Matka

Uprzedzam. Ten tekst będzie feministyczny, wychwalający matkę, całkowicie pomijający rolę ojca, nieobiektywny, szczery do bólu, prawdziwy, emocjonalny. Robię to z premedytacją i pełną odpowiedzialnością.

Inspiracją do napisania tego tekstu był ten filmik:

 

Ty widzisz rozbrykanego chłopczyka w ubranku czarnym od ziemi, brązowym od piachu i błota, zielonym od trawy… Ja widzę matkę, która pakuje do pralki brudne ciuchy, rozwiesza pranie, ściąga pranie, prasuje, składa, segreguje… I tak w kółko.

Ty widzisz dziecko słodko chłepczące mleczko z piersi… Ja widzę koszmar początków naturalnego karmienia, problemy z laktacją, zastoje, piersi różnej wielkości, pogryzione brodawki, silikonowe nasadki na sutki, brak wsparcia ze strony otoczenia.

Ty myślisz „co za rozpuszczony bachor”, gdy widzisz dziecko, które z furią rzuca się na ziemię albo krzyczy na środku sklepu, bo jego zachcianka nie została spełniona… Ja widzę matkę, która próbuje znaleźć sposób na bunt roczniaka, dwulatka, trzylatka etc., który odkąd skończył kilka miesięcy, nauczył się, że krzykiem może sterroryzować rodziców.

Ty widzisz bałagan w jej domu… Ja widzę matkę, która NAPRAWDĘ nie ma czasu tego bałaganu ogarnąć. Ostatecznie nikt nie chce żyć w syfie, prawda?

Ty widzisz matkę, która w miejscu publicznym chowa się po kątach, by piersią nakarmić głodne niemowlę… Ja widzę matkę, która co trzy godziny (albo i co godzinę) myśli tylko o tym, gdzie nakarmić dziecko i w jaki sposób zrobić to możliwie jak najdyskretniej, żeby nie być wytykaną palcami.

Ty krzywisz się na widok matki, która daje dziecku smartfona albo tablet z odpaloną bajką… Ja widzę rozhisteryzowane dziecko, którego krzyk świdruje mózg, i matkę, która zaprzedałaby duszę diabłu, żeby choć na pięć minut pobyć w ciszy (i żeby ona tych pięć minut miała dla siebie).

Ty widzisz matkę, która je byle co… Ja widzę matkę, która nie chce jeść byle czego, ale musi nakarmić jedno dziecko, drugie dziecko, trzecie dziecko, męża, na swój posiłek nie mając ani czasu, ani siły, ani często już nawet ochoty.

Ty widzisz dziecko, które płacze, bo matka na niego nakrzyczała… Ja widzę matkę, która wieczorem, gdy nikt nie będzie patrzył, rozpłacze się z tego samego powodu.

Ty widzisz fotkę na Instagramie ze słodko śpiącym niemowlakiem czule ściskającym ukochanego pluszaka albo miękką pieluszkę… Ja widzę matkę, która podczas drzemki własnego dziecka zasuwa jak koń pociągowy (i czasem dochodzi do rozsądnego wniosku, że ma wszystko gdzieś, i woli popstrykać zdjęcia swojemu śpiącemu dziecku).

Ty widzisz matkę, która jak wariatka buja wózkiem na prawo i lewo… Ja widzę matkę sfrustrowaną i wycieńczoną, która marzy tylko o tym, by jej dziecko wreszcie zasnęło.

Ty krzywisz się na widok dziecka, które bawi się pilotem… Albo telefonem… Albo bateriami… Ja widzę matkę, która nie ma siły walczyć z niemowlakiem, które chce się bawić WYŁĄCZNIE pilotem… Albo telefonem… Albo bateriami.

Ty widzisz uśmiechnięte dziecko na spacerze… Ja widzę nieuśmiechniętą matkę, którą w ciągu dwudziestu minut już trzy życzliwe osoby zapytały, dlaczego w taką pogodę jej dziecko na ma czapeczki.

Ty widzisz kółeczko matek stłoczonych biodro przy biodrze na ławce przy placu zabaw… Ja widzę kobiety w takiej samej sytuacji życiowej, dla których spotkania na placu zabaw są jedynym oknem na towarzyski świat.

Ty widzisz fit matkę chwalącą się sylwetką na Insta… Ja widzę matkę harującą w pocie czoła, żeby nikt jej nie zarzucił, że się po porodzie spasła jak świnia.

Ty widzisz matkę z jednym dzieckiem… Ja widzę matkę bez przerwy pytaną, kiedy drugie.

Ty widzisz matkę z dwójką dzieci… Ja widzę matkę, o której gadają, że się z tym drugim trochę pośpieszyła.

Ty widzisz matkę z gromadką dzieci i myślisz: Połakomiła się na 500+… Ja widzę matkę, która całkowicie poświęciła się dzieciom (i ma prawo korzystać z kasy, którą jej za to dają).

Ty myślisz: Jaki słodziak, widząc zarumienionego bobasa okutanego w gruby kombinezon, z szyją obwiązaną szalikiem i czapą z pomponem na głowie… Ja widzę matkę, która spocona zdejmowała z dziecka ten kombinezon, bo gdy w końcu byli gotowy do wyjścia, malec postanowił zrobić kupę.

Ty widzisz odstawionego na boczny tor męża… Ja widzę niedojrzałego gościa, który najwyraźniej nie wie, co to znaczy być ojcem i partnerem.

Ty widzisz dziecko pięknie korzystające z nocnika… Ja widzę wiele tygodni/miesięcy walki, żeby „załącznik” wreszcie wylądował w nocniku.

Ty krzywisz się, że jej dziecko nie zasypia samo, tylko noszone/bujane/kołysane… Ja widzę matkę, która chce swoje dziecko nosić/bujać/kołysać.

Ty widzisz jej niepomalowane paznokcie… Ja widzę matkę, której zegarek odmierza czas szybciej niż w przypadku reszty ludzkości.

Lecz gdy ona chce być zauważona, bo dźwiga diabelnie ciężki wózek, gdy wreszcie wyrwała się z domu i nawet umalowała, gdy czuje się najbardziej samotną osobą na świecie, ty jej nie widzisz.

Ewa

fot. Unsplash

4

  • Shizuko Alice

    Cudowny tekst, wzruszający, emocjonalny i prawdziwy. Nie jest tajemnicą, że oceniamy po pozorach. Ile razy pomyślałam dokładnie tak, jak zostało tu to napisane. Nie sposób jest zliczyć, zmierzyć ani zważyć poświęcenia, jakiego wymaga wychowanie dziecka. Bywa, że nabijamy się z innych, sama również nie raz irytowałam się widząc wyjące w sklepie dzieci ale pytanie – czy ja dałabym sobie radę z taką sytuacją?
    Dziękuję za ten wpis.

    • Ewa PN

      <3

  • cleo

    Ale wyczuwam tutaj mnóstwo emocji.. Ale co prawda to prawda.. Ja uczę w podstawówce, też jest ciężko.. i z dziećmi i z rodzicami.. chyba jednak gorzej z rodzicami..temat rzeka:))

    http://www.justcleo.pl

  • Córka Kosmetyczki Bloggerka

    Takie są „uroki” macierzyństwa o których my matki nie mówimy, bo wstydzimy się tego, że uznają nas za słabe i że się do tego nie nadajemy. Wszystko to jednak przyćmiewa uśmiech dziecka i jego spojrzenie pełne miłości ~~ matka 7 miesięcznego synka, która ma w dupie krytykę innych