Superbohaterka – to kobieta, która mówi, że usunęła ciążę, czy ta, która mówi, że urodziła pomimo przeciwności?

Napisałabym: zamknijcie oczy, ale wtedy nie przeczytalibyście tego tekstu. 😉

Zatem wyobraźcie sobie sytuację: ktoś z waszych znajomych informuje na Facebooku, że oszczeniła mu się suka, lecz dla szczeniąt nie ma miejsca w jego mieszkaniu, dlatego postanowił je uśpić.

Jak byście zareagowali?

Wiem, jak ja bym zareagowała. Byłabym oburzona. Wściekła. Poruszona. Uznałabym znajomego za osobę bezduszną. Nie miałabym dla niego litości. Wiele straciłby w moich oczach.

A teraz wyobraźcie sobie, że z takim tekstem wyskakuje osoba publiczna. Już ktoś to zresztą zrobił (żeby to raz!) – była zadyma. Przed kilkoma laty na cenzurowanym znaleźli się Anna Faris i Chris Pratt. Aktor poinformował w sieci, że „odda komukolwiek” swojego kota. „Moja żona i ja planujemy powiększyć rodzinę i ABSOLUTNIE NIE MOŻEMY mieć zwierzęcia, które obsrywa nam cały dom” – wyznał (chyba w jego mniemaniu żartobliwie). Podobna sytuacja miała miejsce pod koniec ubiegłego roku. Faris i Pratt mieli zostawić na ulicy swojego psa (zwierzę znaleziono porzucone i wygłodniałe – właścicieli ustalono dzięki elektronicznemu chipowi).

Justin Bieber, Beyoncé, Paris Hilton – o nich też pisano, że porzucają zwierzęta. Ta ostatnia została nawet uznana „najgorszym właścicielem psa na świecie”. Internauci nie pozostawili na nich suchej nitki. „Bez serca”, „Wyrodni”, „Pieprzony gnojek”, „Okropny człowiek”, „Szuja i tyle”, „Na taką miłą wygląda ta laska, a to zwykła bestia”, „Jak można coś takiego zrobić biednemu zwierzęciu?”.

Ale nie o porzucanych psach będzie ten artykuł.

Wróćmy jeszcze raz do znajomego, który postanowił uśpić szczenięta, bo uznał, że ma za małe mieszkanie.

Wyobraźcie sobie, że nie chodzi o psiaki.

Pomyślcie, że chodzi o człowieka.

Jak byście zareagowali, co poczuli, gdyby wasza znajoma wyznała, że pozbyła się dziecka, bo ma ciasne mieszkanie? A teraz pomyślcie, że zrobiła tak osoba publiczna. I została za to uznana Superbohaterką.

Natalia Przybysz.

W październiku 2016 zrobiła się zadyma za sprawą wywiadu, jaki wokalistka udzieliła „Wysokim Obcasom” przy okazji premiery utworu „Przez sen”.

Paulina Reiter: Jaką historię ty opowiadasz w „Przez sen”?

Natalia Przybysz: To historia o aborcji. I o uczuciach. O wpadce. Trafiła się ludziom dorosłym, rodzicom dwójki dzieci, którzy już mają jakąś wizję swojego życia. Ich historia po tych wielu latach razem zaczyna się jakoś kleić, zgadzać, jest im dobrze. Nie zawsze jest kolorowo, bo każda rodzina ma swoje trudne momenty, ale ogólnie jest im dobrze. Nie chcą teraz niczego zmieniać, zaczynać od początku.

Śpiewasz: Znaleźli lek, który nazywa się „nie”.

Podejmują decyzję, że nie wchodzą w tę nową historię. Nie chcą bezwładnie unosić się w życiu tylko na tym, co przynosi los. Zależy im też na jakości tego życia, które już mają. Nie chcą wracać do pieluch. Nie chcą szukać większego mieszkania teraz. 60 metrów kwadratowych ze wszystkimi książkami i zabawkami dzieci jest trochę ciasne, ale jest OK.

Ciąża i każde następne dziecko uczą po raz kolejny, czym jest rodzicielstwo i że tym bardziej człowiek powinien świadomie podejmować tę decyzję. Rozpoczyna się próba zawalczenia o życie tych czterech osób.

Wchodzą więc na tę drogę i od razu zaczynają się różne wertepy związane z podziemiem aborcyjnym – dewastujące psychicznie i fizycznie. Na początku są tabletki.

W dalszej części wywiadu Natalia opowiada o wyjeździe do słowackiej kliniki aborcyjnej, o zabiegu („Jest czysto, miło, ciepło. Opieka jest profesjonalna (…). Po pięciu minutach budzi się na sali, pod kołdrą, jej chłopak jest koło niej. Wszystko trwało pięć minut. Pięć minut. I nagle przychodzi taki wielki oddech. Największy wydech świata”). „Ta dziewczyna – mówi dalej Natalia. – To znaczy ja. Czuję wielką ulgę. Nagle cieszysz się wszystkim w swoim życiu, tym, co masz. Robisz postanowienia, jakby był Nowy Rok – że teraz zrobisz to i tamto. To najbardziej uskrzydlające pobudzenie. Pięć minut – i masz z powrotem swoje życie”.

Za to wyznanie Natalia Przybysz została wybrana Suberbohaterką „Wysokich Obcasów” 2016. Za „odwagę szczerego wyznania – w czasach postprawdy, propagandy i opresji kobiet”. Kapituła uznała, że piosenkarka swoim protest songiem odsłoniła przed nami swoje człowieczeństwo. „To nie było tłumaczenie się, to było świadectwo”.

Świadectwo czego? Uwielbiam „Wysokie Obcasy”, uważam je za najlepszy magazyn dla kobiet na polskim rynku. Mam feministyczne poglądy, nie zgadzam się na nierówność płci, gardzę mizoginią. Mimo to nadanie Natalii Przybysz tytułu Superbohaterki za to, co zrobiła – za wyznanie, że się usunęło ciążę, bo ona i jej partner „nie chcą wracać do pieluch. Nie chcą szukać większego mieszkania teraz” szokuje mnie.

„Opowieść Natalii pokazała, że bycie za kobietami oznacza stanie murem w szacunku do ich wyborów, w zjednoczonym tłumie – nawet jeśli w naszym życiu zrobiłybyśmy inaczej” – uznała kapituła. Ja nie chcę i nie będę oceniać tego, że przybysz przerwała ciążę. Zawsze powtarzam, że każdy ma swoje sumienie i sam rozlicza się z własnych działań. Przeraziła mnie natomiast lekkość, z jaką wokalistka opowiedziała o usunięciu dziecka. Lekkość użytych argumentów. Przypominam, że mówimy o aborcji, wyjątkowo delikatnym temacie, w którym ludzie mają skrajne poglądy.

Nie oceniam tego, co Przybysz zrobiła. Oceniam sposób, w jaki o tym opowiedziała. A przede wszystkim zła jestem na „Wysokie Obcasy” za przyznanie jej tytułu Superbohaterki.

Superbohaterką byłaby dla mnie kobieta, która wyznała: „Zaszłam w niechcianą ciążę, ojciec dziecka porzucił nas, ale nie poddałam się, urodziłam, samotnie wychowuję dziecko”. To naprawdę byłaby dla mnie SUPERBOHATERKA. A nie osoba publiczna, która w poczytnym magazynie opowiada: „Nie chcą teraz niczego zmieniać, zaczynać od początku. Podejmują decyzję, że nie wchodzą w tę nową historię. Nie chcą bezwładnie unosić się w życiu tylko na tym, co przynosi los. Zależy im też na jakości tego życia, które już mają”.

To naprawdę jest bohaterstwo? Za każdym razem po przeczytaniu tego wywiadu – a zrobiłam to kilkukrotnie – czułam coś na kształt niepokoju i niedowierzania. Ja wszystko rozumiem. Nawet te słowa Natalii: „Nie chcę się z tego tłumaczyć, ale chcę o tym opowiedzieć, bo nikt o tym nie mówi. I ta samotność jest straszna. Czułam się, jakbym była jedyną kobietą w Polsce, która kiedykolwiek to zrobiła – ja i te trzy dziewczyny, które siedziały ze mną w busie jadącym na Słowację”. Wolność jest dla mnie nadrzędną wartością, kluczową w życiu człowieka. A jednak wciąż czuję niesmak. Z powodu tego, co Natalia powiedziała. Z powodu decyzji „Wysokich Obcasów”.

Natalio, to było słabe.

Ewa

fot. internet/kadr z płyty PRĄD

6