Nasze biwakowanie: tabbouleh i kulki mocy nad Pacynką

Biwakować można nawet z małym dzieckiem, choć oczywiście jest trochę inaczej niż w duecie. A skoro można, to wręcz trzeba! Podpowiadam, jak wszystko zorganizować.

Mam w głowie pewne wspomnienie. Był już wieczór, zmierzch, gdy nasze stopy po raz pierwszy zetknęły się z sycylijską ziemią. Z lotniska w Trapani odebrali nas przemili właściciele domku, który wynajęliśmy na wakacje. Wrzuciliśmy bagaże do ich pick-upa, rozsiedliśmy się na tylnej kanapie i ruszyliśmy do Castellammare del Golfo. Pamiętam krajobraz, jaki zastaliśmy na miejscu. Otaczały nas surowe wzniesienia, praktycznie góry, nasi niemi obserwatorzy. Można było odnieść wrażenie, że jest się na księżycu! W rozproszonych domach nieśmiało paliły się światła. Sycylia zaskoczyła nas swoim powściągliwym powitaniem. Ta dzikość wzbudzała jednocześnie podziw i szacunek.

Takich pierwotnych miejsc jest na naszej planecie, niestety, coraz mniej. Od pewnego czasu łapię się na tym, że nawet kontakt z przyrodą jest kontaktem nie tyle z dziką naturą, co z naturą regulowaną rękami człowieka. W lesie przypomną ci o tym ścięte drzewa. Pod lasem przybywające w przerażającym tempie zabudowania. I ten cholerny asfalt, wszędzie asfalt, żebyśmy mogli sobie wjechać wygodnym samochodem w sam środek puszczy. Przykre to, ale prawdziwe. Pamiętacie tę piosenkę? Już nie ma dzikich plaż… Święte słowa. Nie ma już dzikich plaż, a i inne dzikie miejsca giną na naszych oczach.

Dlaczego o tym piszę? Bo udało mi się znaleźć dzikie miejsce, gdzie niemalże poczułam obecność Boga. I to raptem kilka kilometrów za Radomiem. Kozłów, gmina Jastrzębia, być może komuś coś to powie. Dotarliśmy na skraj Puszczy Kozienickiej, przebiliśmy się przez niemal dziewiczy las i znaleźliśmy cudowne miejsce nad Pacynką, w cieniu rozłożystego drzewa, gdzie towarzystwa dotrzymywały nam ważki, a czas umilał śpiew ptaków. Rozpoczęliśmy biwakowanie. O tym przecież miał być ten tekst ;-).

Żeby biwak się udał, musi być spełnionych kilka warunków:
– Słoneczna pogoda
– Dobre samopoczucie
– Rzeczy typu: koc, plastikowe miski i sztućce, zabawki dla malucha itp.
– Jedzenie (zdrowe i pyszne)

Pogodę mieliśmy bajeczną, samopoczucie również; wszystko, co niezbędne, zapakowaliśmy do kufra naszej mazdy, troszcząc się przede wszystkim o ostatnie z listy, czyli jedzenie. Lubimy z Rafkiem dobrze zjeść. Filo ma to po nas – gdyby miał taką melodię do spania jak do jedzenia… Ale kuchnia przede wszystkim ma być zdrowa. Nie mogło więc być mowy o kanapkach typu: biała bułka + masło + wędlina/pasztet + ser żółty, ani o chipsach, prażynkach, solonych orzeszkach czy kupnych delicjach na deser.

Zamiast tego były:
– Biwakowe kanapki na bogato, z masą jajeczną, serem, pełne warzyw i świeżych ziół
– Tabbouleh z komosą ryżową, pomidorami i kolendrą
– Jajka na twardo „do ręki”
– Zdrowe chipsy do pochrupania (quinoa snacks z Lidla, nasze odkrycie)
– Owoce: truskawki, arbuz, banany
– Kulki mocy na deser
– Woda

Biwakowe kanapki

Składniki:
– bułki (dobrej jakości, pełnoziarniste, kupne albo jeszcze lepiej domowe)
– pasta jajeczna*
– dobra wędlina dla mięsożernego mężczyzny
– dobrej jakości ser żółty
– liście: sałata, roszponka albo – jak u nas – umyte i osuszone liście botwinki
– ulubione warzywa, pokrojone (u nas marchew, szparagi, rzodkiew, pomidor – tak, wiem, że to owoc 😉
– dużo świeżych ziół (u nas szczypior, kolendra, oregano, bazylia)
– ulubione przyprawy

* Pastę jajeczną zrobiłam, 2 jajka ugotowane na twardo miksując ze świeżymi ziołami (dałam posiekany szczypiorek, miętę, bazylię i oregano), odrobiną jogurtu naturalnego i doprawiając słodką papryką oraz niewielką ilością soli himalajskiej

Wykonanie:
Bułki przekroić, ale nie do końca (jak hot-dogi). Rozchylić niczym muszlę, na obu połówkach rozsmarować zamiast masła pastę jajeczną.

Wcześniej przygotować warzywa: pomidora sparzyć, obrać ze skórki, pokroić w plasterki. Rzodkiewkę umyć, pokroić. Obrane i umyte szparagi oraz marchewkę pokroić obieraczką w cienkie paski i zblanszować, wkładając na 2-3 minuty do miski z wrzątkiem, po czym przenosząc je do miski z lodowatą wodą.

Do bułek z pastą włożyć składniki biwakowej kanapki: liście (sałatę), wędlinę (jeśli jadacie), ser żółty, mnóstwo warzyw (wstęgi marchwi, szparagów, plastry pomidorów i rzodkiewki) oraz świeżych ziół. Doprawić do smaku. Ja na jednej połówce zamiast pasty jajecznej rozsmarowałam ser kozi. Można dodać kiełki, ulubione nasiona itp.

Tabbouleh z komosą ryżową, pomidorami i kolendrą

Doskonałe danie na piknik, bo tabbouleh pysznie smakuje na zimno. Dzień wcześniej ugotowałam komosę. Wystudzoną rankiem przed biwakiem połączyłam z resztą składników. Polecam tak robić, bo to bardzo ułatwia pracę. Przepis Elli Woodward, zmodyfikowałam.

Składniki:
– 1 szklanka komosy ryżowej
– 2 pomidory
– garść świeżej kolendry
– garść nasion słonecznika
– 1 łyżka pasty tahini
– 2 łyżki oliwy z oliwek
– sok z połowy cytryny
– sól i pieprz do smaku (używaj soli himalajskiej)

Wykonanie:
Komosę porządnie opłukać na sicie zimną wodą i ugotować w proporcji 2:1 – na szklankę komosy dwie szklanki wody (komosę zalewam wrzątkiem, po czym gotuję na dużym ogniu w odkrytym garnku przez ok. 2 minuty, a następnie zmniejszam ogień do minimum, przykrywam i trzymam na małym palniku przez ok. kwadrans. Wyłączam, gdy komosa wypije wodę. Mieszam widelcem i trzymam jeszcze pod przykryciem).

Ugotowana komosa niech zostanie w garnku i poczeka do rana.

Następnego dnia przygotować pozostałe składniki. Pomidory sparzyć, obrać ze skórki (uważać, żeby nie zrobiły się za miękkie), pokroić w kostkę. Kolendrę posiekać. Nasiona słonecznika podprażyć przed kilka minut na suchej, mocno rozgrzanej patelni (bez tłuszczu – trzeba uważać, żeby się nie spaliły). Komosę wymieszać z pomidorami, kolendrą, słonecznikiem, tahiną, oliwą, sokiem z cytryny, doprawić do smaku.

Kulki mocy

Koniecznie zrobić dzień wcześniej – im dłużej będą w lodówce, tym lepiej. Uwaga! Jeśli szykuje się upał, nie polecam kulek mocy, zrobią się miękkie i nie będą już tak pyszne.

Składniki (na 10-12 kulek):
– pół szklanki suszonych daktyli (namoczonych we wrzątku)
– 3 łyżki mąki kokosowej
– 3 łyżki wiórków kokosowych (+ wiórki do obtoczenia)
– garść rodzynek
– odrobina masła orzechowego
– 3-4 łyżki oleju kokosowego
– szczypta soli

Wykonanie:
Wszystkie składniki umieścić w malakserze i zmiksować na gładką, kleistą masę. Formować kulki, ewentualnie obtaczać w wiórkach i odkładać do lodówki do schłodzenia.

Ciąg dalszy biwakowej strawy:

– Jajka można ugotować poprzedniego wieczoru i trzymać w lodówce (w skorupkach)
– Owoce szykujemy tuż przed biwakiem – myjemy, osuszamy, gdy trzeba dzielimy na cząstki (np. arbuza)
– Do butelki z wodą wsuńmy (można pomóc sobie nożem czy jakimś szpikulcem) listki świeżej mięty

Wszystko pakujemy do pudełek, bułki zawijamy w folię, pamiętamy o sztućcach, talerzykach, śliniaku dla dziecka, serwetkach, ściereczce, nasączanych chusteczkach itp.

Co ma jeść twoje dziecko na biwaku?

To zależy od dziecka ;-). I od was – od tego, jak je karmicie (wierzę, że zdrowo). A także od jego wieku. Maluchowi żadne wiktuały do szczęścia nie są potrzebne, jeśli sensem jego życia jest mleko. Mamy, które karmią piersią, mają w tym przypadku przewagę nad mamami butelkowymi, bo pokarm mają zawsze przy sobie ;-). Nie podpowiem, jak radzić sobie w przypadku karmienia mieszanką, bo Filipa karmiłam, w zasadzie wciąż karmię naturalnie. Wyobrażam sobie, że trzeba zabrać ze sobą termos z wrzątkiem, butlę itp.

Jeśli dopiero rozszerzacie dietę swojemu maluszkowi, starannie zadbajcie o to, co ze sobą weźmiecie. Możecie przygotować łagodną wersję przekąsek albo przyszykować coś specjalnie dla dziecka. Nie ma nic złego w ratowaniu się słoiczkiem. Nasz Filip ma już czternaście miesięcy (!), je w zasadzie wszystko. Spróbował wszystkich biwakowych przysmaków. Najadł się i czuł się dobrze.

Przemiło było rozsiąść się na kocu nad rzeką. Spędzaliśmy czas, słodko leniuchując. Gdy Filipek zaczynał się nudzić i próbował nam uciekać, zabieraliśmy go na krótką przechadzkę. Tak się zmęczył, że wkrótce padł na drzemkę. Szum drzew i śpiew ptaków umilił mu czas w objęciach Morfeusza. Pospał w wózku, a my w tym czasie mogliśmy się zrelaksować – leżąc i czytając. Ja czytam „Dziką drogę” Cheryl Strayed – to historia kobiety, która samotnie przeszła Pacific Crest Trail, szlak przez Stany Zjednoczone. Wspaniała lektura! Rafał czyta coś, co być może kiedyś trafi do waszych rąk… A przynajmniej taką mam nadzieję ;-).

Biwak w planach? Pamiętajcie o:

– Kremie ochronnym z filtrem! Słońce szkodzi i jest wyjątkowo zdradliwe, nawet wtedy, gdy pogoda wydaje się niepozorna. Przed promieniami chrońcie zwłaszcza dzieci – nakrycie głowy konieczne, do tego krem z filtrem SPF 50, aplikację należy powtarzać co ok. 2 godziny.

– Ewentualnie czymś na komary – spryskałam siebie, męża, rogi koca, wózek, czyli nasze otoczenie. Dziecka nie pryskałam.

– Zabawkach dla malucha – u nas były to gryzaki, kostki edukacyjne, książeczki, grzechotki itp.

Do domu wróciliśmy późnym popołudniem. Odurzeni świeżym powietrzem, zrelaksowani, najedzeni i bardzo szczęśliwi. Pamiętajcie tylko, by wieczorem upewnić się, że nie dopadł was żaden kleszcz.

Miłego biwakowania!

Ewa

4

  • Magdalena Fularska-Pacholczak

    Zabierz mnie na biwak!!! 🙂 Tyle kulinarnych odkryć.

    • Ewa PN

      Z przyjemnością! Z dziećmi? 😉

  • Kurcze, patrzę na te zdjęcia i aż muszę zapytać mamy, czy ja też miałam takie fajne biwaki w dzieciństwie 😀