10 pomysłów na przetrwanie najbardziej dołującego dnia roku

Wielkimi krokami zbliża się ten przygnębiający poniedziałek, prowokujący do depresyjnych rozważań, totalnej negacji, a może nawet myśli samobójczych. Przeczytaj, jak przetrwać „Blue Monday” bez większego uszczerbku na psychice.

Wiem, wiem, ten cały „Blue Monday” to marketingowa ściema, świetnie jednak imitująca naukową teorię, pod którą podpisał się brytyjski psycholog Cliff Arnall. To on stworzył skomplikowany wzór matematyczny wyznaczający datę najbardziej depresyjnego dnia roku. Dodając, odejmując, mnożąc i dzieląc takie wskaźniki jak: pogoda (długość dnia, nasłonecznienie), czynnik ekonomiczny (związany przede wszystkim z koniecznością spłaty kredytów zaciągniętych przed świętami), miesięczne wynagrodzenie, czas upływający od Bożego Narodzenia, niedotrzymanie postanowień noworocznych, niski poziom motywacji oraz poczucie konieczności podjęcia działań, Arnallowi wyszło, że

ludzkość osiąga psychiczny dół w trzeci poniedziałek stycznia.

Świat nauki nie zostawia suchej nitki na koncepcji „Blue Monday”, a dowodem na jej głupotę ma być sam wzór, z którego nie sposób wyprowadzić matematycznie poprawnego działania dającego konkretny wynik. Przyznał to zresztą niedawno sam twórca teorii, potwierdzając krążące od dawna informacje, że za całym zamieszaniem stali PR-owcy pewnego biura podróży.

„Początkowo poproszono mnie o wskazanie najlepszego dnia na rezerwację wakacji, ale kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać przypomniałem sobie sesje z pacjentami podczas zajęć z leczenia depresji i uznałem, że trzeci poniedziałek stycznia jest szczególny. Ale nie jest to jakoś bardzo pomocne, to raczej samospełniająca się przepowiednia” – stwierdził szczerze Arnall w rozmowie z „Telegraph”.

Oczywiście nikt nie zwrócił na te słowa większej uwagi, bo „Blue Monday” stał się już bytem niezależnym, intensywnie eksploatowanym przez media (które co roku ostrzegają przed zbliżającym się epicentrum depresji), a także liczne firmy – od producentów lodów po linie lotnicze chętnie wykorzystujące podły poniedziałek do działań reklamowych.

Idea „Blue Monday” trafiła na podatny grunt, bo niestety współczesnemu człowiekowi, a zwłaszcza Polakowi, znacznie łatwiej wmówić, że czeka go kiepski dzień niż przekonać, iż za rogiem powinien spodziewać się czegoś wspaniałego. Jesteśmy raczej zgorzkniałą nacją, nieprzypadkowo na pytanie „jak leci?”, odpowiadamy zazwyczaj „stara bieda” czy „bez rewelacji”, nawet jeśli dzień wcześniej świętowaliśmy narodziny dziecka albo dostaliśmy premię od szefa.

Gorszy dzień może oczywiście zdarzyć się każdemu, ale nie dajmy sobie wmówić, że akurat będzie to trzeci poniedziałek stycznia. Jeśli jednak obawiamy się, iż „Blue Monday” stanie się samospełniającą przepowiednią, warto odpowiednio się do niego przygotować.

Oto kilka sprawdzonych pomysłów, dzięki którym nawet najbardziej parszywy poniedziałek nabierze kolorów.

Poruszaj się

Musiałem zacząć od biegania, bo nie znam lepszego sposobu na poprawę samopoczucia. Ale każda forma aktywności fizycznej, nawet szybki spacer do pracy, stanie się skutecznym lekiem na „Blue Monday”. Nie tylko uwolnimy się od depresyjnych myśli, ale także uaktywnimy cały organizm, usprawniając funkcjonowanie serca, płuc i mięśni. Świetnie sprawdzi się spacer po lesie, gdzie powietrze jest wilgotne i nasycone tlenem, a nie smogiem, jak w mieście. Drzewa skutecznie pochłaniają zanieczyszczenia, a iglaste wydzielają dodatkowo olejki eteryczne, mające uspokajające działanie.

Idź z kumplem na piwo

„Typowy facet” – westchnie pewnie teraz wiele czytelniczek. Coś w tym jest, ale porada ma charakter bardzo otwarty. Kumpla można zastąpić koleżanką lub przyjaciółką, a zamiennikiem piwa z powodzeniem stanie się też gorąca czekolada czy sojowa latte. Ważne, by spędzić miło czas.

Wypróbuj tai chi

Starochińska sztuka łączy w sobie relaks, medytację i walkę. Po takich zajęciach raczej nie zostaniesz Brucem Lee, ale na pewno poprawisz sobie nastrój i poćwiczysz mięśnie.

Wskocz do gorącej wody

Tak, tak, słyszałem teorie, że gorące kąpiele są niekorzystne, szczególnie dla faceta, bo za bardzo podgrzewają jego magazyn z żołnierzykami, przez co później może mieć problemy natury prokreacyjnej. Jednak w taki paskudny dzień lepiej o tym nie myśleć (przynajmniej w wannie, bo generalnie przyjemność nierozerwalnie związana z aktem zapładniania też bywa silnym antydepresantem). Leżenie w pachnącej pianie odpręża, relaksuje i uspokaja. Amerykańscy naukowcy udowodnili, że gorąca kąpiel bywa świetnym remedium na… samotność. Jak wynika z ich badań, kojarzy się to z poczuciem bezpieczeństwa odczuwanym w otoczeniu innych osób. Przypomina także bezpieczny okres dzieciństwa, a nawet pobyt w łonie matki.

Sięgnij po awokado…

Długo można wyliczać zalety tego owocu. To jedno z najbogatszych naturalnych źródeł kwasu foliowego, niezbędnego organizmowi do produkcji hormonów szczęścia – serotoniny i noradrenaliny. Jego niedobór stwierdza się u co trzeciego pacjenta z zaburzeniami psychicznymi i depresjami. Awokado to także skarbnica potasu dotleniającego mózg, poprawiającego koncentrację oraz procesy myślowe.

…orzechy włoskie…

Aż ociekają nienasyconymi kwasami tłuszczowymi, które fantastycznie łagodzą stany depresyjne. Badania wykazały, że osoby chrupiące orzechy osiągają lepsze wyniki w testach uwagi, poprawia się ich nastrój, mają niższy poziom gniewu, lęku i zmęczenia.

…albo czekoladę

Najbardziej lubisz nadziewaną ulepowatym kremem karmelowym i posypaną słodkimi drażetkami? Nie tym razem. Jeśli chcesz przeżyć „blue monday” w dobrej formie łap się za gorzką czekoladę, o jak najwyższej zawartości miazgi kakaowej. Dzięki dużej zawartości kofeiny, pirazyny czy teobrominy nie tylko poprawia nastrój, ale również potrafi skutecznie uaktywnić energię życiową, pozytywnie wpływa na koncentrację oraz sprawność intelektualną. Aha, i jeszcze zmniejsza poziom kortyzolu nieprzypadkowo nazywanego hormonem stresu.

Podaruj sobie trochę… światła

Już w XIX wieku duński lekarz Niels R. Finsen założył Instytut Światłolecznictwa, w którym leczono chorych na gruźlicę i choroby skóry. Kilka lat później otrzymał za swoją działalność naukową Nobla. Dziś fototerapia zdobywa ogromną popularność, zwłaszcza tam, gdzie panują niedobory słońca. Seans przed specjalną lampą wyposażoną w filtr szkodliwego promieniowania ultrafioletowego (można ją kupić albo skorzystać z oferty gabinetu odnowy biologicznej) jest nie mniej skuteczny niż łykanie środków antydepresyjnych.

Zabierz psa na spacer

Nie masz czworonożnego przyjaciela? Wpadnij do sąsiadki i zaproponuj, że wyprowadzisz jej pupila. Jak udowodnili naukowcy, wystarczy przytulić i pogłaskać zwierzę, żeby nasz organizm zwiększył produkcję oksytocyny i prolaktyny, czyli hormonów odpowiedzialnych za uczucie przyjemności.

Zrób coś fajnego z ukochaną osobą

To patent na „Blue Monday”, ale i każdy inny dzień roku. Niezbędne jest jednak spełnienie podstawowego warunku – ta druga osoba nie może być po prostu partnerem/partnerką/mężem/żoną/ dziewczyną/chłopakiem, ale tą legendarną „drugą połówką”, z którą chce się spędzić każdą dobę, zarówno najpaskudniejszą, jak i najwspanialszą. Możecie przez cały dzień nie wychodzić z łóżka, wybrać się na spacer do lasu albo poprzytulać nad kubkiem grzanego wina w ulubionej knajpce. Najważniejsze, by być razem, gdyż wtedy łatwiej zapomnieć o „Blue Monday”, niedomagającej polskiej służbie zdrowia, rekonstrukcji rządu, Kim Dzong Unie i najnowszej piosence Sarsy. Jak to dobrze, że mogę tę poradę wcielić w życie…

Rafał

fot. Pixabay

14

  • Pawel Komosa

    Dobrze, ja wszystko rozumiem, ale co ma zrobić taki biedny miś jak ja? Który może i lubi się „poruszać”, ale nie bez przesady i nie jest w tym ortodoksyjny, tai chi to zna tylko z nazwy, „Sięgnij po awokado…”, no nie wiem, bo to przecież przejaw luksusu, a ja to jak wiesz w tej dziedzinie nie bardzo. „Orzechy włoskie albo czekoladę” też nie, bo to są – jak mawia Ferdek Kiepski – drogie rzeczy. „Podaruj sobie trochę… światła”, no jak? Jak w tym kraju nadwiślańskim przed dziesięć miesięcy w roku jest wieczna ciemność, a sztuczne? Nie, no nie będę się gapił w lampę, bez sensu, ja wiem, że jestem niepełnosprawny, ale nie tak bardzo. „Zabierz psa na spacer” – nie mam psa. „Zrób coś fajnego z ukochaną osobą” tu będzie trudno, bo nie wiem czy ukochana będzie chciała coś zrobić ze mną, bo odkąd się wyprowadziła nie mam możliwości żeby zrobić coś z ukochaną, a już fajnego to zdecydowanie się nie da. „Idź z kumplem na piwo” – no, to już sam wiesz, dlaczego nie da się tego zrobić. Tak więc nie ucieknę przed „Blue Monday”, zagłębie się w poniedziałek samotnie w depresji z uszczerbkiem na psychice. Chciałoby się zapytać: jak żyć panie premierze? Ale premier też nie bardzo, bo pewnie odpowiedziałby filozoficzne – jak to on – do roboty. Już się boje poniedziałku.

  • Szaman Shamansky

    Moim zdaniem to jest sedno: „Ale nie jest to jakoś bardzo pomocne, to raczej samospełniająca się przepowiednia”. Ludzie od czasów plemiennych potrzebują prostych wytłumaczeń, angażujących symboli itp. Nauka nie działa w ten sposób, ale marketing jak najbardziej. Nauka nie daje pragmatycznych odpowiedzi, których ludzie szukają…
    A tak swoją drogą , wcześniej napisałem posty z podobnymi poradami, które fajnie uzupełniają to, co Ty napisałeś:
    https://szaman.biz/2017/12/05/jesienna-depresja/
    https://szaman.biz/2017/10/19/zadbaj-o-najwspanialsza-osobe-na-swiecie/