„Hashtag” Remigiusza Mroza. Róg obfitości

Rozrywka w czystym wydaniu – oto „Hashtag”, powieść Remigiusza Mroza. Czy godna uwagi?

Remigiusz Mróz to obecnie najpłodniejszy polski autor. Wydaje po kilka książek rocznie i jest tak popularny, że aż koledzy z branży proszą go, by przystopował. Czasem pojawiają się zarzuty, że w jego przypadku ilość coraz częściej nie przekłada się na jakość. Być może. Faktem jest natomiast, że polscy czytelnicy kochają Mroza, kupują jego książki jak wariaci, ustawiają się w kilometrowych kolejkach po autograf i tłumnie przychodzą na spotkania autorskie, choć sam autor w wywiadach podkreśla, że najchętniej tylko siedziałby i pisał.

„Hashtag” to moje drugie spotkanie z prozą Remigiusza Mroza. Wcześniej była „Nieodnaleziona”, książka, która zaskoczyła mnie zwrotami akcji, a przede wszystkim nieprawdopodobnie wciągnęła, co nie przytrafia mi się znowu często.

W jednym z wywiadów Mróz wyznał, że dostał kiedyś wiadomość z paczkomatu: „Twoja paczka już na ciebie czeka!”, choć niczego nie zamawiał. Autorowi o tak rozbudowanej wyobraźni tyle wystarczyło, by w oparciu o jedno zdanie zaczął budować wielowątkową powieść. W „Hashtagu” jest w zasadzie wszystko, czego dusza zapragnie: tweety wysyłane przez ludzi uznanych za zaginionych, zagadka kryminalna, nawiązania do myśli greckich filozofów, sentencje łacińskie, krytyka kapitalizmu i bezmyślnego bogacenia się, zaburzenia osobowości, konstelacje gwiazd… W jednym rozdziale bohaterowie odwiedzają szpital psychiatryczny, a w następnym trafiają na włoski cmentarz wojenny. Jest wreszcie bohaterka zmagająca się z otyłością, społeczną izolacją oraz własnymi lękami.

W pewnym momencie pomyślałam: „No nie, tym razem Mróz przesadził”. Brakowało tylko UFO. W tym szaleństwie jest jednak metoda, bo to wszystko nie miało prawa trzymać się kupy – a jednak się trzyma. I za to ode mnie duży plus. Mróz jest mistrzem zwrotów akcji, ale w „Hashtagu” zakończenie rozłożyło mnie na łopatki. Remigiusz Mróz jest jednym z niewielu autorów, którzy po lekturze zostawiają mnie w kompletnym osłupieniu. Muszę się chwilę nad tym, co właśnie przeczytałam, zastanowić. Uporządkować treść, spróbować ją zrozumieć. „Ale jak to?” – pojawia się wtedy pytanie. Tak było w „Nieodnalezionej” i „Hashtagu”. Podobnie jest w trakcie czytania lektury. Gdy na jakimś etapie autor uchyli rąbka tajemnicy, nie myśl, że wiesz już wszystko. Książki Mroza zaskakują tak bardzo, że trzeba je przeczytać do samego końca, do ostatniej kropki.

Doceniam autora, bo się przy tej powieści napracował. Ma pojęcie, o czym pisze. Nie da się ukryć, że pomysły dosłownie buzują mu w głowie i gdzieś musi dać im upust. Pod względem sposobu pisania Mróz przypomina mi Dana Browna – szybkie tempo, nagłe zwroty akcji, mnóstwo znaków zapytania. Podziwiam, że Remigiusz Mróz zdołał to wszystko ogarnąć i utrzymać w ryzach. Dodatkowy plus za manifest dotyczący pieniędzy. Przykładowo: jeśli masz w portfelu trzydzieści pięć złotych i żadnych długów, to jesteś bogatszy niż dwadzieścia pięć procent Amerykanów.

Nie jest to wybitna literatura i pewnie nie ma w tym nic złego. Dana Browna też krytykują za literacką prostotę, a jest jednym z najbogatszych i najbardziej kochanych pisarzy na tym świecie. Twórczość Remigiusza Mroza przypomina mi jedzenie z McDonalda, które jest lekkostrawne, smaczne i zawsze wiesz, czego się spodziewać. Nie jest to Atelier Amaro, więc trudno liczyć na wyszukane smaki. Zjadasz i po chwili zapominasz. Ale przecież każdy z nas od czasu do czasu lubi wpaść do Maca!

„Hashtagowi” odejmuję kilka punktów za niedostatek emocji. Choć dzieje się tak dużo, choć bohaterka w kilka dni przeżywa tyle, ile większość z nas nie przeżyje przez całe swoje życie, to jest to wszystko mocno powierzchowne. Zabrakło mi w „Hashtagu” głębi. Momentami gubiłam się też w sposobie dochodzenia do prawdy przez głównych bohaterów. Czy naprawdę na podstawie rzuconych im tropów byliby w stanie wydedukować to, co wydedukowali? Śmiem wątpić.

Polecę „Hashtag”, bo czytelnik spragniony intrygującej rozrywki i wciągającej fabuły będzie usatysfakcjonowany, choć końcówkę pewnie będzie musiał przeczytać nie raz i nie dwa, by objąć rozumem cały koncept Mroza. Czy to kryminał? Thriller psychologiczny? Rozprawa o współczesności z licznymi jej przywarami? Wszystko po trochu. Czy da się to strawić na trzeźwo, oceńcie sami.

Moja ocena: 7/10.

Ewa

fot. kawa: Photo by Nathan Dumlao on Unsplash

2