„Kształt wody”, czyli wiele hałasu o nic

Guillermo del Toro stworzył filmowy koktajl, w którym upchnął niemą kobietę, prześladowanego potwora, niespełnionego geja, okrutnego amerykańskiego agenta i poczciwego sowieckiego szpiega. Doprawił to dużą szczyptą sentymentalizmu oraz tęsknoty za dawnym kinem. Szkoda tylko, że danie wyszło trochę niestrawne…

Być może wybierając się do kina na „Kształt wody”, miałem nazbyt wybujałe oczekiwania. Jednak wynikały one z dość racjonalnych przesłanek – kilka dni wcześniej Guillermo del Toro triumfował przecież podczas gali wręczenia Oscarów. Wprawdzie 11 nominacji dla jego dzieła zaowocowało tylko czterema statuetkami, ale za to w dwóch bardzo prestiżowych kategoriach: najlepszy film i najlepsza reżyseria. Poza tym, od czasu, gdy zobaczyłem „Labirynt fauna”, mam po prostu słabość do pochodzącego z Meksyku filmowca, który potrafi brawurowo i mistrzowsko łączyć brutalny realizm z baśniowo-magiczną narracją. Dzięki temu jego produkcje, nawet typowe wysokobudżetowe blockbustery jak „Pacific Rim”, wywołują u widza silne emocje, nieopadające zaraz po wyjściu z kina.

W „Kształcie wody” coś jednak nie zagrało. Tym razem del Toro zabiera nas do Stanów Zjednoczonych z początku lat 60. XX wieku, gdy powojenny entuzjazm amerykańskiego społeczeństwa zaczyna przygasać, ustępując miejsca niepokojowi związanemu z zimną wojną i zagrożeniem czyhającym ze strony Związku Radzieckiego. Elisa Esposito (niezła Sally Hawkins) wiedzie monotonną, samotną egzystencję. W dodatku jest niemową, co automatycznie sytuuje ją w gorszej kaście społecznej. Kobieta pracuje w tajnym laboratorium rządowym, gdzie pewnego dnia spotyka uwięzionego przez wojsko wodnego stwora rodem z hollywoodzkich horrorów. Gdy jednak Elisa poznaje potwora bliżej, okazuje się, że monstrum to wrażliwa i krucha istota cierpiąca z powodu swojej inności…

Sam opis tej historii wywołuje uzasadnioną refleksję, że przecież to wszystko już gdzieś widzieliśmy.

Kino od dziesięcioleci żeruje na motywie „pięknej i bestii”. Choć w tym wypadku ona nie jest nadzwyczajnie piękna, a on okazuje się łagodniejszą bestią od otaczających go, to wtórność aż bije po oczach.

Wcale się nie dziwię, że na del Toro z różnych stron spadają oskarżenia o plagiat. W filmie dostrzeżono uderzające podobieństwa do sztuki Paula Zindela „Let Me Hear You Whisper” z 1969 r., w której główną bohaterką jest sprzątaczka centrum badawczego, zaprzyjaźniająca się z delfinem i pragnąca uratować go przed naukowcami. „Kształt wody” okazuje się też niepokojąco podobny do holenderskiego filmu „The Space Between Us”, opowiadającego historię pracownicy laboratorium Juliette zaprzyjaźniającej się z wodnym stworzeniem, Adamem.

W internecie krążą też składanki udowadniające, że zdobywca tegorocznego Oscara pełnymi garściami czerpał z „Plusku”, czyli głośnej w latach 80. komedii fantastycznej wyreżyserowanej przez Rona Howarda. Odwrócone zostały tylko role – tam to mężczyzna (Tom Hanks) obdarzył uczuciem syrenę, w którą wcieliła się urocza Daryl Hannah. Zobaczcie sami:

Oczywiście inspirowanie się dokonaniami innych filmowców nie jest żadnym przestępstwem, a niektórzy reżyserzy, chociażby Quentin Tarantino, wręcz uczynili z tego swój znak rozpoznawczy, z wyśmienitym zresztą efektem. Jednak kluczem do sukcesu jest na tyle umiejętne żonglowanie ogranymi motywami, by stworzyć wrażenie oryginalności, a przynajmniej świeżego spojrzenia na dany temat. W „Kształcie wody” wyszło to niestety bardzo topornie.

Problem polega nie tylko na wtórności samej historii, ale również jednowymiarowości bohaterów, skrojonych według zasad politycznej poprawności, czasem wręcz przypominających postaci ze sztandarowych dzieł socrealistycznego kina.

Elisa jest szlachetną kobietą poszukującą wielkiej miłości, a jej jedyny przyjaciel Giles (Richard Jenkins) to niespełniony gej zmagający się z homofobicznym otoczeniem. Rządowy agent Richard Strickland (w tej roli Michael Shannon, którego uwielbiam od czasów „Zakazanego imperium”) jest człowiekiem złym do szpiku kości, za to sowiecki szpieg, dr Robert Hoffstetler (Michael Stuhlbarg) okazuje się osobą delikatną i wrażliwą na krzywdę innych istot. No i oczywiście nie mogło zabraknąć ciemnoskórej bohaterki. Zelda Fuller (Octavia Spencer, która dostała Oscara za rolę w „Służących”) to gadatliwa i męcząca koleżanka z pracy Elisy, w decydujących momentach wykazująca się dzielnością i bohaterstwem.

„Kształtowi wody” nie można odmówić nastrojowości, z której od zawsze słynie del Toro. Zdjęcia, ścieżka dźwiękowa i scenografia przenoszą widza w inny świat. Jednak nie ma on ochoty zostać tam na dłużej. Trochę dlatego, że ta opowieść jest cholernie przewidywalna i mało wciągająca, ale także z przyczyn czysto estetycznych. Namiętne zbliżenia między Elisą i wodnym stworem okazują się po prostu niesmaczne. Zacząłem tęsknić za czasami, gdy pragnienia klasycznych kinowych bestii, chociażby potwora z Czarnej Laguny, nie miały szans na zaspokojenie.

Guillermo del Toro pracuje obecnie nad nową adaptacją „Frankensteina”. Mam nadzieję, że nie uszyje kolejnego filmu pod Oscary, w którym monstrum okaże się niezrozumianym przez społeczeństwo transwestytą pragnącym tylko miłości…

Rafał

fot. materiały dystrybutora

8

  • „Mam nadzieję, że nie uszyje kolejnego filmu pod Oscary, w którym monstrum okaże się niezrozumianym przez społeczeństwo transwestytą pragnącym tylko miłości…” – Cóż, pomijając ironiczny kawałek o transwestycie, dokładnie o tym była powieść o potworze Frankensteina.

  • Shizuko Alice

    Chętnie obejrzę ten film chociażby po to, by wyrobić sobie własną opinię. Mój wykładowca od filmu sugerował, że jest to bardzo dobry utwór, jednak jak widzę zdania są podzielone 🙂 Cóż, chyba trzeba się wybrać i ocenić samemu.

  • Maryna Abramava

    Byliśmy z chłopakiem na tym filmie. Ja odwrotnie byłam od początku nastawiona na „nie” (film wybrał chłopak). Po seansie stwierdziłam jednak, że mi się podobał i to bardzo. Ani sekundy się nie nudziłam, a historia mnie wciągnęła. Może to zależy właśnie od naszego nastawienia. Nie zagłębiałam się w inne dzieła reżysera, nie porównywałam go do innych produkcji i nie doszukiwałam się na każdym kroku plagiatu. Po prostu przyjęłam go takim, jakim jest. I to się sprawdziło:)

  • Mnie zwiastun ani trochę nie zachęca do obejrzenia filmu. „Kształt wody” wydaje mi się po prostu dziwny.. tak jak często lubię obejrzeć film, bo ma wiele podzielonych opinii czy nawet większość jest negatywna i chcę się sama przekonać czy serio jest tak słabo, tak na ten nie chcę marnować czasu.. jeszcze jak czytam o „namiętnych zbliżeniach” między główną bohaterką, a jakimś stworem to tym bardziej mi się odechciewa.. 🙂