Jak Lara Croft przestała być kotką

Lara Croft była popkulturowym fenomenem i wirtualną seksbombą. Tą pierwszą jest ciągle; tą drugą przestała być za sprawą Alicii Vikander, szwedzkiej, nagrodzonej Oscarem aktorki.

Premiera pierwszej części gry z cyklu „Tomb Raider” miała miejsce w 1996 roku. Początkowo pomysł był taki, żeby głównym bohaterem serii uczynić archeologa – na wzór Indiany Jonesa, jednak ostatecznie producent zdecydował się na nietypowe rozwiązanie i w roli protagonisty obsadził kobietę. Bohaterkę nazwano Lara Croft (miała nazywać się Laura Cruise, jednak ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu), wyposażono w spluwy, z włosów zapleciono warkocz i ubrano w krótkie szorty, wojskowe buty oraz kusy seledynowy top, pod którym odznaczały się ogromne jak na tak szczupłą osobę piersi. Te ostatnie to podobno skutek błędu – biust Croft w fazie produkcji omyłkowo miał zostać powiększony do rozmiaru 150%.

laracroft.pl
laracroft.pl

Czy rzeczywiście był w tym przypadek, czy też celowe działanie, tego nigdy się nie dowiemy, faktem jest natomiast, że pierwsza część gry sprzedała się świetnie, a wokół Lary Croft wybuchło szaleństwo. Była w końcu ideałem – ekstremalnie seksowna, niebezpieczna, wysportowana, sprytna i przebiegła, a przy tym inteligentna i wykształcona (producent wymyślił, że Croft będzie wywodzącą się z brytyjskiej arystokracji panią archeolog).

W „Tomb Raidera” grali i mężczyźni, i kobiety. Ja również! Włączałam grę na swoim wielkim, stacjonarnym komputerze i tylko raz udało mi się przejść wersję demo do końca. Scenariusz „Tomb Raidera”, owszem, przypadł mi do gustu, ale nie da się ukryć, że sama Lara Croft skradła moje serce. Było w tej bohaterce coś świeżego i bardzo pociągającego – niekoniecznie w sensie erotycznym. Być może chodziło o to, że my, dziewczyny wreszcie miałyśmy bohaterkę, z którą mogłyśmy się utożsamić. Lara Croft tym samym przełamała męską hegemonię w grach komputerowych.

Croftomania opanowała świat – zaczęła pojawiać się w książkach, komiksach, w formie gadżetów, na okładce „Playboya” oraz w filmach. W 2001 roku do kin trafiła produkcja „Lara Croft: Tomb Raider”, w której Larę zagrała Angelina Jolie. Poszukiwania odpowiedniej aktorki trwały długo. W końcu zdecydowano się na Jolie, która była na topie, bo zgarnęła właśnie Oscara za „Przerwaną lekcję muzyki”. Nie bez znaczenia okazało się też z pewnością jej fizyczne podobieństwo do Croft. Nie ulegało wątpliwości, że filmowa Lara musiała być seksowna, a Jolie taka właśnie była.

filmweb.pl
filmweb.pl

Angelina całkiem nieźle poradziła sobie z wymagającym zadaniem – wymagającym, bo o ile film nie był składającym się z wielu wątków obrazem dramatycznym, a sensacyjną przygodówką, to Lara Croft była wtedy symbolem i wielu nie wybaczyłoby Jolie, gdyby położyła tę rolę. Nie położyła, choć – co ciekawe – wypracowała sobie nominację do Złotej Maliny 2001 w kategorii najgorsza aktorka. Trzeba jednak przyznać, że naprawdę była Larą. Tą, którą podziwiały grające w „Tomb Raidera” młode dziewczyny i śliniący się do monitora dorastający chłopcy.

Lara Croft z czasów Angeliny Jolie to jednak przedłużenie jej komputerowej wersji – seksowna kotka z błyskiem w oku i biustem we właściwym rozmiarze. Taki wizerunek Lary Croft utrwalił się na długie lata. Aż gruchnęła wieść, że w 2018 roku panią archeolog znowu ujrzymy na srebrnym ekranie. Wiadomo było, że nie zagra jej będąca po czterdziestce Jolie. Więc kto?

Alicia Vikander.

Szwedzka aktorka, rocznik ’88, podbiła Hollywood za sprawą roli w filmie „Dziewczyna z portretu” (premiera na świecie: 2015), za którą otrzymała Oscara i nominację do Złotego Globu. Potem pojawiła się m.in. w świetnie przyjętym thrillerze s-f „Ex machina”, kolejnej części przygód o Jasonie Bourne, melodramacie „Światło między oceanami” (na planie tego filmu poznała Michaela Fassbendera, którego poślubiła w październiku 2017 roku) czy w kostiumowej „Tulipanowej gorączce”, gdzie partnerowali jej Judi Dench i Christoph Waltz.

Występem w „Tomb Raiderze” Alicia Vikander udowodniła, że potrafi wcielić się w każdą rolę. Ta – podobnie jak Jolie – była dla niej bardzo wymagająca. Nie ze względu na temat czy sposób gry, z jakim musiała się zmierzyć. Ze względu na swoją bohaterkę. Zanim stanęła na planie, Vikander harowała jak dzika na siłowni. Intensywne treningi z trenerem personalnym na długie tygodnie wpisały się w jej codzienność. Była to zapowiedź zmian, których właśnie jesteśmy świadkami.

filmweb.pl
filmweb.pl

Alicia Vikander uczłowieczyła swój wirtualny pierwowzór. Przypomina mi nieco Daniela Craiga jako Jamesa Bonda, który dzięki niemu przestał być nieśmiertelnym uwodzicielem w śnieżnobiałej koszuli, a zaczął być mającym swoje słabości człowiekiem. Vikander jako Croft wciąż jest szybka i wściekła. Nie jest jednak chodzącym ideałem (w pierwszych minutach filmu dostaje wycisk na sparingu, ma także problem z płynnością finansową). I nie ma biustu w rozmiarze 150%.

To właśnie wygląd Szwedki wzbudził największe kontrowersje po premierze. Co tam scenariusz, co tam muzyka, co obsada. Fani nie mogli się pogodzić, że w nowej wersji Lara ma, ich zdaniem, za małe piersi.

„Lara Croft z małym biustem? Dlaczego? To tak, jakby Batman nie miał peleryny. Nie ujmuję nic aktorce, ale warkocz i duży biust to wizytówka tej postaci” – to opinia z Filmwebu. Tak, Alicia Vikander nie ma dużego biustu. I co z tego? Dzięki niej Croft w końcu przestała był słodką kotką. Jest umięśniona i maksymalnie wysportowana. Próżno szukać u niej kształtów klepsydry. Przypomina swoją bohaterkę z ostatnich części gry (np. „Rise of the Tomb Raider” z 2015 roku). Ale właśnie dzięki temu jest w tej postaci bardzo potrzebna świeżość.

laracroft.pl
laracroft.pl

W filmie z ust Alicii Vikander padają słowa: „I’m not that kind of Croft”. To prawda – Lara Croft się zmieniła. Wciąż strzela z łuku i z broni, skacze, wspina się, pływa, błyskawicznie rozwiązuje łamigłówki, genialnie chowa i biega jak Usain Bolt – jest w końcu postacią z gry komputerowej. Dzięki Alicii Vikander stała się jednak odrobinę bardziej… ludzka.

Ewa

4

  • Aleksandra B.

    dla mnie Lara to tylko i wyłączenie Angelina;) Lubię Alice ale to już nie to samo:)