Dzień kobiet, czyli o roli niewiasty w życiu faceta

Tulipan? Nie! Czekoladki? Nie! Perfumy? Nie! Tym razem uczczę 8 marca w ulubiony sposób, czyli coś… napiszę. Ze specjalną dedykacją dla Kobiety mojego życia.

8 marca to dla mężczyzny dobry moment, by pokusić się o refleksję nad rolą kobiet w jego życiu. Zwykle jest ona równie znacząca, co niedoceniana. I to od najmłodszych lat. Jakoś nadspodziewanie łatwo zapominamy bowiem o poświęceniu i wysiłku włożonym w nasze urodzenie i wychowanie przez matkę, która w naszych oczach szybko staje się tylko chodzącym wyrzutem sumienia, stale przypominającym o obowiązkach. Mycia zębów, noszenia czapki, pilnej nauki, wczesnego wracania do domu z imprezy, poznania odpowiedniej dziewczyny, ożenku, posiadania potomstwa, a potem jego właściwego (czyli zgodnego z matczynymi normami) wychowania.

Równie gładko przychodzi nam, mężczyznom, bagatelizowanie znaczenia innych kobiet. Lekceważymy szkolne koleżanki, choć pozwalają zakosztować smaku pierwszych pocałunków, a czasem nawet czegoś więcej. Później umniejszamy rolę dziewczyn poznanych na studiach, mimo że ślęczą na wykładach, by później użyczyć notatek kumplom spędzającym ten czas nad kuflem piwa.

Osobnym rozdziałem jest traktowanie kobiet bliższych sercu. Najpierw dziewczyn, później narzeczonych, aż wreszcie żon. W przypadku wielu mężczyzn ta wyliczanka nie kończy się zresztą na żonach, niejednokrotnie zaczynają ją od początku, czasem nawet powtarzając parę razy. W każdym razie po upolowaniu zdobyczy (przynajmniej osiągnięciu wewnętrznego przeświadczenia o sukcesie tych łowów, bo przecież popularne i być może całkiem prawdziwe powiedzenie głosi, że „to kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze”) często spoczywamy na laurach, oczekując hołdów oraz uwielbienia ze strony kobiety, niewiele oferując w zamian.

Wychowani w patriarchalnej tradycji lub po prostu wygodniccy domagamy się, by była jednocześnie zmysłową kochanką, gospodynią domową i opiekunką do dziecka.

Wkurzamy się, gdy do czerwoności rozgrzewa telefon, prowadząc niekończące się rozmowy z przyjaciółką czy blokuje telewizor, oglądając ogłupiające programy o życiu rodziny Kardashianów. A przecież mogłaby spędzać czas sensowniej. Na przykład obserwując, jak jej ukochany wygrywa Ligę Mistrzów, siedząc całą noc przed ekranem komputera i doskonaląc umiejętność gry w „FIFA 17”.

Przyznaję, że trochę upraszczam i uogólniam, bo przecież nie brakuje facetów, którzy prostą drogą zmierzają do osiągnięcia statusu partnera doskonałego. Jednak wciąż stanowią mniejszość. Reszta nie potrafi, albo nie chce zrozumieć kobiecej natury. Wiem coś o tym, bo też nie zawsze byłem dobrym synem, chłopakiem czy właśnie owym partnerem. Sporo kobiet bezskutecznie czekało, aż się ustatkuję i określę (faceci na pewno wiedzą, co mam na myśli). Nawet próbowałem, ale jakoś nie wychodziło. I, co gorsza, sam nie wiedziałem dlaczego.

Dziś znam już odpowiedź na to pytanie. Po prostu czekałem i szukałem. Podświadomie czułem, że w końcu spotkam tę JEDYNĄ. Wprawdzie publicznie wyśmiewałem teorię o „połówkach pomarańczy, jabłka czy innej brzoskwini”, ale w głębi duszy chyba nie traciłem wiary w jej prawdziwość, choć pojawiały się wątpliwości statystyczne – znikome jest przecież prawdopodobieństwo spotkania idealnie pasującej partnerki wśród blisko 7 miliardów mieszkańców naszej planety. A jeśli to brakujące ogniwo jest pasterką owiec na Nowej Zelandii, albo naukowcem w stacji badawczej na Antarktydzie…?

Czekałem i szukałem. Wreszcie się doczekałem i odnalazłem kobietę, która wyzwoliła mnie ze wszelkich wątpliwości dotyczących relacji damsko-męskich.

Dzięki niej odkryłem, czym różni się miłość od zauroczenia. Zacytuję wspaniałą myśl twórcy „Małego Księcia”: „Kochać to nie znaczy potrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku”. U nas tak właśnie jest. Bez zbędnych słów i tłumaczeń, zawsze podążamy w tym samym kierunku. Jestem głęboko przekonany, że tak samo będzie jutro, za rok czy 10 lat.

Facetowi trudno pisać o uczuciach. Trochę niepokojąca jest bowiem świadomość, że tekst poruszający tę, jakże wrażliwą, tematykę trafi na forum publiczne i każdy będzie mógł go złośliwie skomentować, wydrwić albo obśmiać. Poza tym jako mężczyzna powinienem przecież posiadać naturalną blokadę przed głębokimi wyznaniami. Przynajmniej według wielu kobiet, przekonanych, że wstydzimy się okazywania emocji. I nieważne, czy chodzi o strach, czy też miłość.

Chyba zatem nie spełniam parametrów „prawdziwego faceta”, a może to Dzień Kobiet i nadchodząca wiosna nastroiły mnie romantycznie, w każdym razie czuję nieodpartą potrzebę podzielenia się ze światem swoim szczęściem. Szkoda tylko, że nie da się go opisać w jednym tekście, nawet najdłuższym (tylko kto by to wtedy przeczytał?). Gdybym był vlogerem mógłbym spuentować to nastrojową piosenką albo zabawnym filmikiem. A tak pozostają słowa. Problem w tym, że co bym teraz nie napisał będzie trąciło banałem, choć dotyczy totalnie niebanalnej kobiety.

Dlatego może po prostu podziękuję. Ewi, dzięki za to, że jesteś i za to jaka jesteś. Nadajesz mojemu życiu sensu i sprawiasz, że każdy dzień jest nową, fantastyczną przygodą. Nawet jeżeli za oknem pada deszcz ze śniegiem, na bankowym koncie króluje debet, a żółty pasek w telewizorze donosi o kolejnym nieszczęściu. Jesteś wspaniałą żoną, najlepszą przyjaciółką i cudowną matką. Utalentowaną pisarką, świetną dziennikarką oraz perfekcyjnie zorganizowaną wspólniczką. I kreatywną kucharką. Uwielbiam Twoje wymysły z kaszy jaglanej, nawet jeśli wciąż żyjesz w przekonaniu, że w głębi duszy marzę o ociekającej tłuszczem golonce.

Kocham Cię!

Rafał

Fot. Alex Blăjan

7

  • Emilia Zogo

    Przepiękny post, na prawdę. Miło się czytało, zwłaszcza jak widać, że mężczyźni nas doceniają w każdym calu. Bardzo miłe uczucie 🙂

  • Pola prisme

    Matko! post od serducha! Aż przeczytałam od deski do deski z zapartym tchem! Mam nadzieje, że niegdyś sama taka połówkę znajdę i też uświadczę się w przekonaniu, że jednak istnieje 🙂
    Aż mnie teraz korci pytanie „to w takim razie jak uczcileś to święto ze swoją Panią”?

    • Rafał Natorski

      Dzięki za miłe słowa! 🙂 No cóż, 11-miesięczny berbeć utrudnia trochę realizację ambitnych planów romantycznych, a poza tym nie jestem zwolennikiem jednodniowych hołdów, staram się, na miarę skromnych męskich możliwości, by moja Ewunia codziennie czuła się świątecznie. W Dzień Kobiet podarowałem Jej zamiast tulipanów solidny zapas rozmaitych orzechów, bo – jak możesz przekonać się z innych wpisów na naszym blogu – jest fanką zdrowego odżywiania 🙂

      • Pola prisme

        Ooo! Ciekawy pomysł! W takim razie zapewne nie zabrakło orzechów brazylijskich czy nerkowca. Aż mi samej ślinka cieknie, bo są to swego rodzaju rarytasy. Dobrze się słyszy, gdy mężczyzna nie dba o swoja Panią tylko od święta zatem musi Ona być niesamowitą szczęściara! 🙂

        • Rafał Natorski

          Raczej to ja czuję się większym szczęściarzem, ale generalnie dobraliśmy się jak w korcu maku, czego i Tobie życzę! 🙂

  • Ewa PN

    <3