Mamy drugie dziecko!

To stąd dłuższe przerwy pomiędzy wpisami na naszym blogu. W sobotę, 5 maja o godz. 20.35 na świat przyszedł Krzyś. Sprawdź, jak dajemy sobie radę!

Przez nasze życie przeszło ostatnio istne tornado. Przeprowadziliśmy się z kawalerki do mieszkania trzypokojowego. Żeby zdążyć przed porodem, zasuwaliśmy jak dzicy. W międzyczasie napisałam nową powieść i zdążyłam zredagować książkę, która ukaże się drukiem już na jesieni! Były też przykre wiadomości, jak okrutna diagnoza w naszej rodzinie… Ale ponieważ życie nie znosi próżni, los podarował nam wspaniałego, zdrowego człowieka. Nasze drugie dziecko urodziło się siłami natury, ważyło 3320 g i mierzyło 57 cm.

Mijają nam pierwsze tygodnie we czwórkę. Można powiedzieć, że udało się z grubsza osiągnąć pewną stabilizację, określony rytm dnia – na tyle, na ile można go zachować przy noworodku i dwulatku. Jest… niesamowicie. Bywa ciężko, bywa wspaniale. Co jest najtrudniejsze? Dla mnie, jako matki, przede wszystkim każda rozłąka ze starszym dzieckiem. Filip w domu dostaje szału, chętnie chodzi do dziadków, ale wtedy po paru godzinach serce pęka mi z tęsknoty i katuję się myślami, że dziadkowie wychowują mi dziecko, a przecież to mój obowiązek… OK, powoli się z tego leczę ;-). Powoli.

Nie da się jednak ukryć, że wszyscy są w obecnym układzie szczęśliwi. Nawet ja, choć czekam niecierpliwie, aż moje dzieci podrosną i będziemy mieć już za sobą noworodkowe płacze niewiadomej przyczyny, nieprzespane noce, karmienie po krzakach i kątach etc. Znowu mamy powtórkę z rozrywki! Ale w chwilach słabości pocieszam się, że czas szybko płynie.

Jakie jeszcze mam spostrzeżenia jako świeżo upieczona matka dwójki maluchów z niewielką różnicą wieku?

Za drugim razem jest… łatwiej

Uważam, że naprawdę jest! Bo wiesz, że katorga nieprzespanych nocy w końcu minie. Bo wiesz, że twój noworodek nie będzie wiecznie noworodkiem. Bo masz wprawę i kąpiel najmłodszej pociechy w wanience – czyli coś, co wcześniej spędzało ci sen z powiek – jest teraz automatyczna, robisz to ekspresowo. Nie przejmujesz się każdym stęknięciem małego człowieka. Nie bujasz dziecka w nieskończoność, bo zwyczajnie nie masz na to czasu ani ochoty. Po prostu je odkładasz, żeby zająć się starszakiem/domem/sobą, a po 5 minutach odkrywasz, że panicz zasnął. Tak. Za drugim razem jest łatwiej.

Twoja miłość do starszego dziecka rozkwita

Nie jest tak, że po pojawieniu się drugiego dziecka któreś kochasz mniej lub bardziej. Absolutnie. Miłość do młodszego synka pojawiła się zupełnie naturalnie i jednocześnie moje uczucie do starszego dziecka niesamowicie się umocniło. Dwoję się i troje, żeby żaden – zwłaszcza starszak – nie czuł się odtrącony. Ileż to już razy zasypialiśmy w konfiguracji: ja na wielkim łóżku, Krzysztof przy piersi, dalej Filipek, nasze splecione ręce, mój nad ich głowami śpiew… I tak teraz wygląda nasza rzeczywistość ;-).

Poczucie utraty wolności jest znacznie mniejsze

Nigdy tego nie zapomnę – gdy urodził się Filipek, przez długi czas miałam poczucie utraty wolności. Wydawało mi się, że już nigdy nie będę miała na nic czasu, że niczego nie zrobię, nie osiągnę, bo MAM DZIECKO. Jak ja wyjdę, jak załatwię cokolwiek, co z małym?! Czacha o mało mi nie eksplodowała. Dziś na szczęście wiem, że czas szybko leci i to wszystko nieprawda. Jasne, że chciałabym sobie wyjść solo i bez spiny, lecz cóż, nie da rady, przynajmniej na razie. A kiedy dzieci pójdą wreszcie do przedszkola, co nastąpi szybciej niż mi się wydaje, to już w ogóle będzie luz na maksa.

Ułatwiasz sobie życie

O tak, gdy przypomnę sobie, jakie rzeczy czasem robiłam przy pierwszym dziecku… To karmienie w środku nocy na skraju łóżka, zgięta w chiński paragraf… Dziękuję, postoję. Teraz zabieram Krzysia do nas, karmię na leżąco, przysypiam, potem go odkładam albo i nie. Tak się naprawdę da żyć. Nigdy nie zamierzałam i nadal nie zamierzam robić z siebie męczennicy. Kiedy Filip daje nam popalić, a ja akurat karmię Krzysia, próbuję go zabawić, a jeśli to nie skutkuje, włączam mu Strażaka Sama. Przy dwójce dzieci ostatnie, na co mam ochotę, to utrudniać sobie życie.

Niczego się nie boisz

Trzeba nakarmić dziecko w środku miasta? Szukasz ustronnego miejsca i po prostu to robisz. Nie krępujesz się, nie zastanawiasz, co ludzie powiedzą. Pod tym względem kobiety, które zostają matkami po raz drugi, są dużo bardziej wyluzowane. Przy pierwszym dziecku wszystko było nowe. Karmienie i przewijanie w miejscu publicznym, spacery, podróże, usypianie. Teraz nie patrzę na zegarek, tylko naprawdę karmię na żądanie – zdarza się, że co godzinę. Mały nie chce spać? OK, odkładam go, niech sobie poobserwuje świat. Nad Filipem ciągle się modliliśmy i trzęśliśmy. Wystarczy.

Wiesz, że wszystko minie

Już o tym pisałam, ale dla przypomnienia napiszmy to raz jeszcze: WSZYSTKO MINIE. I nieprzespane noce przeminą, i przewijanie po sto razy dziennie, i obolałe cyce, i piżama mokra od mleka, i wahania nastrojów, i płacz dziecka na spacerze przeminie, i karmienie w różnych dziwnych miejscach, i bujanie, i kołysanie, i niemożność porozumienia się z własnym dzieckiem, i bóle brzucha, i ząbkowanie przeminie, i ciąża, poród, połóg również, i nieustanne pranie, suszenie i prasowanie przeminą, i kombinowanie, jak znaleźć pół godziny dla siebie, i ekspresowe mycie się pod prysznicem, i brak czasu na makijaż przeminie, i zmęczenie, i wypadające włosy, i niechęć do samej siebie przeminą! Tylko odchudzić się musisz sama;-).

Poza tym:

– Piorę bez końca! Dzień w dzień rośnie nam cała sterta brudnych ubranek. Nie wiem już, kto brudzi bardziej – dwulatek czy noworodek.
– Nie wyobrażam sobie wychowania dzieci w pojedynkę i mówię to wprost. Dziękuję Bogu za męża, który pracuje w domu i WYCHOWUJE, a nie POMAGA W WYCHOWANIU, oraz za chętne do pomocy babcie.
– Straszyli nas, że starszak będzie zazdrosny o młodszego. Na razie, odpukać, nic takiego nie ma miejsca. Filip kocha Krzysia, chce go ciągle całować, karmić, tulić. Nie złości się, gdy karmię młodego.
– Przy dwójce dzieci potrzebny jest duuuży samochód.
– Pisanie ratuje mi życie. Nawet jeśli dzień upływa mi na obsłudze dzieci i zasypiam razem z nimi po 21, to cały czas myślę o nowych książkach, układam w głowie fabułę, szukam inspiracji. Nie mogłabym bez tego żyć!

Podsumowanie

Teraz znowu jestem na etapie, że nie czuję się kobietą, a maszyną karmiąco-przewijająco-tulącą. Bluzki mokre od mleka, życie pod dyktando noworodka, własne potrzeby zepchnięte na margines to (znowu!) moja codzienność. Ale staram się nie dołować, bo to po prostu taki czas w moim życiu. Czas dostarczający niebywałych wprost emocji. Czas, który mija tak szybko – i jest to jednocześnie wada i zaleta obecnego stanu. Czasem popłaczę sobie z bezsilności, ale szybko biorę się w garść. Przy dwójce dzieci nauczyłam się, że nie można zbyt wiele wymagać od nich i od siebie.

Ewa

5

  • Z dwójką jest super 🙂 Gratuluję!

  • Anastazja Chmiel

    Bardzo fajny post! Taki prawdziwy 🙂 Gratuluję kolejnego członka rodziny!