Byle kochać. „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego [RECENZJA]

Ten film jest jak sen, sen Pawła Pawlikowskiego, który śledzimy zahipnotyzowani, zapominając o wielkim świecie.

W „Zimnej wojnie” jest wszystko, co charakterystyczne dla ostatnich filmów Pawlikowskiego – ograbiony z kolorów, biało-czarny obraz, nietypowe ujęcia, poruszający dźwięk i mnóstwo wymownej ciszy oraz, co chyba najważniejsze, przestrzeń dla refleksji. Ale też trudno się dziwić, że to film wybijający się na tle współczesnej popkulturowej papki – Paweł Pawlikowski to w końcu laureat Oscara za „Idę” i zdobywca Złotej Palmy w Cannes za reżyserię „Zimnej wojny”.

O „Idzie” pisano, że jest antypolska; skrytykowała ją nawet ówczesna premier Beata Szydło. „Zimna wojna” to zupełnie inne kino. Tym razem Paweł Pawlikowski stworzył film… o miłości. Uczucie rodzi się pomiędzy Wiktorem, pianistą i dyrygentem zespołu ludowego Mazurek, a Zulą, utalentowaną, pełną życia i temperamentną dziewczyną, która do tego zespołu dołącza. W tych rolach Pawlikowski obsadził Tomasza Kota i Joannę Kulig. Oboje grają znakomicie, są bardzo wiarygodni i przekonujący, a Kulig wprost hipnotyzuje. Świetna, jak zawsze zresztą, jest też Agata Kulesza – można tylko żałować, że szybko znika z ekranu. Nie zawodzi Borys Szyc.

Istotny jest ponadto w „Zimnej wojnie” kontekst historyczny – w powojennych realiach PRL-u każde niemal uczucie mogło zostać wystawione na próbę. Zula i Wiktor byli w sobie szaleńczo zakochani, mimo to nierzadko brakowało im sił, by przeciwstawić się trudnej codzienności i wyszarpać dla siebie szczęście.

„Zimna wojna” to opowieść o ludziach, którzy nie umieli bez siebie żyć, ale też nie potrafili być razem. Ten film jest jednocześnie dynamiczny i spokojny, głośny i cichy, zimny i gorący. Od pierwszego kadru czuć, że to obraz wyjątkowy. Tomasz Kot w rozmowie z Beatą Kęczkowską dla „Wysokich Obcasów Extra” (czerwiec 2018) mówił: „Bardzo długo ustawialiśmy pierwszy kadr. Trzy starsze panie śpiewają, ja z Agatą Kuleszą siedzimy i je nagrywamy. Paweł ustawia ten kadr, w lewo, w prawo, czasem te zmiany są tak delikatne, że prawie niezauważalne. Może to jest początek i ludzie są nierozegrani – myślałem. Albo to jest ten styl. W pewnym momencie poczułem się tak, jakbym był częścią jakiegoś obrazu, który Paweł maluje. Miałem do czynienia z zupełnie inną materią niż do tej pory. To porównanie pomogło mi zaadaptować się w nowym świecie”.

Tomasz Kot przyznał również, że „to był bardzo intensywny świat Pawła, przede wszystkim on go stworzył, powołał”. To oczywiście można powiedzieć o każdym reżyserze – że tworzy świat, realizuje swoją wizję, kreuje. Ale w przypadku Pawlikowskiego czuć, że jest to sztuka przez duże S. Popularna pisarka Katarzyna Bonda w poradniku „Maszyna do pisania” pisze, że nie rozumie autorów, którzy pocą się nad tekstem tylko po to, żeby „lub” zmienić na „albo”. Myślę, że Pawlikowski, gdyby pisał, byłby autorem, dla którego pomiędzy „lub” i „albo” istnieje ogromna różnica.

„Zimna wojna” jest zachwycającym unikatem. Z jednym zastrzeżeniem. Na filmy Pawła Pawlikowskiego trzeba iść z odpowiednim nastawieniem. I w czasie seansu nie chrupać prażonej kukurydzy.

Ewa

fot. filmweb/Łukasz Bąk

4