Książki, którymi żyłam w 2017 roku

Które powieści zrobiły na mnie największe wrażenie w przemijającym roku? Którymi się interesowałam? Które zwróciły na siebie moją uwagę ze względu na osobowość i zwyczaje autora? Które wkurzyły, rozdrażniły, a które zainspirowały?

Książki pełnią ważną rolę w moim życiu. Nie tylko je piszę, ale również czytam. Absolutnie nie w takiej ilości, w jakiej bym chciała – przyznaję, że jestem czytelniczym żółwiem! – ale jednak czytam: oprócz powieści także poradniki, magazyny, blogi, gazety itp. Książki zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Bardzo dobrze orientuję się w bieżącej sytuacji na polskim i zagranicznym rynku literackim. Śledzę nowości; na wiele się wkurzam, że to takie typowe czytadła, wiele natomiast mnie cieszy, bo przywracają wiarę w porządną literaturę. Chętnie czytam i oglądam wywiady z pisarzami. Jakimi książkami żyłam w poprzednich miesiącach?

Moja książka roku

„Dzika droga” Cheryl Strayed

Niewiele jest książek, które zrobiły na mnie tak duże wrażenie co „Dzika droga”. „Białe jabłka” Jonathana Carrolla czytane w okresie dorastania, cykl o Harrym Potterze, który zmienił Ewę z osoby nieczytającej na pochłaniającą grube książki (pod warunkiem, że wciągają jak HP), „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell, „Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka… To pierwsze tytuły, które przychodzą mi do głowy. Nad innymi musiałabym się zastanowić. „Dzika droga” pierwsza nasuwa mi się na myśl, gdy ktoś pyta mnie do godną polecenia książkę. Nie mogłam o niej przestać myśleć podczas lektury, nie mogłam po jej zakończeniu, opowiadam o niej na spotkaniach autorskich, wciąż często ją wspominam. To nie beletrystyka, tylko pamiętnik kobiety pogubionej w życiu – i chyba właśnie w tym tkwi siła tej powieści. Kocham „Dziką drogę” Cheryl Strayed i po lekturze „Dzikiej drogi” kocham Cheryl Strayed.

Więcej o tej powieści przeczytasz w innym moim tekście: Musisz przeczytać tę książkę.

Moje rozczarowanie roku

„Dziewczyna z pociągu” Paula Hawkins

Powieść Brytyjki Pauli Hawkins otrzymała tytuł „Bestsellera Empiku 2015” w kategorii „Literatura obca”. Polscy czytelnicy ulegli światowemu szaleństwu na „Dziewczynę z pociągu” – to ponoć najszybciej sprzedający się debiut w historii brytyjskiego rynku książki. Zarekomendował ją sam Stephen King, więc co się dziwić. Zazwyczaj unikam tego, co najpopularniejsze. Staram się nie wpadać w zbiorową histerię. Ale tę powieść zobaczyłam na półce u mojej przyjaciółki, która po przeczytaniu mi ją podarowała. Wrażenia? W portalu lubimyczytać.pl napisałam taką opinię:

Niezła, ale: ani nie nowatorska, ani nie przełomowa, ani nie kultowa, ani nie wybitna, jeśli chodzi o sposób pisania, konstruowania napięcia czy sposób narracji… Doskonała machina marketingowa, to na pewno. Do przeczytania, choć niekoniecznie.

„Dziewczyna z pociągu” to naprawdę nic specjalnego, zastrzelcie mnie, ale nie dostrzegam w tej powieści absolutnie niczego (!), co mogłoby tłumaczyć ten międzynarodowy szał. Ileż już było podobnych powieści. Ile podobnych powieści nigdy nie zostało i nie zostanie wydanych… Dla mnie to najbardziej przereklamowana książka ostatniej dekady.

Moje odkrycie roku

„Król” Szczepan Twardoch

Smakowanie powieści Twardocha – pisarza, który jak mało kto potrafi zadowolić gusta zarówno czytelników, jak i recenzentów – zaczęłam od „Dracha” i nieco się, przyznaję, rozczarowałam. Nie, żeby „Drach” był zły; gdy czytasz tę powieść, czujesz, że masz do czynienia z książką aspirującą do miana literatury wysokiej. Ale mnie ta książka nie wciągnęła. Na lubimyczytać.pl napisałam:

Nie dla mnie. Ale: porządna literatura, niezły warsztat autora, interesujący sposób pisania. Pozycja warta uwagi.

Nie skreśliłam jednak Twardocha. Zażyczyłam sobie „Króla” pod choinkę i siostra moje życzenie spełniła. Zaczęłam czytać… i odłożyłam. Znowu coś mi nie grało. W międzyczasie pożyczyłam ją koledze, który wybierał się w długą podróż. Jemu bardzo się spodobała. Postanowiłam dać więc „Królowi” jeszcze jedną szansę. Spakowałam go do walizki i zabrałam na wakacje. Zaczęłam czytać od początku, czekając na jakiś przełom. I ten w końcu nastąpił. W zasadzie dość szybko, po ok. 30 stronach. Czytałam „Króla” na plaży, przy basenie, na tarasie podczas drzemek syna i wieczorami. Dziś w pełni rozumiem wszystkie ochy i achy. Na lubimyczytać.pl o „Królu” napisałam krótko:

Znakomita lektura.

I literatura również. Naprawdę znakomita.

Moje zainteresowanie roku

Zadie Smith

Nie wymienię żadnej konkretnej książki tej autorki, bo żadnej… nie przeczytałam. Czytałam natomiast obszerne fragmenty i mnóstwo, naprawdę mnóstwo rozmów ze Smith. Od czasu do czasu mam tak, że zaczynam szalenie interesować się jakimś autorem. Wtedy czytam o nim wszystko, co wpadnie mi w ręce. Tak było swego czasu z Dorotą Masłowską i Jakubem Żulczykiem. W tym roku stało się tak z Zadie Smith. Dlaczego akurat z nią? Być może z powodu artykułu, w którym nazwano ją „ulubioną pisarką świata”. Dałabym się pokroić za to, żeby być ulubioną pisarką świata. Musiałam więc poznać tematy poruszanie przez tę brytyjską pisarkę, jej filozofię, styl bycia, poglądy, a także sposób pisania. Wybrałam sobie dwie powieści, które zamierzam przeczytać w 2018 roku – „Białe zęby” i/lub „Swing Time”. Na pewno wtedy o nich napiszę.

George Orwell

Zainteresowałam się (na nowo) tym pisarzem w czasie pracy nad moją ostatnią powieścią (jeszcze nieopublikowaną). Sięgnęłam po „Folwark zwierzęcy” i „Rok 1984”. Z wielkim bólem serca muszę napisać, że dziś rzadko kto pisze takie książki. Przede wszystkim Orwell robił to, co w pisarzach cenię najbardziej: uprawiał literaturę zaangażowaną. Jakże współcześnie mi tego brakuje! Zbyt wiele powstaje książek, które nie dostarczają niczego prócz rozrywki, a zbyt mało tych, które zmuszają do myślenia. Gdy George Orwell pisał o zwierzętach, to tak naprawdę pisał o nierównościach społecznych, propagandzie, totalitaryzmie. Tyle zdań z jego książek weszło do użycia („Wielki Brat patrzy”, „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze”). Niestety, współcześni pisarze, również ci, którzy mają siłę przebicia, nawijają o pierdołach – zazwyczaj wyłącznie o sobie – i z dumą podkreślają, że nie interesują się polityką. A na listach bestsellerów króluje sto książek Remigiusza Mroza, poradnik blogerki Deynn (o losie), chick lit i cały zagraniczny chłam.

Moje rozgoryczenie roku

„Prokurator” i „Komisarz” Pauliny Świst

Tym wyznaniem nie przysporzę sobie popularności. Obie książki Pauliny Świst (to pseudonim) wydało moje wydawnictwo – to samo, w którym opublikowałam „Błękitne Dziewczyny” i „Nie omijaj szczęścia”. I stąd pewnie moje rozgoryczenie. Gdy zobaczyłam, jaką popularnością cieszy się „Prokurator”, zaczęłam go czytać. Po kilkudziesięciu stronach odpadłam – zła, zniesmaczona, maksymalnie wkurzona. Prawniczy Grey to ostatnie, co mogłoby mnie zainteresować. Nie chcę się pastwić nad tą powieścią. Po prostu nie rozumiem ludzi, którzy kupują taką literaturę. Ja rozumem, że nie każdy chce – jak napisałam chwilę wcześniej – być zmuszany do myślenia podczas lektury. Wielu czytelników oczekuje jedynie rozrywki. Ale rozrywka też moim zdaniem powinna być na jakimś poziomie. W każdym razie „Prokurator” sprzedał się świetnie, a w księgarniach macie teraz „Komisarza”.

Ponadto interesowałam się:

„Małym życiem” Hanyi Yanagihary

W sierpniu w tym artykule przeczytałam, że „Małego życia” sprzedało się w Stanach Zjednoczonych – ojczyźnie autorki – zaledwie 90 tys. egzemplarzy, natomiast w Polsce niemal 150 tys. Powieść została „Bestsellerem Empiku 2016”. Mnóstwo polskich czytelników ją ubóstwia. Są też tacy, których lektura rozczarowała. Faktem jest jednak, że „Małe życie” stało się w Polsce fenomenem, co bardzo mnie cieszy, bo pozwala wierzyć, że Polacy potrzebują dobrych powieści.

Remigiuszem Mrozem

Przeglądam listę bestsellerów tego roku Empiku. Mróz na miejscu 9, 39, 42, 54, 58, 66, 77, 98. Tylko w Empiku. Gratuluję autorowi sukcesu. Zadziwia mnie jednak tempo jego pisania. Mróz podobno przez 365 dni w roku jest przy biurku. Nie ma wolnego. Pisze kompulsywnie, co kilka miesięcy (średnio co 2–3) wydaje kolejną powieść, również pod pseudonimem (jako Ove Løgmansbø). W sumie wydał ok. 30 książek. Możecie sądzić, że przemawia przeze mnie zazdrość (no jasne, też bym chciała mieć tyle zamówień od wydawców i tyle pozycji na listach bestsellerów), co nie zmienia faktu, że częstotliwość, z jaką ten autor publikuje swoje powieści, zadziwia mnie i martwi. Nie jest możliwe, żeby produkując (tak, produkując) książki hurtowo utrzymać we wszystkich równie wysoki poziom. Poza tym paradoksalnie trudno rozwijać się, pisząc tak dużo i tak często, bo wpada się wtedy w określony schemat, który każdego dnia jest utrwalany. A gdzie czas na naukę rzemiosła? Oczywiście, żeby nie być gołosłowną, w najbliższym czasie przeczytam jedną z wielu książek Mroza i zdam relację.

Przyjazdem Dana Browna do Polski

Mam przeczucie, że „Początek” otrzyma tytuł tegorocznego „Bestsellera Empiku”. Sonia Draga, założycielka wydawnictwa Sonia Draga wydającego Browna (i nie tylko po prostu go wydająca – Draga, niezwykle inspirująca i przedsiębiorcza kobieta, była jedną z pierwszych wydawców na świecie, którzy uwierzyli w talent autora „Kodu Leonarda Da Vinci”), przewidywała przed premierą, że w Polsce sprzeda się ok. 150 tys. egzemplarzy „Początku”. Z okazji premiery Draga ściągnęła Browna do naszego kraju. Wiele w tym czasie ukazało się w mediach publikacji na temat tego autora. Wszystkie przeczytałam z zainteresowaniem. Brown to jeden z najpoczytniejszych pisarzy w historii literatury – nakłady jego powieści sięgają 200 mln egzemplarzy! Na swoich książkach dorobił się ogromnego majątku. A mimo to recenzenci bez przerwy go krytykują. Że się powtarza, że ma kiepski styl itp. Brown ciekawie podsumował to w tej rozmowie:

Nie wiem, co mógłbym z tym zrobić. Nie rozumiem tego. Krytyka jest ważna, a ja nie oczekuję, że wszystkim będzie się podobać to, co robię. Ale prawda jest taka, że ludzie szaleją za moimi książkami. Jeśli więc krytykom się one nie podobają – w porządku, mogą wyrazić swoje zdanie. Ale żeby mówić, jak niektórzy z nich, że nie powinienem już nigdy napisać żadnego zdania… Wtedy myślę sobie: „Naprawdę? Moje pisanie jest aż tak złe?”. Gdyby moje książki sprzedały się w tysiącu egzemplarzy, nikogo by to nie obchodziło. Ale obrażając mnie, ci krytycy obrażają miliony czytelników. Tak trudno zachęcić dziś ludzi do czytania, że naprawdę dziwię się krytykom, że chcą tracić czas na pisanie źle o książkach, które są lubiane.

Inne książki, którymi bardzo się interesowałam i które chcę przeczytać:

„Szczygieł” Donna Tartt

Nagroda Pulitzera 2014 i opinie czytelników, że to powieść ich życia, mówią same za siebie. Zaczęłam czytać.

„Niksy” Nathan Hill

Napisana z rozmachem powieść o wielopokoleniowej Ameryce debiutującego autora. „Niksy” znalazły się wśród 15. najlepszych książek roku 2017 „Wyborczej”. Zaczęłam czytać.

„Jak pokochać centra handlowe” Natalia Fiedorczuk

Kolejny doceniony i chwalony debiut, tym razem na polskim rynku. Autorka otrzymała „Paszport Polityki”. A ponieważ pisze o trudach macierzyństwa i przemilczanym temacie depresji poporodowej, tym bardziej chcę poznać ten tytuł.

„Ma być czysto” Anna Cieplak

I jeszcze jeden debiut, na punkcie którego oszaleli krytycy. Tegoroczna Nagroda Gombrowicza i Conrada, nominacja do „Paszportu Polityki”, a opinie na lubimyczytać.pl średnie… Tym bardziej więc muszę wyrobić sobie własną opinię. AKTUALIZACJA! Powieść przeczytana. Językowo sprawna, ale nie rozumiem zachwytów. Nie zrobiła ta książka na mnie większego wrażenia.

Ewa

fot. materiały prasowe, zdjęcie Remigiusza Mroza z: remigiuszmroz.pl

8

  • Ewelina Ignatowicz

    Bardzo ciekawy pomysł z taką listą! 🙂 Mam podobne zdanie na temat większości książek, które przedstawiłaś z tą różnicą, że podobał mi się „Komisarz” Pauliny Świst, nie jest to oczywiście literatura, którą można porównywać z Orwellem ale ja z przyjemnością i dystansem przeczytałam obie książki Pauliny Świst 😉

  • Sister knows better

    Dziewczyna w pociągu – dobrze i szybko się czyta jednak nie jest to zbyt ambitna lektura, a zakończenie rozczarowywuje.
    Małe życie – piękna, ale i mocna powieść.
    Król – zapada w pamięć, ale nie jest to lekka książka, po której poczujemy się optymistycznie nastawieni do życia. Mimo wszystko, moim zdaniem warta przeczytania.

  • Z wymienionych pozycji przeczytałam tylko Dziewczynę z Pociagu – podzielam Twoją opinię. Nic odkrywczego, do tego chyba z 70 stron czytałam, znając juz sprawcę. Do Orwella się od lat przymierzam i jakoś się nie mogę zebrac, tak samo jak do Lema.

  • Wstyd się przyznać, ale z wymienionych książek przeczytałam tylko „Dziewczynę w pociągu”. Kupiłam też „Początek”, ale jeszcze się za nią nie wzięłam. Pora nadrobić zaległości! 🙂

  • pomiedzy-ksiazkami

    Właśnie dzisiaj pisałam recenzję „Ma być czysto” i niestety faktycznie dość średnie, ale mimo to nic w tej tematyce lepszego nie znalazłam