Kobiety mają mózgi!

W czwartek, 28 listopada 1918 roku marszałek Józef Piłsudski nadał Polkom prawa wyborcze. Byliśmy jednym z pierwszych państw na świecie (!), które uznały, że kobiety też powinny mieć wpływ na to, w czyich rękach jest ich ojczyzna.

Piłsudski, ówczesny naczelnik państwa, nie mógł udawać, że nic się nie stało, gdy w jego okna parasolkami zastukały polskie sufrażystki, zdeterminowane, by zrównać prawa wyborcze kobiet i mężczyzn. Wiedziały, o co walczą. Maria Dulębianka, działaczka społeczna i malarka, która przez 20 lat była blisko związana z pisarką Marią Konopnicką (część badaczy twierdzi, że ich relacja wychodziła poza ramy przyjaźni) mówiła w imieniu kobiet, że nie chcą praw dla siebie, ale dla dobra ojczyzny: „My, kobiety, żądając równouprawnienia, żądamy współudziału w walce o prawa narodu, w pracy dla jego przyszłości, żądamy uczestnictwa w odbudowywaniu gmachu narodowego”.

Choć Polski w tamtym czasie nie było na mapie, dekret został przyjęty. Zapisano w nim, że „wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel Państwa bez różnicy płci”. Wcześniej na podobny zapis zdecydowały się tylko Nowa Zelandia (1893 – w pełni 1919), Australia (1902, z wyjątkiem rdzennej ludności do 1962 roku), Finlandia (1906), Dania (1908 – w pełni 1915), Norwegia (1913), Islandia (1915), Kanada (1917 – w pełni w 1919), Holandia (1917 – w pełni w 1919), Rosja, Ukraina, Białoruś, Łotwa, Estonia i Urugwaj (1917 – w pełni w 1927).

Po nas były m.in. Stany Zjednoczone, Francja, Japonia, Brazylia, Szwajcaria (1971 – kanton Appenzell Innerrhoden w 1990 roku).

Liechtenstein prawa wyborcze swoim obywatelkom nadał dopiero w 1984!

Osobnym przypadkiem, o którym piszę z bólem serca, jest Arabia Saudyjska, gdzie kobiety mogą głosować od… 2015 roku. Saudyjki wciąż są dyskryminowane praktycznie w każdej dziedzinie. Nie mogą samodzielnie prowadzić samochodu ani roweru, podróżować czy decydować o swoim ubiorze. Dopiero w lutym tego roku podpisano zarządzenie, które pozwala im spędzić samotnie noc w hotelu.

Marszałek Piłsudski, podobno początkowo do nadania praw wyborczych kobietom niespecjalnie przekonany, ostatecznie stwierdził: „Kobiety są w ogóle najgorliwszymi propagatorkami mego imienia i wpływu i jestem im niezmiernie wdzięczny za to, że tyle dobrego zrobiły przez swój bardzo ładny instynkt narodowy, który wykazały”.

Instynkt narodowy odezwał się w Polkach ponownie w 2016 roku – prawie 100 lat po dopuszczeniu kobiet do urn – kiedy ubrane na czarno wyszły na ulice większych i mniejszych miast, aby znowu walczyć o swoje prawa. Historia zatoczyła koło. Nie za bardzo jest się z czego cieszyć; podpisanie przez Józefa Piłsudskiego dekretu nie było aktem dobrej woli – ówczesne feministki i działaczki społeczne musiały swoje prawa wyszarpać. Dziś znowu odzywają się tacy, którzy kobietom prawa wyborcze najchętniej by zabrali (przed paroma laty Janusz Korwin-Mikke w programie „Kwadrans po ósmej” powiedział: Przeciętna kobieta nie interesuje się polityką. Chodzi o to, by głosowali tylko ci, co się znają na polityce”).

To przypomina nam wszystkim, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Kto wie o tym lepiej, niż kobiety.

W październiku 1975 roku 90 proc. Islandek wyszło na ulice, żeby pokazać, jak ważna jest ich praca, co doprowadziło do paraliżu kraju. W 2016 – dokładnie 24 października – Islandki zastrajkowały, opuszczając stanowiska pracy o godzinie 14.38. To protest przeciwko nierównościom w płacach kobiet i mężczyzna. Na Islandii kobietom płaci się o średnio o 14-18 proc. mniej, co oznacza, że od godz. 14.38 pracują za darmo. Problem ten dotyczy zresztą nie tylko obywatelek Islandii – również Polski i wielu innych państw świata. Z najnowszego raportu Global Gender Gap Report 2016 opublikowanego przez Światowe Forum Ekonomiczne (World Economic Forum), wynika, że w większości krajów to głównie kobiety zajmują się opieką nad dziećmi i osobami starszymi. Obliczono, że w Polsce kobiety przepracowują rocznie ponad 30 dni więcej niż mężczyźni.

Zdaniem badaczy zniwelowanie przepaści pomiędzy płciami, zachowując obecne tempo zmian, zajmie… 170 lat.

170 lat, żeby kobieta przestała być dyskryminowana, żeby stawiano ją na równi z mężczyzną, żeby nie postrzegano jej wyłącznie przez pryzmat ciała, żeby nie nazywano jej „puchem marnym” (Adam Mickiewicz, „Dziady”, cz. IV) albo nie pisano o niej tak: „Jeśli kobietę zapytać, co przez swe ja rozumie, nie potrafi ona przedstawić sobie pod tym nic innego, jak tylko swe własne ciało. Jaźnią kobiety jest jej powierzchowność zewnętrzna” (Otto Weininger, „Płeć i charakter”).

Weininger, austriacki filozof żyjący w latach 1880-1903, to mizogin pierwszej wody, który pisał w ten sposób: „Skąd więc pochodzić może kobiecy rodzaj próżności? Łączy się on z brakiem jaźni myślnej (inteligibilnej), z brakiem tego, co podlega stałej i bezwzględnej ocenie, wynika z nieposiadania własnej wartości”. Albo: „Genialność jest złączona z męskością, że stanowi męskość idealną, spotęgowaną; albowiem kobieta nie ma świadomości samorodnej, lecz otrzymuje ją od mężczyzny, żyje ona nieświadomie, mężczyzna świadomie: najwyższą atoli świadomość ma geniusz”.

I perełka: „Kobieta nie dba zgoła o prawdę i dlatego nie jest poważna. Z tego powodu też nie można serio twierdzić, iż myśli w pełnym tego słowa znaczeniu”.

Dziś złote myśli Weiningera wydają się cokolwiek śmieszne, jeśli nie godne pożałowania. O tym jednak, że niekoniecznie zupełnie straciły na aktualności, świadczy fakt, że w XXI wieku, w dużym, europejskim, cywilizowanym kraju kobiety znowu muszą wyjść na ulice, żeby udowodnić, że mają mózgi, a nie tylko ciała. Że wbrew temu, co się Weiningerowi wydawało – i co może wydawać się innym – żyjemy świadomie. I jesteśmy poważne. I myślimy! To dopiero dla niektórych niespodzianka. Lecz z drugiej strony, myślę sobie, że może jest w tym sens? Może właśnie ten cały ucisk, niesprawiedliwość ciągnąca się przez całe stulecia, to wieczne odstawianie nas do kąta są naszą siłą napędową? 28 listopada 1918 roku wydarzyło się w naszym kraju coś, co pokazało, że warto było walczyć o to, co zwyczajnie, po ludzku nam się należy. Jeszcze kobiety nie zginęły, tego jednego jestem pewna!

Ewa

PS Trafiłam właśnie na kolejną perełkę. W jednym z dziewiętnastowiecznych poradników pisano: „Kobietę stworzył Bóg dla uprzyjemnienia świata”.

Korzystałam z tego raportu

3