10 powodów, dla których pokochałem kraje śródziemnomorskie

Kiedyś nie wyobrażałem sobie życia poza Polską. Dziś coraz częściej marzę o spędzeniu emerytury w uroczym zakątku położonym nad Morzem Śródziemnym. Dlaczego?

Widoki

Napisać, że zapierają dech w piersiach to chyba za mało. Generalnie opisywanie śródziemnomorskich krajobrazów jest trochę bezsensowe i równie karkołomne, co relacjonowanie komuś smaku wczorajszego obiad. Po prostu trzeba je zobaczyć i kropka! Wtedy na pewno pozostaną w pamięci niesamowite kadry. Po tegorocznym urlopie w moim mózgowym archiwum zapisało się mnóstwo przepięknych widoków zjawiskowego półwyspu Gargano, czyli ostrogi włoskiego buta, ale największe wrażenie zrobiło na mnie chyba pierwsze spotkanie z tym regionem, gdy po blisko stu kilometrach płaskiej drogi prowadzącej z lotniska w Bari wjechaliśmy na niekończące się serpentyny i wykute w skałach trasy, a wokół rozpościerał się szmaragd i szafir Morza Adriatyckiego. Była w tym jakaś metafizyka, której nie potrafili nawet zakłócić pozostali członkowie wyprawy, czyli Ewa, źle znosząca jazdę po górskich bezdrożach i Filip, jęczący z powodu nagłego wybudzenia z drzemki.

Morze

Morze Śródziemne to pojęcie ogólne, bo tak naprawdę składa się z wielu mniejszych akwenów. Jestem szczęśliwy, że miałem okazję zanurzyć ciało przynajmniej w kilku z nich, bo bez względu na to, czy jest to Morze Tyrreńskie, Adriatyckie czy Egejskie, zawsze zachwyca przejrzyście czystą, a przede wszystkim ciepłą wodą, dzięki czemu nie zdarzyło mi się jeszcze doznać tam szoku termicznego i uczucia zmrożenia męskich klejnotów, czyli dość powszechnych zjawisk w naszym Bałtyku. „Ale u nas masz za to piaszczyste plaże i piękny las za wydmami” – odparował kiedyś kolega, gdy dzieliłem się zachwytem po powrocie z wakacji na Rodos, gdzie faktycznie wybrzeże jest zazwyczaj kamieniste. Cieplutkie morze w pełni rekompensuje tę niedogodność – stwierdziłem wówczas, a w tym roku przekonałem się, że także w krajach śródziemnomorskich można znaleźć piaszczyste plaże, do których prowadzi droga przez pachnący sosnowy las, niczym w Mielnie czy Dębkach. Nie wierzycie? Wybierzcie się do Vieste.

Zabytki

To w zasadzie oczywista oczywistość, bo nieprzypadkowo ten region nazywany jest kolebką cywilizacji europejskiej. Kiedy nasi przodkowie snuli się po lasach zbierając jagód czy grzebiąc w dziuplach w poszukiwaniu miodu, nad Morzem Śródziemnym kwitła cywilizacja. Filozofowie głowili się nad istotą ludzkiego bytu, pisarze tworzyli wiekopomne dzieła, a wielcy wodzowie próbowali podbić świat. Nic dziwnego, że niemal na każdym kroku można natknąć się tutaj na pamiątki sprzed wieków. I nie mam na myśli tylko tych najbardziej znanych, jak ateński Akropol (choć faktycznie robi kolosalne wrażenie), ale także zabytki, które turysta odkrywa trochę przypadkowo, na przykład wybudowane przez joannitów zamki na wyspie Rodos czy piękną starówkę w sycylijskim miasteczku Mazara del Vallo, do którego dotarliśmy przy okazji, wykorzystując kilkugodzinną przerwę w kolejowej podróży po włoskiej wyspie.

Muzyka

Odwiedzając Grecję czy Włochy lubię wypożyczać samochód, bo to niepowtarzalna okazja, by w pięknych okolicznościach przyrody (patrz punkt „Widoki”) posłuchać miejscowych rozgłośni radiowych, które – w przeciwieństwie do polskich stacji zakochanych w angloamerykańskiej popowej papce – cenią rodzimych twórców. A tamtejsza scena muzyczna bywa naprawdę intrygująca. Na przykład podczas ostatniego pobytu towarzyszyła nam rozgłośnia o wdzięcznej nazwie Radio Kiss Kiss, regularnie emitująca pewien włoski utwór, który tak głęboko wpadł mi w ucho, że po powrocie do kraju poświęciłem sporo czasu na poszukiwaniu go w otchłaniach internetu. Niestety bezskutecznie, bo nie znam nazwy wykonawcy ani tytułu. Wiem tylko, że w refrenie pojawia się słowo „manky”. A może „monkey”? Ktoś, coś?

Targowiska

Na obskurnych straganach, pod prowizorycznymi daszkami czy w bagażnikach zdezelowanych dostawczaków skrywa się to, co najpyszniejsze w tym regionie świata. Dziesiątki gatunków pomidorów, kuszące soczystością arbuzy, cukinie różnych kształtów oraz mnóstwo innych fantastycznych darów natury, kipiących intensywnymi smakami i zapachami, których często brakuje w naszych owocach czy warzywach, na próżno wyczekujących słońca. Śródziemnomorskie targowiska to także skarbnica oliw, makaronów, miodów, nalewek, świeżutkich ryb i owoców morza, no i oczywiście serów. W Grecji pochłaniam ogromne ilości fety domowej produkcji i innych tego typu wyrobów, we Włoszech króluje zaś parmezan. Podczas niedawnego pobytu w Vieste często gościliśmy na miejscowym targu, gdzie odkryłem stoisko z naprawdę przepysznym twardym serem podpuszczkowym. Nie bacząc na limit bagażu przywiozłem do Polski solidny kawał tamtejszego parmezanu. Zniknął w oka mgnieniu, bo codziennie na śniadanie jadłem go na kanapce z pomidorem. Pychota!

I jeszcze jedna zaleta tamtejszych targowisk – nawet będąc całkowicie spłukanym, nie wyjdziesz stamtąd głodnym, bo sprzedawcy mają zwyczaj częstowania potencjalnych klientów swoimi specjałami. Jakby tego było mało, przy zakupach zawsze dorzucają coś ekstra, a to dodatkową brzoskwinię, a to o jedno jajko więcej. Przypomniałem to sobie, gdy kilka dni temu handlarka na moim osiedlowym targu wykłócała się z klientem o 20 groszy.

Jedzenie

O wysokiej ocenie restauracji/pubu/baru/kawiarni/jadłodajni świadczy fakt, że jeszcze kilka lat po wizycie w tym przybytku wspomina się smak potraw, ewentualnie atmosferę czy wystrój wnętrza, choć akurat te kwestie nie są dla mnie najistotniejsze. Każdy nasz pobyt na Morzem Śródziemnym pozostawił po sobie takie ślady w pamięci. I zwykle nie ma znaczenia, czy odwiedzamy lokale polecane przez internautów (muszę się przyznać, że mam obsesję precyzyjnego planowania podróży, dlatego przed wyjazdem przeprowadzam drobiazgowy research i zaznaczam knajpki warte odwiedzenia), czy też wchodzimy do zupełnie przypadkowych miejsc. Tam po prostu do biesiadowania przykłada się wielką wagę i nikomu nie przyjdzie do głowy karmienie klientów paskudztwem, które serwują nasze garkuchnie rewolucjonizowane przez Magdę Gessler.

Nic dziwnego, że wciąż z sentymentem wspominam musakę zjedzoną w niepozornej knajpce stojącej przy peryferyjnej drodze na Rodos (ale za to z bajecznym widokiem na zatokę), najlepsze na świecie souvlaki w prymitywnym ateńskim barze „U Kostasa” czy genialnie usmażonego labraksa w maleńkim porcie Vlichada na Santorini. Już nie wspomnę o pizzy we Włoszech, gdzie podawanie do tej potrawy popularnego u nas sosu czosnkowego byłoby chyba ukarane więzieniem. Podczas ostatniego pobytu zjadłem jej naprawdę sporo, wszędzie była przepyszna, ale system rozwaliła serwowana w rodzinnej knajpce Mezzaluna w Vieste pizza z… frytkami. Kubki smakowe szalały!

Ludzie

Kilkanaście dni przed naszym wylotem do Włoch rodakami wstrząsnęły informacje z Rimini, gdzie na plaży doszło do brutalnej napaści na parę Polaków, kobieta została zgwałcona, a jej partner ciężko pobity przez grupkę imigrantów. „Boję się o was” – jak mantrę powtarzała moja mama, a teść sugerował nawet, bym wyposażył się w odpowiednio długi nóż, którym w razie potrzeby mógłbym obronić rodzinę przed hordami rozwścieczonych uchodźców. Przyjmowałem to wszystko ze spokojem, bo żyję w może naiwnym przekonaniu, że w krajach śródziemnomorskich nic złego nie może mi się przytrafić. Dlaczego miałbym obawiać się ludzi, którzy celebrują życie, uśmiechają się znacznie częściej niż my i są przyjaźnie nastawieni do świata? Może bywają trochę leniwi, a niekiedy lubią też cwaniakować, ale żeby gwałcić i bić? Wrześniowy pobyt we Włoszech utwierdził mnie w tej opinii. Znów spotkaliśmy się z ciepłym przyjęciem lokalsów, a jedyni dwaj spotkani migranci z Pakistanu okazali się nad wyraz sympatyczni. Ewa kupiła nawet od nich bransoletkę.

Zapachy

Uwielbiam ten moment, gdy po wyjściu z samolotu bucha mi w twarz ciepłe, śródziemnomorskie powietrze. I z każdą kolejną godziną spędzoną w tym zakątku świata intensywność zapachów tylko rośnie. Nie zapomnę, gdy po dość długiej podróży z lotniska dotarliśmy wreszcie do wynajętego domku niedaleko sycylijskiego miasteczka Castellammare del Golfo. Była już późna noc, okolicę spowijała ciemność, ale po wyjściu z samochodu uderzyła mnie feria aromatów kwiatów, ziół i pobliskiego morza. Poczułem, że jestem we właściwym miejscu, a utwierdziłem się w tym przekonaniu,  gdy rankiem otworzyłem okno i spojrzałem na oszałamiającą panoramę wybrzeża.

Tempo życia

Na początku jest wkurzenie. Wkurzenie człowieka przyjeżdżającego ze świata, który bezustannie za czymś goni. Denerwującego się na uśmiechniętego kierowcę autobusu, który nie rozumie pretensji, bo spóźnił się raptem o godzinę, a miasto Rodos przecież nie ucieknie; na kasjera w sklepie, który prowadzi ożywioną rozmowę telefoniczną, nie zwracając uwagę na rosnącą kolejkę; na właściciela wypożyczalni samochodów zdziwionego, że klientom nie odpowiada samochód z wielkim pęknięciem na przedniej szybie i nieśpiesznie poszukującego innego auta czy na restauratora tłumaczącego, że nic nie serwuje, bo przecież jest pora sjesty.

Z czasem zaczynasz jednak dostrzegać coraz więcej zalet takiego nieśpiesznego stylu życia. I sam zwalniasz tempo, czerpiąc radość z malutkich przyjemności: śniadania w gronie rodziny, spaceru po plaży czy kieliszka wina wypitego na tarasie rozjaśnionym blaskiem zachodzącego słońca. Szkoda tylko, że luz gdzieś ulatuje, gdy wysiadam z samolotu na Okęciu czy w Modlinie.

Pogoda

Uwielbiam klimat śródziemnomorski, bo nawet, gdy jest zimno (przynajmniej w rozumieniu miejscowych), nigdy tam nie marznę. Kiedyś spędzaliśmy urlop na Krecie i trafiliśmy na niezwykłe zjawisko – przez 2-3 dni niebo zasnuwały ciemne chmury, silnie wiało, a nawet czasami padał deszcz, podobno pierwszy od wielu miesięcy. Jakże wspaniałym doświadczeniem była wówczas kąpiel w ciepłym morzu. Polecam każdemu!

Już nie będę wspominał, że pochmurne czy deszczowe dni są jednak rzadkością. Między majem a październikiem zdecydowanie łatwiej dostać udaru słonecznego niż przeziębić się z powodu przemoczenia czy wyziębienia organizmu. I za to też kocham tamten świat…

Rafał

 

 

5

  • Patrycja Lewandowska

    Bardzo ciekawy post

  • agnesssja

    Kocham morze <3

  • A ja za to wszystko kocham Polskę 🙂

  • Nigdy nie udało mi się wybrać do Grecji czy w okolice. To moje małe marzenie. Chciałabym pczuc to piękne morze, zobaczyć zabytki i skosztować kuchni 😉

  • Veronica Nowicka

    Bardzo bym chciała wkrótce udać się do Grecji 🙂 Świetny post! Pozdrawiam!

  • Patrycja Blonkowska

    Kocham podróżować i mam nadzieję że kiedyś wyląduje także w Grecji. Bardzo mi się podoba sposób prowadzenia bloga jak i jego wygląd. Pozdrawiam 😛

  • Pingback: Jedno słowo, które nigdy się nie zestarzeje - Co na to Natorscy()