Nie bądź hipokrytą. I tak wiem, że słuchasz disco polo

Obciach i wiocha – oceniamy pogardliwie, ale w trakcie upojnej imprezy wychodzi na jaw, że świetnie znamy tekst hitu „Przez twe oczy zielone”, a na weselu aż do zdarcia gardła wrzeszczymy „Jesteś szalona”. Dlaczego jesteśmy tak zakłamani?

Trzeba skończyć z pruderią i hipokryzją! Nie, to nie jest mój apel, ale cytat z wypowiedzi prezesa Telewizji Polskiej, który od wielu miesięcy usiłuje nadać nowy wymiar pojęciu „misyjności”, realizowanej rzekomo przez publicznego nadawcę. Ostatnio Jacek Kurski postanowił pochylić się nad społecznym zapotrzebowaniem na swojską zabawę, dlatego bez wahania sięgnął do nieposiadającej chyba dna kasy TVP i wielkim rozmachem zorganizował wielką galę pod hasłem „25-lecie disco polo”, zapraszając wszystkich gigantów gatunku, od Shazzy (gdy w szczytowym okresie popularności rozebrała się dla „Playboya”, sprzedaż tego  numeru magazynu osiągnęła niepobity do dziś rekord) po zespół Akcent z wielkim Zenonem Martyniukiem – twórców przeboju „Przez twe oczy zielone”. Ilustrujący go teledysk wyświetlono już ponad 100 milionów razy. Wcześniej tej sztuki udało się dokonać tylko jednemu polskiemu klipowi, czyli… „Ona tańczy dla mnie” grupy Weekend, której również nie zabrakło na gali.

Prezes mówił o hipokryzji nieprzypadkowo, ponieważ już wcześniej atakowano go za promowanie disco polo, czego ucieleśnieniem miał być między innymi wspólny występ Maryli Rodowicz i Zenka Martyniuka podczas ostatniej sylwestrowej gali w Zakopanem, transmitowanej rzecz jasna przez TVP. Tymczasem Jacek Kurski niezmiennie przekonuje, że właśnie taką muzykę Polacy kochają, choć niechętnie się do tego przyznają. I on sam w pełni podziela ten zachwyt, a – jak przyznał w jednym z wywiadów – za najpiękniejszy utwór o miłości uznaje piosenkę „Taką cię wyśniłem” Akcentu.

Z medialnych relacji wynika, że Kurski, jeszcze kilka lat temu wielki fan twórczości Jacka Kaczmarskiego, odbiegającej trochę stylistyką od artystycznych dokonań Zenka Martyniuka, świetnie bawił się na koncercie, który zorganizowano na stadionie Polonii Warszawa.

Miejsce zostało chyba też wybrane na przekór hipokrytom i zakłamańcom, ponieważ disco polo raczej kojarzy się z dyskoteką stojącą w polu rzepaku na głębokiej prowincji niż metropolią pełną hipsterów słuchających na co dzień Taco Hemingwaya przy porannej latte, oczywiście sojowej.

Wprawdzie recenzenci rozpaczali nad poziomem artystycznym (a raczej jego brakiem), złośliwe pismaki z satysfakcją podkreślały, że stadion Polonii zapełnił się tylko w połowie, i z nieukrywaną przyjemnością cytowały facebookowy wpis niemile widzianego w TVP kabareciarza Piotra Bałtroczyka, który, zażenowany imprezą, zaatakował dyrektora „Dwójki” Marcina Wolskiego i prowadzącego galę Tomasza Kammela, to trudno zaprzeczyć, że koncert okazał się sukcesem – jego drugą część śledziło przed telewizorami blisko 3 miliony Polaków, dzięki czemu był najchętniej oglądanym programem tygodnia, obok meczu naszej młodzieżówki z Anglią podczas Mistrzostw Europy U-21.

Kurski może zatem triumfować, zresztą nie po raz pierwszy. Wspomniany już sylwestrowy występ Rodowicz i Martyniuka podziwiało blisko 5 milionów widzów, dzięki czemu TVP zdeklasowała konkurencyjne imprezy Polsatu czy TVN-u. „Przez twe oczy zielone” w wykonaniu tego duetu jeszcze przez długie tygodnie podbijały internet, choć jednocześnie na Marylę wylała się fala hejtu, a jeden z kolegów z branży przysłał jej nawet wymownego smsa: „Życzę ci zdrowia. Bo talent poszedł sie je…ć z buractwem”.

Nie zmienia to jednak faktu, że lubimy disco polo, a dowody potwierdzające tę tezę można przytaczać bez końca. Pierwszy z brzegu – Polo TV potrzebowało zaledwie czterech lat, żeby zostać liderem kanałów muzycznych i pobić na głowę konkurencję, w tym kultowe MTV. Jakby tego było mało, na trzecim miejscu w rankingu najpopularniejszych stacji prezentujących koncerty i teledyski plasuje się… Disco Polo Music. Gdy Polo TV transmitowało imprezę sylwestrową z gwiazdami rodzimej sceny, zgromadziło przed ekranami więcej widzów niż TVP1, TV 4 czy TVN7.

Jeszcze powątpiewacie w ten fenomen? Otóż film „Disco polo”, przenoszący nas do lat 90. XX wieku, kiedy rodziła się ogromna popularność „muzyki chodnikowej” i w całym kraju, jak grzyby po deszczu, wyrastały stragany z kasetami zespołów Bayer Full czy Top One, sprzedawanymi w gigantycznych nakładach, obejrzało w kinach blisko 900 tys. widzów. O takim wyniku nad Wisłą mogli tylko pomarzyć producenci hollywoodzkich hitów, takich jak „Avengers: Czas Ultrona”, „Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2” albo „Marsjanin”.

Od kilku lat disco polo regularnie gości na juwenaliach w całej Polsce, choć świat studencki był niegdyś ostoją muzyki alternatywnej, rapu i poezji śpiewanej.

Dziś w programie tych imprez sąsiadują punkowcy z kapeli Koniec Świata, raper O.S.T.R. i zespół Masters, znany z hitu „Żono moja”, bez którego trudno wyobrazić sobie współczesne wesele. Organizatorzy juwenaliów niekiedy przyznają, że zapraszają disco polowców trochę dla beki, ale później dziwnym trafem okazuje się, iż to podczas ich występów żaków ogarnia największa euforia, choć następnego dnia mało kto się do tego przyznaje.

Bo z disco polo jest trochę tak, jak z partią rządzącą. W towarzystwie mało kto przyznaje się do głosowania na PiS, a po podliczeniu zawartości urn wyborczych okazuje się, że ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego rozbiło bank. Podobnie rzecz ma się z gustem muzycznym, oficjalnie mało kto, przynajmniej w moim otoczeniu, chwali się posiadaniem płyty Weekendu czy wyświetleniem najnowszego teledysku Zenka Martyniuka, a wystarczy impreza podkręcona alkoholem, by okazało się, że większość uczestników świetnie zna słowa discopolowych przebojów.

A jak jest na weselach? W pewnym momencie wieczoru zarówno wujek z głębokiej wsi, jak i kuzyn pnący się po szczeblach korporacyjnej kariery, ryczą razem ze wszystkim „Jesteś szalona, mówię ci”.

Dlatego muszę przyznać trochę racji Jackowi Kurskiemu mówiącemu o panującej w tym temacie hipokryzji. Krytykuje ją zresztą także Maciej Bochniak, reżyser filmu „Disco polo. „(…) Wkurza mnie, kiedy ludzie twierdzą, że disco polo to kicz, a potem wsiadają do samochodu i włączają radio Eska. Błagam cię, disco polo ma momentami przynajmniej romantyczne teksty, które można powtórzyć i się do tego uśmiechnąć. A to, co grają w radiu? To tylko wytwór korporacji i wielkich wytwórni. Muzycy disco polo nigdy nie mieli sztabu PR-owców. Jeśli ktoś mówi mi, że disco polo to obciach, to powinien sobie zdawać sprawę, że takim samym obciachem jest słuchanie Dody czy Ich Troje” – przekonuje Bochniak w jednym z wywiadów.

„Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem” – twierdzi inżynier Mamoń, bohater kultowego „Rejsu” i odpowiedzią na tę genialną w swojej prostocie definicję dobrej piosenki jest właśnie disco polo. Odbiorca doskonale wie, czego się spodziewać po kolejnej płycie Boysów czy Etny. Prostych, nieskomplikowanych numerów, przy których można potańczyć albo napić się wódki, siedząc nad grillem ze skwierczącą karkówką. Disco polo nigdy nie aspirowało do miana kultury wysokiej. Czy którykolwiek gwiazdor reprezentujący ten nurt twierdzi, że chce przekazać coś ważnego albo ma misję, by zmienić świat? Skądże, oni dają radochę. I tyle. A może aż tyle.

Francuski socjolog Abraham Moles napisał kiedyś książkę „Kicz, czyli sztuka szczęścia”. Tak mogłaby nazywać się także opowieść o disco polo.

Występuję trochę w roli adwokata diabła, bo nie jestem wielkim fanem tej muzyki. Nie jestem nawet jej małym fanem. W istocie ani mnie grzeje, ani ziębi, choć należę do wspomnianego już grona facetów, którzy po wypiciu kilku głębszych domagają się od weselnej orkiestry zagrania „Jesteś szalona”, a gdy tańczę z ukochaną do dźwięków „Żono moja”, potrafię zaśpiewać kilka zwrotek. Jednak denerwuje mnie podział na muzykę gorszą, obciachową, czyli właśnie disco polo, i tę teoretycznie lepszą, czyli mainstreamowy pop, którym od rana do wieczora karmią nas duże rozgłośnie i którego zwykle nie da się słuchać z powodu jednobrzmiących melodii oraz kretyńskich tekstów.

„Nie odróżniam tych różnych Kasi, czy innych, które śpiewają pierdoły o swoich miłosnych rozterkach, albo udają murzynki. Wolę faceta z Weekendu, który jest autentyczny i w sumie gra lepszą melodię” – stwierdził w jednym z wywiadów Muniek Staszczyk i te słowa są świetnym zwieńczeniem mojego tekstu.

Rafał

fot. Pixabay

3

  • Rafał Natorski

    Jak widać ta muzyka ma swoją siłę oddziaływania 😉

  • Honorata Dyjasek

    Kicz czyli sztuka szczęścia. Idealnie ujęte. Oglądałam kiedyś wywiad z pewnym twórcą disco polo. Opowiadał o tym, że dostarcza na koncertach rozwywki, wpędza ludzi w pozytywny, radosny nastrój, powala zapomnieć o problemach, a rytmiczna, wpadająca w ucho muzyka od razu porywa do tupania i bujania się 🙂 Fenomenem są chyba banalne teksty i rposte rymy, które sprawiają, że błyskawicznie je zapamiętujemy.

  • Justyna Maria Anastazja Żuk

    Ja w zasadzie słucham disco polo, ale koreańskiego, bo w zasadzie pop jest dość blisko tego gatunku. Nie mam nic do tej muzyki, nikt kto ją lubi nie powinien się tego wstydzić. To jest muzyka rozrywkowa i jej funkcją jest zabawianie ludzi. Jest potrzebna, więc powstała. Nikt nie zatańczy na weselu przy Chopinie. 😉