Co zrobić, żeby dzieci chodziły spać o tej samej porze?

Wolne wieczory to dla nas świętość. Tak było, gdy mieliśmy tylko jedno dziecko. Tak jest i teraz – zwłaszcza teraz! – gdy na pokładzie dwójka. Jesteście rodzicami i myślicie, że się nie da? Zapewniam, że się da.

Ustalmy jedno: jeśli chodzi o dzieci, daleka jestem od niewolniczego trzymania się planu dnia, co do godziny. Przy pierwszym dziecku, będąc zupełnie zieloną matką, naczytałam się steku cudownych porad w stylu: „Dziecko powinno mieć stały harmonogram dnia”. Skutkiem tego było więc np. kładzenie syna na drzemki nie według oznak senności, a według godzin – i moja niemała frustracja, gdy według planu, to jest np. o 13.30, zamiast spać, rozglądał się w najlepsze po pokoju.

Tak, dzieci kochają rutynę, stabilizację, powtarzalność, wtedy czują się bezpiecznie i są szczęśliwe – moi synowie (10 miesięcy i prawie 3 lata) mają stały rytm dnia, ale nie egzekwowany co do minuty, z szaleńczą, obozową wręcz precyzją.

Ale przy obu zawsze konsekwentni byliśmy w jednym temacie: wieczorów.

Ze starszakiem niemal od początku pilnowaliśmy wieczornej rutyny – mycie, piżamka, cyc, spanie. Z czasem cyc zamienił się w kolację, a zasypianie zaczęło odbywać się przy czytaniu i tak jest do dziś. Przyznaję, że w przypadku Filipa bywałam przewrażliwiona – nie umawiałam się praktycznie nigdy po godzinie 18, bo wtedy zaczynała się cała wieczorna sekwencja zdarzeń. Moje dziecko szybko jednak załapało, że godzina 20 to nie jest czas na zabawę, a na spanie. Taka nagroda za niebalowanie wieczorem jak najbardziej mi odpowiadała.

A potem urodził się Krzyś i na własnej skórze przekonałam się, czym są tzw. wieczorne niepokoje dziecka, czyli trudny do ukojenia płacz przez dwie godziny albo i lepiej. Chwała Bogu za metodę 5S Harveya Karpa, o której napiszę innym razem. Mimo to właściwie od pierwszych dni życia staraliśmy się nauczyć malucha, kiedy jest noc, a kiedy dzień, kiedy się śpi, a kiedy można poimprezować itp. Ponieważ Krzysio urodził się w maju, gdy miał ledwie miesiąc-dwa-trzy, często wracaliśmy do domu o 19–20, bo szkoda nam było dnia – szczególnie z dwulatkiem, który po drodze nie mógł nie zaliczyć minimum dwóch placów zabaw ;-).

Dziś wiem na pewno, że dzieci są bystre i piorunem uczą się nowych rzeczy, błyskawicznie wypracowując sobie nawyki (zarówno te dobre, jak i te złe). Wystarczyło raz czy dwa wybudzić Krzysia ze zbyt długiej popołudniowej drzemki (nie jestem zwolenniczką budzenia z drzemek, ale są okoliczności, kiedy jest to wręcz konieczne), żeby załapał, jak ma wyglądać wieczór. Aha, o 19 nie ma spania, wtedy rodzice mnie kąpią, potem mama naciera mnie balsamem, przebiera w piżamkę, daje cyca, a ja zasypiam.

Przez długi czas ulubioną porą Krzysia na wieczorne zaśnięcie była godz. 20.20. Tak czasem bywa i teraz. Generalnie jednak moi synowie chodzą spać ok. 20, a my z Rafkiem mamy wolny wieczór. Bez wolnych wieczorów nie wyobrażam sobie życia. To dla mnie nagroda po całym dniu po brzegi wypełnionym obowiązkami, gdy czasem nie mam dosłownie minuty dla siebie. To wtedy nadrabiam zawodowe zaległości. To wtedy piszę, a jak wiadomo, bez pisania mnie nie ma. To wtedy mam czas dla swoich spraw, dla męża, dla książek, telewizji, kąpieli, ćwiczeń itp. To nierzadko dopiero wtedy mam czas, żeby chociażby sprawdzić maile.

Często czytam w internecie smutne wpisy matek w stylu: „Mam dwójkę małych dzieci, jedno zasypia o 19, drugie o 22, co robić?!”.

Faktycznie, to nie jest komfortowa sytuacja. Zresztą godz. 22 nie jest zgodna z zegarem biologicznym dziecka – po więcej konkretów odsyłam do trenerki snu, czyli Dobranocki.

Obecnie nasze wieczory wyglądają tak: ok. godz. 18.30 moje dzieci jedzą kolację. Potem się myją (na raty, jeszcze nie razem, choć przymierzamy się do wspólnych kąpieli). Ja przygotowuję do snu Krzysia (młodszego), Rafek Filipka (starszego). Do niedawna zasypiali oddzielnie – Rafek zamykał się z Filipkiem w jego pokoju i czytał mu, aż młody zasnął, a ja kładłam się z Krzychem w sypialni i zasypiał przy cycu.

Od paru tygodni – odkąd zaczęłam przed snem czytać Krzysiowi – kładę się z chłopcami na dużym łóżku w sypialni. Czytam kilka bajeczek, potem żegnamy cały świat, po czym Filipek gasi lampkę, tuli się do moich pleców, mówimy sobie „kocham cię” i on w kilka minut zasypia. Ja leżę na boku i usypiam Krzysia cycem – niedługo się to zmieni, bo zamierzam ukrócić zasypianie przy piersi i odstawić nocne karmienia. Póki co jednak to sprawdza się idealnie. Kiedy chłopcy twardo zasną, przenosimy Filipka do jego pokoju, gdzie śpi w swoim łóżeczku (choć wiemy, że jeszcze się zobaczymy, bo nocą prawdopodobnie nas odwiedzi…). W godz. 20–20.30 spotykamy się z Rafkiem w kuchni, robimy sobie jedzenie i mamy wolne. WOLNE!

(Ta forma usypiania moich dzieci bardzo mi odpowiada również dlatego, że nie jest kłopotliwa, gdy zostaję z nimi sama – już teraz tatuś się z nimi żegna, zanim położą się do łóżka, po czym znika. Najczęściej w pokoju obok, ale jeśli wychodzi, chłopcy nawet o tym nie wiedzą).

Co więc zrobić, żeby twoje dzieci zasypiały np. w okolicach godz. 20, dzięki czemu będziesz mogła w spokoju napić się herbaty/nałożyć maseczkę/pogadać z mężem?

Przede wszystkim zadbaj o mityczny stały rytm dnia. Nie, nie trzymaj się go kurczowo, bo oszalejecie, wiem to po sobie. Ale raczej nie może być tak, że twoje niespełna roczne dziecko raz ma dwie godziny aktywności, a raz sześć. To niewłaściwe i bardzo dla niego niezdrowe! Mój 10-miesięczniak działa według schematu: pobudka 7–8 (wiem, jesteśmy szczęściarzami), ok. 3 godziny aktywności, drzemka przedpołudniowa, znowu ok. 3 godziny aktywności, drzemka popołudniowa, ok. 4 godziny aktywności, sen nocny. Drzemki ma różnej długości, choć najczęściej pierwsza trwa ok. 1,5 godziny (niestety, niekiedy się nie udaje – wtedy 40 minut i wiadomo, pobudka), a druga ok. 30–40 minut (czasem dłużej, jeśli pierwsza nie wyjdzie). Oczywiście istnieją dni inne niż wszystkie, ale jednak wyjątki potwierdzają regułę.

Niektóre maleńkie dzieci (mam na myśli kilkumiesięczne) „przesypiają” porę wieczornego snu – mają późne popołudniowe drzemki i o godz. 20–21 smacznie drzemią. Wtedy budzą się ok. godz. 22, są kąpane, karmione i zasypiają bliżej… 23. Tak może się zdarzyć, jeśli masz maluszka, któremu dzień myli się z nocą i który tkwi jeszcze w tzw. czwartym trymestrze, czyli nie ukończył trzech miesięcy. Ale nawet takiego malucha – o ile nie choruje albo nie miał przykrego dnia – warto wybudzać wieczorem, by narzucić mu zdrowy dla niego, a satysfakcjonujący dla ciebie harmonogram.

U malucha pilnuj pory popołudniowej drzemki. Zamiast kłaść kilkumiesięczne cudo na drzemkę o godz. 18.30, połóż malca spać! Uwierz, że są dzieci, które zasypiają o tej porze na sen nocny i wcale nie wstają o 5. Paradoksalnie – i powie ci to wielu rodziców – często sprawdza się zasada: im późniejsza pora snu nocnego, tym wcześniejsza pobudka. Nie doprowadź do przemęczenia swojego dziecka!

* Tutaj uwaga – być może właśnie w tym momencie myślisz sobie: „Dobra, dobra, ale mój synek o godz. 20 jest wesolutki jak skowronek, chce się bawić, więc o jakim przemęczeniu mowa?!”. Coś ci zdradzę – u przemęczonych dniem dzieci istnieje coś takiego jak „drugi oddech”. Możliwe, że zaobserwowałaś to u swojej pociechy: trze oczy, ziewa, łapie się za ucho, marudzi, a potem nagle powyższe symptomy jak ręką odjął i zaczyna się impreza. To jest właśnie ów „drugi oddech”. Rzecz bardzo dla dziecka niekorzystna. Dlatego reaguj na pierwsze oznaki senności i nie przeciągaj swojej pociechy.

Ze starszymi dziećmi sprawa wygląda tak, że być może konieczne będzie skrócenie spania w dzień. Nie lubię tego i ty pewnie też nie, ale trudno liczyć, że niespełna trzylatek będzie miał za dnia dwugodzinną drzemkę i potulnie pójdzie spać punkt 20. Oczywiście takie dzieci się zdarzają, ale jednak są rzadkością. Popróbuj więc z drzemką w dzień, żeby twoje kilkuletnie dziecko miało szansę zasnąć bez przeszkód o ludzkiej porze wieczorem.

Nie oddzielaj dzieci od siebie. Kiedy tylko stanie się to możliwe, podawaj im razem kolację (choć pewnie jedzą co innego), organizuj wspólne kąpiele i czytaj im razem książeczki. Dzięki wspólnymi rytuałom twoje małe dzieci prędko załapią, że właśnie nadeszła pora spania.

Wyciszaj dzieci wieczorem. Niestety, w myśl zasady, że trudno zjeść ciastko i mieć ciastko, jeśli chcecie mieć wieczory dla siebie, nie zapraszaj gości na newralgiczną godzinę (czyli np. 19). Oczywiście nie chcemy uprawiać niewolnictwa! W ubiegłym roku po raz pierwszy zorganizowaliśmy u nas Wigilię i nie wyganiałam gości punkt 20 ;-). Ale gdy widziałam, że już pora na Krzysia, wymknęłam się na kwadrans, szybko go umyłam, nakarmiłam, a potem wrzuciłam do nosidła i tak sobie zasnął przy domownikach. Staraj się jednak wieczorem wyciszać swoje dzieci – nie oglądajcie telewizji, żadnych bajek, pogaście górne światła (o tak!). Na wyciszenie maluchów fantastyczne jest czytanie książeczek.

U nas być może pomocny jest też fakt, że chłopcy wstają mniej więcej o jednakowej porze. Czasem starszy budzi młodszego („chcę do Krzysia!”), czasem młodszy starszego (gaworzeniem albo szarpaniem go za włosy, kiedy wszyscy budzimy się w jednym łóżku). Ok. godz. 8 jemy razem śniadanie, a potem dzień zaczyna się na dobre.

Dodam, że Filipek (3 lata) nie ma w dzień drzemki, odkąd skończył 2,5 roku. W sumie tak bardzo na to nie narzekamy, bo gdy spał w dzień, wieczory były okropne – rozciągały się w nieskończoność, a pora zasypiania coraz bardziej się przesuwała, aż doszliśmy do diabolicznej 21.30–22. Teraz słucha czytanki, sam gasi lampkę, wyznaje miłość, tyli się i niepostrzeżenie zasypia.

Nigdy nie przeprowadzałam u moich dzieci nauki samodzielnego zasypiania, jestem na to za miękka, ale być może są dzieci, które tego potrzebują.

Zatem drodzy rodzice, postarajcie się o wolne wieczory. Dla siebie i dla waszych pociech. Dwulatek chodzący spać o 23, nie wspominając o młodszych dzieciach, zachowuje się wbrew swojej naturze – a i wam daje w kość. Wyegzekwowanie wolnych wieczorów przy małych dzieciach jest wykonalne – my osiągnęliśmy to całkiem naturalnie, bez żadnych łez czy oporu ze strony naszych dzieci. Podstawą jest wasze nastawienie i, jak zawsze, konsekwencja w działaniu. Bez niej ani rusz.

Powodzenia!

Ewa

PS Jest godz. 23.35, gdy kończę pisać ten tekst. Moi synowie śpią od 19.50.

Photo by Piotr Janus on Unsplash
0