Nasza majówka. Bolesław Leśmian, Magda Gessler i… brownie z batatów

Sezon na jednodniowe przejażdżki uważam za owarty! Na pierwszą tego typu wyprawę wybraliśmy się – oczywiście we trójkę – 1 maja. Odwiedziliśmy Iłżę, Marcule i Ostrowiec Świętokrzyski. Cudownie było posilić się mięsistym brownie, opalając twarz w słońcu!

Pogoda póki co nas nie rozpieszcza – pierwszy dzień maja przywitał nas wiatrem, co odczułam dotkliwie, rozwieszając pranie na balkonie (sezon grzewczy zakończony i z suszeniem prania zrobił się mały problem). Kapryśna aura nas jednak nie zniechęciła i w wolny poniedziałek zapakowaliśmy się do samochodu, by wybrać się na przejażdżkę.

Kiedy podróżować z dzieckiem? To pytanie zaprząta głowę wielu rodziców. Podczas drzemki czy między nimi? Generalnie jeśli szykuje się dłuższa wyprawa, zawsze staramy się podróżować w czasie drzemek – szczególnie podczas tej pierwszej, którą Filo ma najdłuższą. Tym razem jednak zrobiliśmy wyjątek, bo trasa była krótka. Mały wyspał się w domu i pojechaliśmy. Czekały nas trzy krótkie odcinki plus powrót (Radom – Iłża: ok. 30 km, Iłża – Marcule: ok. 10 km, Marcule – Ostrowiec Świętokrzyski: ok. 25 km, Ostrowiec Świętokrzyski – Radom: ok. 65 km). Druga drzemka wypadła w samochodzie. Powrót do domu był najtrudniejszy – po drzemkach, długa trasa i zmęczenie dniem, które zaczęło dawać o sobie znać. Przesiadłam się na tył i zabawiałam małego, jak umiałam – warto pamiętać, żeby zabrać w podróż książeczki, zabawki, gryzaki itp. Ostatecznie ratujcie się zdrową przekąską ;-).

W przyjemny majowy poniedziałek w pierwszej kolejności zwiedziliśmy ruiny iłżeckiego zamku, wybudowanego w XIV wieku. Największą atrakcją jest tutaj baszta, skąd rozpościera się przepiękny widok na okolicę. Pod zamkiem odbywa się słynny na całą Polskę turniej rycerski – w tym roku miał miejsce w ostatni weekend kwietnia, zatem się nie załapaliśmy. Szkoda. Przy okazji ciekawostka: w jednym z iłżeckich domów, u podnóża zamkowego wzniesienia, przez wiele lat przebywał poeta Bolesław Leśmian, którego wiersze bardzo lubię. Iłża rok 2017 ogłosiła rokiem Bolesława Leśmiana właśnie.

Wskazówka: iłżecki zamek z maluchem najlepiej zwiedzać, nosząc go w nosidełku. Zapomnijcie o wózku – za dużo schodów, kamieni, no i nieźle trzeba się nawspinać.

Ponieważ pogoda wyraźnie się poprawiła, usiedliśmy na ławce u stóp zamkowych ruin i zjedliśmy wspaniałe, mięsiste brownie z batatów. Zdążyłam zrobić je rankiem przed wyjazdem – wystarczy ugotować bataty do miękkości (10-15 minut i już), zmiksować z pozostałym składnikami, przelać do foremki i piec przez ok. 40 minut. Oryginalny przepis należy do Elli Woodward (Deliciously Ella) – oto wersja moja, mocno zmodyfikowana.

Mięsiste brownie z batatów

Składniki:

– 2 bataty (kupiłam w Carrefour za 7,99 zł/kg)
– 4 duże daktyle Medjool
– 100 g rodzynek (namoczonych we wrzątku podczas gotowania batatów)
– 80 g zmielonych płatków owsianych albo jęczmiennych
– 80 g mąki jaglanej
– 2 łyżki kakao
– 2 łyżki miodu
– 1 łyżka syropu klonowego
– szczypta soli
– 1-2 łyżeczki soku z cytryny

Wykonanie:

Bataty obrać, umyć, pokroić w kostkę i ugotować na parze do miękkości.
Płatki owsiane albo jęczmienne zemleć na mąkę.
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni.
Ugotowane bataty umieścić w misie malaksera (albo blendera o dużej mocy). Dodać pokrojone na kawałki daktyle (wyciągnąć pestkę, jeśli jest) i odsączone rodzynki, dokładnie zmiksować na gładko. Otrzymaną masę przełożyć do dużej miski. Dodać pozostałe składniki (płatki, mąkę, kakao, miód, syrop, sól, cytrynę). Całość wymieszać.
Niedużą prostokątną foremkę na brownie (ok. 25 x 15) wyłożyć papierem do pieczenia. Przelać masę, wstawić do piekarnika i piec przez ok. 40 minut, aż na wetkniętym w ciasto patyczku nie będzie surowego ciasta (pamiętajcie, że to brownie, więc ciasto nie rośnie – nie dodajemy do niego substancji spulchniających). Po tym czasie wyjąć, zostawić w formie do wystudzenia (lub przynajmniej na 15-20 minut). Pokroić w kwadraty, zapakować do pudełka, zabrać ze sobą w długą bądź krótką podróż.

Wskazówka: brownie podałam mojemu roczniakowi. Myślę, że ze względu na dodatek miodu i kakao jest to ciasto dla dzieci co najmniej po skończonym roku.

Po Iłży odwiedziliśmy Marcule, gdzie znajduje się leśniczówka (swoją drogą bardzo wypiękniała na przestrzeni ostatnich kilku lat, gdy byliśmy tu ostatnio!) i wspaniałe arboretum, czyli coś na kształt ogrodu botanicznego. Spacer po nim pozwala łączyć przyjemne z pożytecznym – maszerujemy wśród wypielęgnowanej roślinności, przy okazji sporo się o nich dowiadując. Wasze dzieci na pewno pokochają to miejsce! Przy arboretum – i to była dla nas nowość – znajduje się kameralny zwierzyniec, gdzie można zobaczyć m.in. muflona, osiołki czy sarny. Nasz Filo był wniebowzięty.

Ciekawostka: na trasie Iłża-Marcule kursuje kolejka wąskotorowa. To dopiero atrakcja. Tym razem nie skorzystaliśmy, ale co się odwlecze… Na pewno kiedyś się nią przejedziemy.

Ostatnim punktem naszej wycieczki był Ostrowiec Świętokrzyski. Przekonała nas do tego… Magda Gessler. Jesteśmy fanami „Kuchennych Rewolucji” i gdy wybieramy się w podróż, szukamy lokali zrewolucjonizowanych przez panią Magdę. Ostatnio rewolucje przechodziła nieduża restauracja w Ostrowcu, którą gwiazda TVN przemieniła w Gospodę Jagoda. Przede wszystkim trudno tam trafić (choć jechaliśmy z nawigacją!). W końcu jednak dotarliśmy na miejsce. Tłumy w środku były nieprzebrane, same kelnerki przyznały, że po emisji programu jest taki kołowrotek, że nie wyrabiają! Wielu dań z karty już nie było.

Zamówiliśmy: rosół, zupę grzybową, schab z dzika (danie Magdy Gessler), placki ziemniaczane z kwaśną śmietaną i jagodami oraz kawiorem (danie MG), gotowane warzywa, soki. Wrażenia? Ogólnie smaczne, tak na czwórkę. Dziczyzna, zdaniem Rafała, niedoprawiona. Placki, moim zdaniem, za tłuste. To jest w ogóle problem, gdy zmienia się styl odżywiania – „normalne” restauracje nie spełniają wtedy zwykle oczekiwań i okazuje się, że nie ma co jeść! Zresztą nie chodzi tutaj wyłącznie o mnie – zależy mi, żeby moje dziecko jadło zdrowo. Uratowały nas zupy i… gotowane warzywa. Te drugie kosztowały 5 zł i były naprawdę pyszne.

Niestety, Gospoda Jagoda nie jest gotowa na przyjęcie maluchów – brak krzesełek do karmienia, o przewijaku czy kąciku do zabaw nie wspominając. Karmienie żywotnego roczniaka na własnych kolanach, gdy samemu chce się zjeść obiad, to ekstremalne wyzwanie, choć oczywiście daliśmy sobie radę ;-).

Wskazówka: szukajcie lokali przyjaznych rodzinom, to znaczy z krzesełkami do karmienia i optymalnie również z przewijakami. Daliśmy radę zjeść obiad z Filipem na kolanach, ale nie był to szczyt komfortu. Tak więc pamiętajcie: krzesełka do karmienia przede wszystkim (pytanie, czy dany lokal ma je na wyposażeniu, można zadać np. przez Facebooka).

Do domu wróciliśmy na 19. To bardzo późno jak na Filipka, który zwykle przebiera się wtedy w piżamkę albo już jest w łóżku! Ale zasnął błyskawicznie. Szkoda, że po tak intensywnym i obfitującym we wrażenia dniu nie przespał nocy… ;-).

Ewa

7

  • Aleksandra Jaworska

    Super spędzona majówka! 🙂 i przepis na ciasto zapisany na pewno spróbuję. Zapraszam do mnie na bloga poświęconego bieganiu http://zabieganaola.pl ! Pozdrawiam i życzę dużo motywacji ☺

  • littlemixer98

    Wow będę tu wpadać częściej bardzo mi się podoba

    • Ewa

      Zapraszamy serdecznie! 🙂

    • Ewa PN

      <3