W czasie letnich półkolonii chłopcy będą grać w gry komputerowe, karciane i matematyczne, fotografować, programować, uprawiać sport. A dziewczynki? Te w programie mają kosmetyki, fitness i dietę, piknik i plażing (sic!), projektowanie ubrań, sesję foto, spa… Naprawdę chcecie, żeby nasze córki wyrosły na idiotki?

Jeśli zabiegany współczesny rodzic nie zdążył jeszcze pomyśleć, co począć z wolnym czasem swojego dziecka w wakacje, może wysłać je na półkolonie. Jeden z organizatorów przyłożył się do zadania, układając dwa różne programy – osobny dla chłopców i dziewczynek.

Dla tych pierwszych zaplanowano gry karciane, planszowe i matematyczne, wycieczkę do firmy komputerowej, naukę technik szybkiego zapamiętywania, programowanie, konwersacje po angielsku. Chłopcy będą mogli pograć na konsoli i porobić zdjęcia, poznać zasady druku 3D, a każdego dnia czeka na nich dawka sportu – piłka nożna, gry zespołowe, pływanie.

Czym natomiast będą zajmować się dziewczynki? One w programie mają kosmetyki, projektowanie ubrań, tworzenie biżuterii, aqua aerobic, fitness i dietę, piknik i plażing, profesjonalną sesję fotograficzną, spa oraz, podobnie jak chłopcy, konwersacje po angielsku, żeby wakacje nie poszły całkiem na marne.

Moja krewna, matka dwóch dziewczynek, która trafiła na tę ofertę, nie kryje rozgoryczenia: „Piszę w obronie wszystkich dziewczynek, które miałyby się zadowolić plażingiem, spa i kosmetykami… Fotografowanie i programowanie też by mnie bardziej interesowało niż udział w sesji foto. Nie wiem, kto ułożył ten program, ale zarówno ja, jak i moje córki lubimy sport i gry planszowe… Zresztą kolor niebieski też bardziej mi się podoba”.

Bo plakaty ambitny organizator też zaprojektował jak należy – na różowo dla dziewczynek i na niebiesko dla chłopców.

Patrzę na tę ofertę i mam ochotę rwać sobie włosy z głowy.

Jak to możliwe, że w 2017 roku, gdy eksplorujemy kosmos, wynajdujemy szczepionki na nieuleczalne choroby, a sztuczna inteligencja niedługo będzie mądrzejsza od człowieka, kobiety wciąż muszą przypominać, że mają mózgi?

Wydawało się, że czasy Scarlett O’Hary, gdy rolę kobiety sprowadzono do poziomu manekina, a szczytem dziewczęcych marzeń był piękny mąż z odpowiednim posagiem, przeminęły z wiatrem. Niestety. Jak widać, stereotyp, że kobieta nie musi myśleć, a tylko wyglądać, ma się świetnie.

Dopiero co zrobił się dym o brzuch Anny Lewandowskiej, która kilka tygodni po porodzie pochwaliła się na Instagramie umięśnioną sylwetką. „Opłaca się być aktywnym i trzymać się zdrowych zasad, zarówno przed ciążą, jak i w jej trakcie” – oznajmiła. I się zaczęło. Że przecież Lewandowska ma możliwości finansowe, by zatrudniać sztab opiekunek, które zaopiekują się jej córką, gdy ona będzie w pocie czoła pracować nad sylwetką. Że w ten sposób zamiast motywować – demotywuje. Że jest sportowcem i płaski brzuch tuż po porodzie dla przeciętnej Polki jest praktycznie nie do wypracowania.

Wkurzyła się Paulina Młynarska. „Kochane kobiety, młode mamy! Mam nadzieję, że tego nie kupujecie. (..) Dajcie spokój, bądźcie dobre dla siebie, dzidziusia i tatusia, idźcie na spacer, pośpijcie po południu, a kiedy poczujecie potrzebę, porozciągajcie ciało albo popływajcie. Kilogramy znikną za jakiś czas. Nie da się równocześnie kwitnąć i owocować” – skomentowała.

Wkurzyła się Manuela Gretkowska. „Polacy nie gęsi, Polki nie pingwiny naśladować nie muszą ptasimi móżdżkami każdej mody. Dziewczyna jest żoną półboga – tak się u nas traktuje Lewandowskiego i lekko odleciała, nie ona jedna. Wpasowała się w tło, którym wszystkie żyjemy”.

Gretkowska w swoim długim wpisie na Facebooku trafiła w punkt: „Ciało kobiece traktowane jest jak sprzęt do amortyzacji, my jak towary. Taka jest zasada kapitalizmu i patriarchatu. (…) Chodakowską naśladuje milion Polek. Uczy je dbać o ciało i ćwiczyć, chwała jej za to. A kto nauczy je myśleć?”.

Tylko po co właściwie ktoś miałby uczyć myśleć nasze córki czy córki naszych przyjaciółek i sióstr? Myślenie jest przereklamowane, dziewczynki wiedzą to od najmłodszych lat, gdy widzą współczesne celebrytki – modelki, gwiazdy Instagrama i Snapchata, uczestniczki reality shows, żony piłkarzy, piekielnie zgrabne dziewczyny z torebkami wartymi tyle, co samochód niezłej klasy, żyjące jak w bajce. Na publikowanych w sieci zdjęciach nie chwalą się dyplomami ukończenia wyższych uczelni, tylko gołym tyłkiem. To nic, że wszystkie wyglądają jakby nad ich urodą czuwał ten sam chirurg plastyczny. Są lansowane przez media, popularne, bogate.

Oto wzory do naśladowania dla małych dziewczynek.

I teraz ktoś zamiast sprzeciwić się temu szaleństwu – tym wszystkim płaskim brzuchom miesiąc po porodzie, kulcie fit mam, odsłoniętym pośladkom, przekonaniu, że jesteś tyle warta, co twoja torebka – oferuje dziewczynkom zajęcia, na których nie dowiedzą się niczego pożytecznego. Chłopcy będą programować – lizną tajniki zawodu przyszłości, w którym zarabia się krocie. Poznają techniki szybkiego zapamiętywania, co przyda im się, gdy będą kierować firmą i zażądać sztabem ludzi. Mają tak ułożony program półkolonii, że przyjemne połączą z pożytecznym. Dziewczynkom pozostają kosmetyki, spa, piknik, plażing i sesja fotograficzna.

Ktoś powie: ale zaraz, przecież dziewczynka chce wyglądać jak księżniczka, to oczywiste, że woli ciuchy i kosmetyki od gier czy kopania piłki.

Nieprawda. Jestem tego żywym przykładem. Zawsze bardziej pociągały mnie rzeczy stereotypowo przypisane do płci przeciwnej. Nie cierpiałam sukienek – wolałam spodnie. Nie bawiłam się lalkami. Układałam klocki, robiłam gazetki, przeprowadzałam wywiady, kręciłam filmy, wspinałam się po drzewach. Nie zaczytywałam się w „Ani”, tylko w „Harrym Potterze”. Nie garnęłam się do kuchni (to się akurat zmieniło), nie nosiłam słodkich kapelusików, tylko czapki z daszkiem, byłam krnąbrna, przebojowa i uparta. Mój ulubiony kolor? Niebieski.

Jestem wściekła, że młody człowiek został pozbawiony wyboru.

Przyjmujemy założenie, że z dziewczynki żaden tam przyszły prezes firmy, kosmonauta, programista czy prezydent. Dziewczynka jest i będzie oceniania przez pryzmat ciała, a nie tego, co ma w głowie.

To nie jest burza w szklance wody. To jest bardzo poważny problem; młoda dziewczyna zaniedbująca naukę i własne wykształcenie, całkowicie skoncentrowana na swoim wyglądzie, będzie kiedyś zależna od partnera, a gdy jej ciało zacznie się zmieniać, czeka ją życie wypełnione frustracją.

Ludzie, najwyższy czas się obudzić!

Nie hodujmy pokolenia idiotek! Nie zamieniajmy naszych córeczek w kukły.

Ewa

PS Organizator kontrowersyjnych półkolonii pod wpływem oburzenia rodziców zrezygnował z budzących zastrzeżenia plakatów, a półkolonie podzielił na „komputerowo-sportowe” i „artystyczno-sportowe”.

fot. Unsplash

4