie powinniśmy spożywać, będzie wypływać na powierzchnię. Lekko zmierzające ku powierzchni wody jest średnio świeże, ale zwykle nadaje się do jedzenia. Swoje przypuszczenia możemy potwierdzić, wąchając zawartość skorupki.

Na właściwości odżywcze jajecznicy wpływają też dodatki, a zwłaszcza tłuszcz, na którym ją przyrządzamy.

Najczęściej jest to masło, jednak nie brakuje także miłośników tradycyjnych dodatków – boczku lub słoninki, które u dietetyków wywołują zwykle ciarki na plecach. Warto jednak pamiętać, że boczek wieprzowy ma również zalety, m.in. dostarcza solidnej dawki żelaza oraz pełnowartościowych białek regulujących funkcjonowanie centralnego układu nerwowego i mających wpływ na nasz stan emocjonalny, nastrój, pamięć czy koncentrację. Jest także skarbnicą nasyconych kwasów tłuszczowych, które wprawdzie podnoszą poziom „złego” cholesterolu, ale jednocześnie zapewniają organizmowi skoncentrowaną formę energii i odgrywają trudną do przecenienia rolę w transportowaniu witamin: A, D, E czy K.

Jeśli boimy się boczku, możemy zastąpić go bardzo modnym ostatnio olejem kokosowym, który jest nie tylko zdrowy, ale także uchodzi za tłuszcz najlepszy do smażenia przez wzgląd na bardzo wysoką temperaturę palenia. Należy jednak pamiętać, by używać oleju rafinowanego, czyli bezwonnego. No chyba, że lubimy jajecznicę o kokosowym posmaku.

Ostatnio popularne staje się przygotowywanie potrawy w naczyniach podgrzewanych parą. Jajka ścinają się wówczas wolniej i bardziej równomiernie. Tak przyrządzana, „beztłuszczowa” jajecznica polecana jest dla małych dzieci. Ja za taką dziękuję.

Po drugie, dla tradycji

Od kiedy pamiętam, w niedzielę zawsze jadłem jajecznicę. Gdy byłem małym chłopcem, pomagałem w jej przygotowywaniu. Zwykle otrzymywałem zadanie „rozbełtywania” jajecznej masy. Tata, który tego jednego dnia zamieniał się z mamą rolami i obejmował rządy w kuchni, wzbogacał potrawę różnymi dodatkami. Czasem zaskakującymi, np. drobno pokrojonym ciastem naleśnikowym albo ugotowanymi ziemniakami. Efekt okazywał się zawsze fantastyczny.

Jajecznica na polskich stołach ma jednak znacznie dłuższą historię. Przepisy na tę potrawę pojawiły się już na kartach pierwszej polskiej książki kucharskiej – legendarnego „Compendium Ferculorum”, której autorem był Stanisław Czarniecki, sekretarz królewski, podstoli żytomierski, a przede wszystkim długoletni kuchmistrz wojewody krakowskiego Aleksandra Michała Lubomirskiego.

Proponował on m.in. jajecznicę prostą („Rozbij jajec, wlej na masło w rynkę a usmażywszy daj z rynką na stół, możesz też cebulki młodej zielonej, albo pietruszki drobno ukrajać”), z winem („Masła w rynce rozpuść, jajec rozbij z winem i cukrem, i cynamonem, ubij to społem, a wlej na gorące masło, usmażywszy daj z rynką a nie mieszaj”) oraz ze słodką śmietaną („Rozbij jajec z śmietaną słodką, wlej na gorące masło, smaż a mieszaj, a daj z rynką na stół dodawszy soli z potrzebą”).

O zamiłowaniu Polaków do pałaszowania jajecznicy pisał też Zygmunt Gloger w słynnej „Encyklopedii staropolskiej”. Według niego najpowszechniejszą formą potrawy były jaja smażone na maśle lub słoninie, wzbogacone szczypiorem i kiełbasą.

Jajeczna potrawa pojawia się oczywiście również w polskiej literaturze.

Dla Nikodema Dyzmy, durnia i prostaka, który na skutek przedziwnych zbiegów okoliczności dostał się na salony, synonimem luksusu była jajecznica z dziesięciu jaj z szynką, koniecznie tłusta – jak zaznaczał.

Bohaterowie „Siekierezady” Edwarda Stachury jedzą wspólnie jajecznicę z patelni i przepijają bimbrem. Muszę kiedyś spróbować tej wersji.

Po trzecie, dla kulinarnej zabawy

Nie bełtam już jajecznej masy dla taty. Dorosłem, wyprowadziłem się z domu i ożeniłem, ale tradycja niedzielnej jajecznicy przetrwała życiowe rewolucje. Zwykle w piątek planuję, co tym razem trafi na patelnię. Czasem decyduję się na wersję podstawową, czyli jajka plus szczypiorek, innym razem stosuję bardziej wykwintną recepturę z bekonem, pomidorami i szczyptą curry.

Po tacie odziedziczyłem skłonność do jajecznicowych eksperymentów, których najlepszym testerem jest moja kochana żona. Bywa, że surowym.

Uznania Ewy nie wzbudziła np. jajecznica z wątróbką. Za to polubiła wersję z kaszanką, choć od czasu, gdy stała się fanką zdrowego stylu odżywania, w potrawie częściej lądują szparagi, szpinak czy marchewka. I, co ciekawe, jajecznica wcale nie traci wówczas na walorach smakowych.

Niekiedy wzbogacamy ją podsmażonymi grzybami: pieczarkami, a w sezonie przede wszystkim aromatycznymi kurkami lub rydzami. Z jajkami wspaniale komponują się także łosoś, krewetki albo pokrojony miąższ awokado. W pogoni za nowymi doznaniami wrzucamy na patelnię pikantną kiełbasę chorizo czy suszone szynki z Włoch i Hiszpanii. Naszym ostatnim hitem okazała się jajecznica ze zgrillowanym wcześniej halloumi, czyli greckim serem wytwarzanym z mleka owczego albo mieszanki mleka owczego, koziego i krowiego, z dodatkiem mięty.

Danie stanie się bardziej puszyste i delikatne, gdy jajka połączymy ze śmietaną, mlekiem i odrobiną wody. Świeży posmak zapewni jajecznicy… starta skórka z cytryny lub pomarańczy. Na koniec można dodać utarty żółty ser albo tabasco. Zamiast tradycyjnego szczypiorku jajecznicę warto doprawić bazylią czy kolendrą, a poszukiwacze oryginalnych smaków mogą też dodać posiekane listki świeżej pokrzywy (maj to najlepszy okres na ich zbieranie). Parząca roślina to jedno z najbogatszych naturalnych źródeł żelaza, remedium na anemię oraz skuteczny sposób na oczyszczenie organizmu z toksyn.

Po czwarte, dla łatwości przyrządzania

Biografowie Włodzimierza Lenina odnotowują, że małżonka „wodza rewolucji” Nadieżda Krupska była całkowitym antytalentem kulinarnym, a jedyne, co jej się udawało, to właśnie jajecznica, którą ponoć przygotowywała na wiele sposobów, najchętniej z cebulą i pomidorami. To najlepszy dowód na to, że z tą potrawą poradzą sobie nawet kuchenni dyletanci.

Najlepiej smażyć ją na grubej patelni, która zapewni równomierny przepływ ciepła. Niezbyt długo – 2-3 minuty. W tym czasie musimy być bardzo uważni – jajecznicę trzeba cały czas mieszać drewnianą łyżką, ale delikatnie i niezbyt szybko. Przynajmniej według mnie, bo moja żonka woli czekać aż masa się trochę zetnie. W każdym razie nie dopuszczajmy do przywierania jej do brzegów i spodu patelni.

Jajecznica powinna być delikatna i soczysta. Największym błędem jest wysmażenie jej na „suchy wiór” lub pozostawienie fragmentów surowego białka, choć oczywiście wszystko zależy od indywidualnych upodobań.

Po piąte, dla smaku

Ten punkt jest tak oczywisty, że pozostawię go bez komentarza.

Rafał

Fot. główne Pixabay

5

  • Kiedy czytam o „jajecznicowych eksperymentach” przypomina mi się mój brat, który smażąc jajka wsypuje do nich niemal wszystkie rodzaje przypraw, jakie znajdzie w półce. 😀
    Jajecznicę na śniadanie jadam i to nie tylko w niedzielę. Dobrze, że mit, iż jajka można jeść jedynie raz czy dwa w tygodniu, został obalony.
    Choć ostatnio spotkałam się z przypadkiem, które stwierdził, iż jajek jeść na śniadanie nie będzie bo straci płodność… 😀

    • Rafał Natorski

      Z tą płodnością to ciekawa historia, bo wydawać by się mogło, że właśnie trzeba jeść wtedy więcej jajek 😉 Generalnie w dobie internetu ludzie stali się bardzi łatwowierni i bezkrytycznie wierzą w rozmaite teorie, nawet te najgłupsze…