freelanceJak wychowywać dziecko na freelansie?

Deadline dla wolnego strzelca to rzecz święta. Co zrobisz, jeśli zbiegnie ci się ze szczepieniem dziecka?

Czy freelance jest lepszy, czy gorszy od etatu?
Czy da się uprawiać wolny zawód i jednocześnie wychowywać dziecko?
Co lepsze: wysłać dziecko do żłobka i mieć czas dla siebie, czy też cały czas być z nim?
Czy matki, które szybko wracają do pracy po porodzie, są szczęśliwe? Pracuje im się łatwo czy trudno?
Jak dotrzymywać terminów, gdy ma się pod opieką malucha?
Co robić, gdy praca w dużej mierze polega na stukaniu w klawiaturę, a dziecko na widok komputera od razu wskakuje ci na kolana?

Te pytania pozostawały otwarte, zanim zostałam mamą.

Po urodzeniu Filipa wszystko się zmieniło.

Choć mój syn nie chodzi do żłobka, nie ma niani, dziadkowie nie zajmują się nim dzień w dzień, a jest bardzo żywiołowy i właśnie zaczął chodzić, uważam, że teraz jest luz. W porównaniu do pierwszych miesięcy jego życia naprawdę jest luz. Chociaż pracuję w domu i Rafał pracuje w domu, i Filip jest z nami praktycznie cały czas (pomijając chwile, kiedy nie jest ;-), teraz jest luz.

Bo nie karmię piersią na żądanie (a karmiłam przez 14,5 miesiąca).
Bo wreszcie się wysypiamy (choć mamy nowego lokatora w naszym łóżku),
Bo mogę pojechać na cały dzień do Warszawy z przyjaciółką albo zabrać mamę na weekend do Nałęczowa.
Bo Filip ma jedną porządną drzemkę, co zmieniło nasze życie na lepsze.
Bo rozumiemy się nawzajem i możemy się ze sobą komunikować.
Bo uwielbia spędzać czas z ciocią, babcią, dziadkiem.
Bo nie ma już lęku separacyjnego (co oznacza, że nie jestem wzywana 10 minut po tym, jak z kimś go zostawiłam – nawet jeśli ten ktoś to matka chrzestna).
Bo zaczyna mówić „NIE”, „TAK”, „TU”, „TAM” i jest zdrowym, pogodnym, cudownym chłopczykiem.

Jest luz.

Ale oczywiście bez przesady. Ogólnie pracy, zajęć i obowiązków mam(y) po dziurki w nosie. Piszę, tworzę, doszkalam się i dokształcam, ogarniam dom i firmę. Na macierzyńskim uczestniczyłam w spotkaniach autorskich i targach książki, napisałam powieść, zostałam copywriterką i nauczyłam się SEO, uruchomiliśmy bloga… I choć kocham swoją pracę, to robię wszystko, żeby była dodatkiem do życia, nie na odwrót. Dlatego czytam, spotykam się z przyjaciółmi, uczestniczę w webinarach, chodzę do restauracji, kina i na lody, gotuję, jeżdżę na rowerze i ćwiczę. Kładę się spać ok. 23, czasem później, czasem wcześniej.

Gdzie jest dziecko, czyli freelance i wychowanie

Co więc dzieje się z Filipem, gdy robię to wszystko? Od początku zakładaliśmy, że nie poślemy Filipa do żłobka. Nie dlatego, że uważam żłobek za zło. Broń Boże. Po prostu uznaliśmy, że skoro oboje wykonujemy wolny zawód, to nie ma takiej potrzeby. Poza tym wiem, że pierwsze lata życia dziecka są bezcenne i nie chcę niczego stracić.

Gdzie więc jest dziecko, kiedy trzeba coś porobić? Najczęściej:

• Rano, przed drzemką, na spacerze z dziadkami, to znaczy ok. 9–11.
• Po południu, po drzemce i obiedzie, na spacerze z dziadkami albo ciocią (rzadziej).
• Rano, przed drzemką, z tatusiem na spacerze, gdy mama ma robotę (choć czasem ta robota to sprzątanie, zmywanie, pranie, prasowanie itp.).
• Rano, przed drzemką, z mamusią na spacerze, gdy tata ma robotę.
• Po południu na spacerze z tym rodzicem, który nie ma roboty.
• U drugich dziadków, jeśli dzień jest wyjątkowo ciężki – wtedy spędza u nich czas mniej więcej od 10 do 15. Czasem ma to miejsce dwa razy w tygodniu, czasem raz na dwa tygodnie.
• W swoim łóżeczku w czasie drzemki.
• W swoim łóżeczku od godz. 20.

Jak widać, gdy się jest freelancerem, który nie posłał dziecka do żłobka, trzeba je albo wysłać z kimś na spacer, albo pracować, kiedy śpi.

I tak właśnie jest u nas – działamy, gdy Filip spaceruje, ma drzemkę albo wieczorami. Szczególnie wieczory to dla mnie absolutna świętość i uważam za swój macierzyński sukces fakt, że od urodzenia nasz syn zasypia najpóźniej ok. godz. 20. Często słyszę historie o dzieciach w wieku Filipa, które buszują do 22 czy 23. O zgrozo! Dla mnie to niedopuszczalne i w ogóle sobie tego nie wyobrażam. Oczywiście dobrze wiem, że dzieci są różne – jedne śpią krócej, drugie dłużej. Zawsze mi się wydawało, że Filip ma małą potrzebę snu, ale faktycznie mi się wydawało ;-). Jest gdzieś pośrodku. Budzi się ok. 6.30 (ostatnio polubił wczesne pobudki), ma jedną drzemkę ok. 12; w domu śpi do 2 godzin, u babci dłuuużej – ostatnio… 4 godziny. 4 GODZINY! Z przerwą, ale jednak. Ludzie! Obudził się ok. 16. Mąż przyjaciółki, z którym akurat widziałam się tamtego dnia, stwierdził, że czeka nas długi wieczór. Cóż. Filo zasnął jak w zegarku. Ok. 20.

Dla mnie wolne wieczory to komfort i luksus. Wieczorami pisałam moją najnowszą powieść i opowiadanie „Mistrz” opublikowane w antologii „Powroty.Radom”. Wieczorami robię to, czego nie zdążę w ciągu dnia. Z tego wynika główny wniosek dotyczący freelansu:

Perfekcyjna organizacja dnia to podstawa.

Gdy jesteś na swoim i wychowujesz małe dziecko, nie masz czasu do stracenia – liczy się (dosłownie!) każda minuta. A to oznacza, że zwiększa się twoja efektywność, bo nie zbijasz bąków, zamiast pracować. Po prostu działasz, bo dziecko zaraz obudzi się z drzemki, bo jeszcze obiad jest do zrobienia, bo chcesz wreszcie iść spać… Prawda jest taka, że nikt nie jest tak doskonale zorganizowany jak rodzic na freelansie.

Samozatrudnienie a dziecko – plusy i minusy

• Kręgosłup nie pęka od wielogodzinnego ślęczenia przed komputerem. Odkąd mamy Filipa, człowiek w zasadzie bez przerwy jest w ruchu.
• Masz większą motywację, żeby się rozwijać, zdobywać nowych klientów, poszerzać wiedzę itp. W końcu pieluszki same się nie kupią.
• Nie ucieka ci najpiękniejszy i najważniejszy okres w rozwoju twojego dziecka. Szczerze mówiąc, serce by mi chyba pękło, gdybym miała posłać Filipa do żłobka.
• Gdy inni siedzą w biurze, ty możesz w środku dnia zabrać dziecko na spacer.
• Poznajesz uroki pracy o 5.30 rano (Rafał pisał o tym tutaj).
• Wstajesz wcześnie. Tak, teraz widzę, że to plus. Dzięki temu, że Filip budzi się (i nas – częściej mnie) ok. 6–7, dzień staje się naprawdę bardzo długi. Dziś nie wiem, jak mogłam kiedyś kisić się w łóżku do 12.
• Bierzesz wolne, kiedy potrzebujesz. Dziecko choruje? Trzeba iść na szczepienie albo na bilans? Jest tak piękna pogoda, że chcesz na maksa wykorzystać ten dzień? Świetnie! Freelancer nie musi prosić szefa o dzień wolny, bo sam jest sobie szefem.

Ale!

• Za ten dzień wolny nikt ci, freenalcerze, nie zapłaci. Sorry, Winnetou.
• Nie do końca jest tak, że bierzesz wolne, kiedy potrzebujesz. Deadline to dla freelancera rzecz święta. Niedobrze, jeśli zbiegnie się np. ze szczepieniem dziecka.
• Gdy prowadzisz dom i firmę, piszesz bloga, książki, robisz kurs dietetyczny i zgłębiasz tajniki targetowania na Facebooku, a do tego masz dziecko pod opieką, można czasem zwariować! Nawet nie ma czasu się polenić, o spokojnym wypiciu kawy w niektóre dni nie wspominając…

Ale!

To w zasadzie nic w porównaniu z tym, że na freelansie twoje dziecko jest przy tobie, a ty przy swoim dziecku. Tyle wystarczy.

Ewa

PS Mimo wszystko nie zamierzamy robić z siebie męczenników! Niecierpliwie wyczekujemy dnia, gdy nasz synek pierwszy raz przekroczy próg przedszkola.

fot. Corinne Kutz on Unsplash

4

  • Emilia Wróbel

    Też z mężem prowadzimy firmę, też mam córkę, ale całe szczęście już prawie dorosłą i też piszę bloga oraz realizuję się w innych dziedzinach. Wiem jedno, że jeśli coś się chcę i na czymś Ci zależy, to ZAWSZE TO MASZ i zawsze znajdziesz czas na wszystko. Pozdrawiam 🙂

  • Babskie Skarby

    Mam czwórkę dzieci i też pracuję w domu 🙂 Macierzyństwo nauczyło mnie doskonałej organizacji czasu i wybierania rzeczy najważniejszych dla mnie bez odczuwania straty tych mniej ważnych. No i wykorzystanie czasu na maxa! Aż strach pomyśleć ile czasu kiedyś marnowałam:) Fajnie, że dziś można pracować w domu i godzić to z wychowaniem dzieci.

  • Ewelina Smoleń

    Genialny post! Bardzo interesujący…Mi osoboście marzy się zarabianie w taki sposób, mimo iż pracuje w firmie gdzie godziny pracy mam dowolne. Praca w domu, przynajmniej dla mnie, byłaby idealna 😉 Może kiedyś mi się uda. Pozdrawiam!