Macierzyństwo zmienia wszystko

Potrzebowałam roku, roku bycia matką, żeby zrozumieć to, co wreszcie zrozumiałam.

Obejrzałam film, który zrobił na mnie duże wrażenie – „Dzika droga”. Główna bohaterka, Cheryl Strayed, zagrana brawurowo przez Reese Witherspoon, to postać autentyczna, a wszystko, co można zobaczyć na ekranie, wydarzyło się naprawdę. Cheryl tak dotkliwie odczuła śmierć matki, że zupełnie się w życiu pogubiła. Żeby „odnaleźć siebie”, przeżyć katharsis, wyruszyła w samotną wędrówkę turystycznym szlakiem Pacific Crest Trail przez Stany Zjednoczone. Przeszła ponad 4200 km. Napisała o tym książkę, która okazała się bestsellerem, a prawa do jej ekranizacji kupiła właśnie Witherspoon.

Jestem pod wrażeniem wyczynu Strayed. Myślę o jej wędrówce. Próbuję zgadywać, co działo się w jej głowie, gdy przez setki, tysiące (!) kilometrów była tylko ze sobą. W filmie pada zdanie, że w tym czasie „dotarła do najbardziej ukrytych zakątków swojego umysłu”. Wydaje mi się, że rozumiem, dlaczego zdecydowała się na taką wyprawę.

Każdy musi czasem odnaleźć siebie.

Jedni wędrują, inni zdobywają góry, jeszcze inni wyruszają w samotny rejs dookoła świata, biegają maratony, modlą się, medytują, podróżują autostopem przez kontynenty. Wierzę, że to wszystko może mieć oczyszczającą moc.

Gdy rozmawiałam o tym z Rafałem, zdałam sobie sprawę, że czegoś takiego mi trzeba. Czegoś, co mogłabym zrobić samotnie, ewentualnie w towarzystwie dwóch ukochanych osób – męża i synka. Po co? Odpowiedź pewnie znacie.

Żeby odnaleźć siebie.

Czy chcę przez to powiedzieć, że się w życiu, jak Cheryl Strayed, pogubiłam? Nie, nic z tych rzeczy. Skąd więc ta potrzeba oczyszczenia, nowego otwarcia?

Z macierzyństwa.

Potrzebowałam roku, żeby zdać sobie z tego sprawę. Dziś nie mam już wątpliwości, że moje życie, odkąd zostałam mamą, diametralnie się zmieniło. A ja nie jestem już tą samą osobą, którą byłam, zanim urodziłam syna.

Gdy byłam w ciąży, znajoma powiedziała mi coś, co dobrze zapamiętałam: „Zobaczysz, tego, co było do tej pory, już nie będzie. Będzie nowe, inne”. Miała rację. Do życia, które miałam, nie ma już powrotu.

Jestem innym człowiekiem.

Poród nie był dla mnie szokiem. Było dużo lepiej, niż się spodziewałam. A jednak wszystko, co działo się potem, zaskoczyło mnie. Pamiętam, że w połogu nie mogłam znieść samej siebie. Nie mogłam znieść bolesnego karmienia piersią. Nie mogłam znieść utraty wolności, na którą wydawało mi się, że byłam przygotowana – a która jednak mnie zaskoczyła. Nie mogłam znieść swoich włosów. Swoich huśtawek nastrojów. Swojego zapachu.

To z czasem zaczęło mijać, a jednak wciąż, po więcej niż roku, miewam trudne chwile, gdy nie mogę powstrzymać łez. Żyję w pośpiechu. Nawet gdy nie muszę, gdy wiem, że dziecko ma dobrą opiekę i nic mnie nie goni, pędzę na złamanie karku. Myślę, że to przypadłość każdej matki – wydaje nam się, że jesteśmy niezastąpione, a nasze miejsce jest przy dziecku. Kiedyś tak się śpieszyłam, że o mało nie wywróciłam się na środku sklepu, a chwilę później prawie miałam stłuczkę.

Zadzwoniłam do Rafała i zaczęłam płakać przez telefon. On tego nie rozumiał.

– Przecież nie musisz się śpieszyć, nikt cię nie goni, NIE MUSISZ SIĘ ŚPIESZYĆ – powiedział.

Czy świadomość, że miał rację, cokolwiek zmienia? Nie. Bo jestem inną osobą, niż byłam przed 17 kwietnia 2016 roku.

Czasem wydaje mi się, że już zawsze będę się śpieszyć.
Że nawet gdy moje dziecko będzie pod dobrymi skrzydłami, będę przekonana, że powinno być ze mną, bo jego miejsce jest przy mnie, a moje – przy nim.

Przez wiele miesięcy po urodzeniu synka było mi ze sobą nie po drodze. Po porodzie musiałam na nowo odkryć swoje ciało. Raz jeszcze je poznać i zaakceptować. Obcięłam włosy. Schudłam 8 kg. Zmieniłam sposób odżywiania. Było to niezbędne, bo ciąża i poród bardziej od ciała zmieniły moją psychikę.

Widzę po sobie, że w życiu kobiety, która została matką, musi być jakiś cel.

Rozpaczliwie potrzebujemy celu!

Potrzebujemy katharsis, podróży w głąb siebie, transcendentnego doznania.

Byłam dziś w lesie. Choć Filip nie był w humorze i głośno rozpaczał, udało mi się przez chwilę odłączyć od rodziny i porozmyślać. Przymknęłam oczy, mocno zaciągnęłam się powietrzem. Ukucnęłam, dotknęłam roślin, powąchałam. Bardzo mi to pomogło. W ogóle kontakt z naturą jest moim zdaniem niedoceniany, choć to temat na osobny tekst.

Niektórzy zachodzą w głowę, jak to zrobiłam, że w pierwszym roku życia mojego dziecka (nieśpiącego i karmionego piersią na żądanie) napisałam powieść, z której, dodajmy, jestem dumna i którą uważam za najważniejszą w swojej „szufladzie”. To był właśnie cel. Wartość dodana do życia, które po przyjściu na świat Filipa pisze się na nowo.

Szukam kolejnego celu.

Być może napiszę o nim, gdy go znajdę.

Matki, ojcowie. Szukajcie celu!

Jest w tym wyznaniu duża doza nostalgii, ale jedno muszę podkreślić z pełną mocą: fakt, że macierzyństwo zmienia wszystko, nie oznacza, że na gorsze! Odkąd mam syna, wiele się o sobie dowiedziałam.

Jestem w stanie znieść każdy ból.
Moje szczęście nie jest już najważniejsze.
Nie mogłabym żyć bez dziecka i męża.
Mogę nie spać przez rok i mimo to normalnie funkcjonować.
Paradoksalnie dzięki dziecku jestem w stanie zrobić mnóstwo rzeczy. Czas nie przecieka mi przez palce – jest najcenniejszą wartością, wiecznie mi go brakuje. Nie mogę sobie pozwolić na zbijanie bąków. Wychowuję dziecko, prowadzę firmę, piszę teksty, powieść, pomagam rodzicom, ćwiczę, a w ciągu dnia czasem przygotowuję nawet… dziesięć posiłków. Śniadanie dla siebie, śniadanie dla synka (chwała Bogu za męża, który nie czeka, aż zrobię mu kanapki), drugie śniadanie dla siebie, drugie śniadanie dla synka, obiad dla nas, obiad dla synka, ciasto, dwie albo i trzy kolacje… Kiedy trzeba, z dzieckiem na plecach.

W zasadzie macierzyństwo można zamknąć w tych dwóch zdaniach:

Nie mam czasu na nic.
Mam czas na wszystko.

Bycie rodzicem zmienia życie i naprawdę jest tak, jak powiedziała mi koleżanka – do tego, co było, nie ma już powrotu. Zmieniamy się. Jest inaczej, ale nie można pozwolić na to, by było gorzej. Mamy w końcu coś, czego nie mieliśmy wcześniej. Mamy nasze dzieci.

Ewa

fot. Unsplash

6