8 rzeczy, których nie należy mówić młodej mamie

Świeżo upieczona mama nie ma lekko. Musi poradzić sobie zarówno z uczuciem pustej głowy, jak i nadmiarem informacji. Szczególnie o to drugie nietrudno, gdy wszyscy wokół mają dla niej zatrzęsienie dobrych rad.

A z dobrymi radami wiadomo, jak bywa – może i ich autorzy mają dobre intencje, tyle że dobrymi intencjami wybrukowane jest piekło. Nadmiar słowa „dobre” w różnych odmianach w powyższym zdaniu wydaje się co najmniej podejrzany. Dlatego zanim powiesz młodej mamie coś, co twoim zdaniem z pewnością jej się przyda – ugryź się w język. Są rzeczy, których matkom po prostu lepiej nie mówić. Dla ich i swojego… dobra.

* Ponieważ mam synka, będę używać formy męskoosobowej, ale słowa „mu”, „jemu” czy „jego” śmiało można dopasować do dziewczynki.

„Uważaj!” – przez to zupełnie niepotrzebne, pozbawione podstaw, zakichane „Uważaj!” młode matki nabawiają się kompleksów. Zaczynają wątpić w swoje umiejętności. Nie wiedzą, jak obchodzić się z własnym dzieckiem. Głupieją. To fakt potwierdzony przez jedną z cenionych blogerek, która z powodu zbyt często słyszanego „Uważaj!” kompletnie zwątpiła w swoje jako matko umiejętności i w pewnym momencie bała się zbliżyć do własnego dziecka. Taka informacja: każda matka wie, że powinna i musi uważać – i możecie być pewni, że robi to w każdej sekundzie życia swojego dziecka.

„Załóż mu czapeczkę/skarpetki” – o obsesji starszego pokolenia dotyczącej zakładania niemowlętom czapek i skarpet o każdej porze dnia, nocy i pory roku pisałam tutaj. Przyznaję, słyszałam to wiele, wiele razy. Nawet niedawno, choć mój synek ma już prawie pięć miesięcy, a właśnie kończy się bardzo ciepłe lato. Uwierzcie, matki naprawdę wiedzą, kiedy ich pociechy powinny nosić czapeczki, a kiedy nie. Kiedy zakładać im skarpetki, a kiedy zostawić maluchom bose stópki. Dając tego typu złote rady, sprawiacie, że zaczynamy wątpić w swoje matczyne umiejętności.

„Wyglądasz na zmęczoną” – yyy, serio? Czy naprawdę ktokolwiek uważa, że wypada powiedzieć młodej matce coś takiego? A co jeśli akurat tego dnia dziecię dało jej pospać i ona wcale nie czuje się zmęczona? Pierwsze, co pomyśli, to że kiepsko wygląda. Czyli się zapuściła. O zgrozo. Należy przyjąć do wiadomości, że świeżo upieczone matki zazwyczaj są zmęczone. Niedosypiają, w kółko karmią, przewijają, reagują na dziecięcy płacz, znudzenie, marudzenie. Tulą, noszą na rękach, robią dziesięć rzeczy naraz. To bardzo ciężka praca. Nie ma sensu o tym gadać.

„Kiedy kolejne dziecko?” – wybij sobie z głowy to pytanie, szczególnie jeśli kobieta, do której chcesz je skierować, niedawno urodziła, a już koniecznie, jeśli było to jej pierwsze dziecko. Daj jej czas oswoić się z nową sytuacją! Gdy na świecie pojawił się mój synek i musiałam zdefiniować siebie na nowo, ci odważniejsi pytali mnie bez skrępowania: „No to kiedy drugie dziecko?”. A ja – obolała, zmęczona, przeżywająca katusze podczas karmienia i niewyobrażalny stres w chwilach płaczu mojego synka, gdy nie wiedziałam, co mu się dzieje – miałam ochotę tych „odważnych” ukatrupić. Ludzie! To pytanie w ogóle nie jest zbyt grzeczne, a już skierowane do kobiety tuż po porodzie jest nie do przyjęcia.

„Na twoim miejscu…” – umówmy się: tylko ty jesteś na swoim miejscu, a fakt, co zrobiłabyś albo zrobiłbyś na miejscu młodej matki, nie ma najmniejszego znaczenia. Bo nie jesteś i nigdy na jej miejscu nie będziesz. To powinno wystarczyć. Uważam, że każdy powinien wychowywać dzieci po swojemu. Co innego, jeśli matka sama zwróci się o poradę. Jeśli nie, proszę, nie mów, co zrobiłabyś/łbyś na jej miejscu, bo taki wstęp oznacza, że coś, co matka robi, średnio ci się podoba i w twoim mniemaniu wymaga korekty.

„Zabrałaś się już do odchudzania po ciąży?” – ojoj, całe szczęście, że tego nie usłyszałam, ale wyobrażam sobie, jak bym się poczuła, gdyby ktoś poczęstował mnie takim tekstem. Waga kobiety po ciąży powinna być tematem tabu! Te wszystkie drobne uszczypliwości, które sprowadzają się do tego, że jej wygląd po urodzeniu dziecka się zmienił – i sugestie, że najwyższa pora się za siebie wziąć – są po prostu okropne i w żaden sposób nie mobilizują matek do działania. Chcesz dobrze? To powiedz jej, że świetnie wygląda albo po prostu, że jest świetną mamą. Ona dobrze wie, że jej ciało się zmieniło i z pewnością nie czuje się z tym najlepiej.

„Kiedyś matki…” – nie miały pampersów i świetnie sobie radziły. Nie miały jedzenia w słoiczkach i świetnie sobie radziły. Nie rodziły ze znieczuleniem i świetnie sobie radziły. Nie miały tylu ubranek, zabawek, gadżetów i… tak. Podobno świetnie sobie radziły. Konkluzja jest jedna: współczesne matki są rozkapryszone i z macierzyństwem w ogóle nie dają sobie rady. Nie, nie wierzę, że ktokolwiek chciałby powiedzieć coś takiego młodej mamie. Ale gdy zaczynasz zdanie od „Kiedyś matki…”, wcale nie podnosisz jej na duchu. Chcesz okazać świeżo upieczonej mamie wsparcie? To zwyczajnie, po ludzku powiedz jej, że świetnie sobie radzi i może na ciebie liczyć, gdyby potrzebowała pomocy. Poza tym naprawdę nie wiemy, czy kiedyś matki naprawdę tak doskonale sobie radziły.

„Cały tatuś” – to oczywiście o twoim dzieciątku. Taak. Wspaniale, że postronni nie mają wątpliwości, kto jest ojcem malucha, którego wozisz w głębokim wózku po osiedlu. Miło byłoby jednak od czasu do czasu usłyszeć, że ten pączek, którego karmisz, przewijasz i tulisz milion razy dziennie, ma coś – cokolwiek! – z ciebie. W tym jednym przypadku drobne kłamstewko nie zawadzi. 😉

1