Feminizm, moja siostra i Boże Narodzenie

Okres przedświąteczny skłonił mnie do refleksji nad losem polskich mam, które podpierają się nosem, żeby przed Gwiazdką zapiąć wszystko na ostatni guzik.

Moja siostra zmieniła pracę. We wcześniejszej, przyznaję, miała kołowrotek – całe dnie poza domem. Po czterech latach oprzytomniała, powiedziała „dosyć”. Chciała pracy spokojnej, od godziny do godziny, normalnego szefa. Udało się. Budżetówka, żadnego przenoszenia obowiązków do domu. Wzięła też na siebie dodatkowe zajęcia. I stwierdziła ostatnio, że teraz ma jeszcze… mniej czasu niż wcześniej.

Zdzwoniłyśmy się przed świętami.

Siostra: – Ewa, czy mogłabyś ogarnąć prezenty dla rodziców, bo masz więcej czasu ode mnie?

Opowiadam teraz tę anegdotkę przy różnych okazjach.

Nie sądziłam, że trzeba to tłumaczyć, ale wbrew temu, co się niektórym wydaje, urlop macierzyński to wcale nie urlop. W obliczu nachodzących świąt młode matki odczuwają to najdotkliwiej. Sama mam ośmiomiesięczne dziecko, nieprzespane noce, pobudki o ukochanej przez synka godzinie 4-5, a ostatnio do 22.30 piekłam sto pierniczków. I owszem, zgodziłam się ogarnąć prezenty dla rodziców. Biegam od sklepu do sklepu na drzemkach synka, gotuję, zamrażam, piekę, lukruję, dzwonię, pytam, czy pomóc, załatwiam sprawy innych. Nie ja jedna!

Dlatego z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia chciałabym złożyć szczególne życzenia wszystkim matkom.

Matkom ogarniającym prezenty dla rodziców. Dla teściów, rodzeństwa, męża, dzieci, znajomych. Matkom, które wieczorami nie wiedzą, w co włożyć ręce. Matkom, które do północy pieką pierniczki. Lukrują je i ozdabiają. A potem idą spać i będą szczęśliwe, jeśli ciągiem prześpią trzy godziny. Matkom, które stoją zgarbione nad łóżeczkiem, próbując uspokoić dziecko. Matkom, które w środku nocy kołyszą dzieci do snu. Matkom, które nie śpią o nieludzkiej porze. Matkom, dla których zachęta, by odpoczęły w okresie świątecznym, brzmi jak ponury żart. Matkom, które pchają wózek z małym klocuszkiem, obwieszone zakupami. Matkom, które marzną na placach zabaw. Które nie mają pięciu minut dla siebie, które „tylko siedzą z dzieckiem w domu”. Które w kółko piorą i prasują. Matkom, które dla siebie i dla dzieci gotują oddzielne obiady. Matkom dzieci przeziębionych. Ząbkujących. Z kolką, refluksem. Przeżywających bunt dwulatka. Niegrzecznych. Uwieszonych do nogi. Raczkujących. Niejadków i wiecznie głodnych.

Matkom, które inne matki ciągle pouczają. Które muszą tłumaczyć się starszym pokoleniom, dlaczego stosują takie, a nie inne metody, bo za ich czasów… Matkom, które muszą przewinąć dziecko ubrane w kombinezon. Matkom, które nie mają zmywarek, niań, bliskich do pomocy. Matkom, które zapominają, że są też kobietami. Które słyszą, że wyglądają na zmęczone. Które muszą wyjaśniać, dlaczego dają dzieciom słoiczki, a nie gotują same. Matkom, które dźwigają wózek po schodach. Które próbują robić zakupy z niemowlęciem na rękach. Które chciałaby karmić piersią, a nie mogą. Które mogą karmić piersią, a nie chcą. Które czytają w poradnikach, że powinny zapraszać męża do łóżka, żeby nie poczuł się odtrącony. Które muszą po sto razy prosić dziadków, aby nie dawali wnukom słodyczy.

Matkom, które codziennie patrzą, jak rosną ich dzieci.

I które właśnie z tego jednego, jedynego powodu są w stanie znieść to wszystko.

Zatem z okazji świąt Bożego Narodzenia razem z Filipkiem życzymy wam dużo spokoju, radości i cierpliwości. Oraz luzu, który przyda się nam wszystkim – a młodym matkom szczególnie.

Wesołych!

Ewa

PS Dla porządku: nie umniejszam roli ojca w wychowaniu dziecka i bardzo kocham moją siostrę.

15645382_1221371144612303_779921824_n

4